2009-04-23, 08:01 | Pieniądze + styl życia
Urok nowych technologii
Od 1972 roku najnowsze technologie rządzą również bieganiem. Zarówno tym wyczynowym, jak i zbawiennym dla organizmu bieganiem rekreacyjnym. Ponieważ moda na bieganie dotarła również do Polski, warto na kwestię spojrzeć ze wszystkich stron, zwłaszcza, że chodzi nie tylko o wygodę i modę, ale bezpośrednio o zdrowie i bezpieczeństwo.
O bieganiu słusznie mówi się, że to najprostszy, najbardziej dostępny i jeden z najefektywniejszych sposobów treningu i pracy nad sobą. Wystarczy mieć buty, wygodne, dostosowane do pory roku ubranie i można przemierzać okolice. Ale jak wszystkie początki, tak i ten do najprostszych nie należy. I nie chodzi mi tu o siłę woli, motywację, czy wytrwałość w sportowym postanowieniu, ale o zakup odpowiednich butów. Sprawa wydaje się być banalnie prosta, bo każdy sklep sportowy proponuje całe regały adidasów specjalnie zaprojektowanych do biegania. Okazuje się natomiast, że wcale tak prosto nie jest.
Sportowy przemysł obuwniczy to miliardy dolarów oraz wielkie nazwiska sportowców i trenerów, którzy skutecznie sprzedają co sezon pojawiające się modele. Każdy lepszy od poprzedniego, każdy stosujący jeszcze nowszą technologię. Buty są coraz lżejsze, coraz wygodniejsze, kuszą wyrafinowaną konstrukcją i obiecują kompletną ochronę stopy podczas treningu. Kłopot w tym, że pojawiły się głosy, które negują owe technologie, twierdząc, że nowoczesne buty do biegania wyrządzają więcej szkody niż pożytku. Autorem takiego głosu jest Christopher McDougall, a razem z nim spora grupa trenerów, fizykoterapeutów i samych biegaczy.
Każdego roku z kontuzją mierzy się od 65 do 80 procent wszystkich biegających. Stopień zaawansowania treningu nie ma tu znaczenia. Znaczenie mają za to buty. Okazuje się mianowicie, że właściciele najnowszych, a co za tym idzie również najdroższych modeli są narażeni na uraz zdecydowanie bardziej, niż biegający w tanich adidasach. Doktor Daniel Lieberman z Uniwersytetu Harvarda jest przekonany, że ogromna i nieustannie wzrastająca liczba kontuzji jest winą butów, które mocno osłabiają ludzką stopę. Zanim pojawiły się pierwsze buty zaprojektowane specjalnie do biegania, sportowcy nakładali buty na bardzo cienkich podeszwach. Ich stopy i kolana były zdecydowanie silniejsze, a urazy należały do rzadkości. Wynalezienie butów do treningu zasadniczo zmieniło sposób biegu i zdyscyplinowało stopę, która zamiast opadać bardziej na środkową i przednią część, w nowoczesnych butach uderza o podłoże piętą. Zatraciła się naturalna giętkość i miękkość, bo zatracił się naturalny kontakt z podłożem.
Etiopscy i kenijscy biegacze nie raz zadziwiali świat wygrywając długodystansowe zawody zupełnie boso. Tajemnica ich sukcesu to między innymi sposób treningu, który do 17 roku życia nie przewiduje butów w ogóle. Współpracujący z najlepszymi biegaczami świata psychoterapeuta Gerard Hartmann mówi o 40 – 60-procentowej redukcji muskulatury stopy wywołanej nowoczesnymi butami. To ogromne osłabienie, które prędzej czy później kończy się kontuzją.
Obuwniczy szał zaczął się od biegacza z Uniwersytetu Oregon, Phila Knighta i Billa Bowermana, trenera z tejże uczelni. To oni założyli firmę Nike, zapoczątkowali modę na jogging i wpadli na pomysł, żeby podnieść tylną część podeszwy butów o kawałek miękkiej gumy. Tak powstał model Cortez – pierwszy but Nike. Cała reszta potoczyła się błyskawicznie. Na rynku pojawiły się kosztujące 250 dolarów buty adidas z mikroprocesorem, model marki Asics z żelowymi wstawkami, czy super lekkie Pumy. Co sezon nowe odkrycie i jeszcze bardziej kusząca obietnica. Ostatnio obietnica powrotu do natury w postaci butów, których „nie czuć”, a które są wynikiem obserwacji biegających boso.
Bieganie po parku bez butów nie jest oczywiście opcją. Nie o to zresztą tu chodzi. Ważne jest, by ze zdrowym dystansem podejść do językowych kalek, którymi zarzucają nas ogromne koncerny oferujące buty do biegania najnowszych generacji. Ci co biegają i ci, którzy biegających trenują przyznają, że nie ma takich butów, które byłyby w stanie zapobiegać kontuzjom. Doktor Craig Richards z australijskiego Uniwersytetu Newcastle pisze w British Journal Of Sports Medicine, że nie ma absolutnie żadnego dowodu na to, że buty do biegania zapewniają podczas treningu ochronę przed urazem. Richards wysuwa tezę, że cały ten gigantyczny przemysł oparty jest na obietnicy bez pokrycia. Nowe, sportowe technologie często okazują się być wyłącznie marketingowym bełkotem, który nawet nie tyle, że niewiele znaczy, ale może zaszkodzić.
Gość
Komentarze (2)