2009-04-23, 07:56 | Po prostu życie
Amulety z ludzi
Jakby mało było makabry związanej z regularnymi polowaniami na albinosów na terenie całej Afryki, dzieci dotknięte tą genetyczną wadą są zabijane przez własnych rodziców. Chcą oni w ten sposób uniknąć kłopotów związanych z ukrywaniem i żywieniem i wychowaniem małego odmieńca. Lepiej pozbawić go życia na samym początku, wtedy nikt przez niego nie ucierpi, a i ona sam będzie szczęśliwszy. Nie zazna strachu i upokorzenia od swoich „normalnych” rówieśników.
Są jednak i tacy rodzice, którzy pozwalają swojemu dziecku żyć i wtedy muszą dopiero wykazać się pomysłowością i hartem ducha, aby utrzymać maleństwo przy życiu. W Afryce uważa się bowiem, że części ciała ludzi dotkniętych bielactwem przynoszą szczęście, bogactwo i powodzenie w miłości. Każda część ciała albinotycznego dziecka jest na wagę złota. Ludzie gotowi są płacić nawet za włosy lub kości tanzańskich albinosów. Przesąd ten powoduje, że nawet po śmierci nie zaznają oni spokoju. Ich groby znajdują się zwykle w domach – prymitywnych chatach krytych trzciną. Gdyby umieszczono je na cmentarzu zostały natychmiast splądrowane, a szczątki pochowanych w nich ludzi podzielone na amulety i sprzedane. Nikt - ani władza, ani lokalne społeczności nie są wstanie zakończyć tej makabry.
Albinosi uciekają więc, aby uniknąć śmierci. Część z nich ukrywa się w misyjnych szkołach, gdzie oprócz nich znajduje się dużo innych dzieci oraz wychowawcy. Porwanie stamtąd białego-czarnego dziecka jest utrudnione. Część zamieszkuje trudno dostępne wyspy na Jeziorze Wiktorii, gdzie mogą czuć się bezpieczni, bo każdy, kto przypływa w takie miejsce jest od razu widoczny i lokalna społeczność ma możliwość przeciwstawienia się porwaniu. Mimo to co roku w samej Tanzanii ginie kilkudziesięciu albinosów. Ich ciała, podzielone na małe kawałeczki, wędrują tajnymi kanałami handlarzy „świętości” do kupców i potrzebujących w całej Afryce – od Mauretanii po Przylądek Dobrej Nadziei.
Gość
Komentarze (4)