2 komentarze | dodaj komentarz ›

2009-04-24, 07:22 | Po prostu życie

Najlepszy samolot dwudziestolecia międzywojennego

Polska  wojna  awiacja  samoloty  samolot Łoś  Łoś  technika  wynalazki  nauka 

Polska, wojna, awiacja, samoloty, samolot Łoś, Łoś, technika, wynalazki, nauka, zdjęcie, fotografia
Prace przy projektowaniu i produkcji tego samolotu przebiegały w ekspresowym tempie. Rozpoczęto je w roku 1934, a już w 1936 oblatywano prototyp. Kiedy latem 1939 roku Niemcy wkroczyli do Polski, wyprodukowano zaledwie 124 samoloty bombowe PZL 37 Łoś.

Cud techniki


Łoś” był to dwusilnikowy bombowiec średni o prędkości maksymalnej 412 km/h i udźwigu bomb do 2000 kg. Maszyny te wsławiły się atakami na niemieckie kolumny pancerne 16. korpusu pod Radomskiem. W chwili wybuchu wojny na linii znajdowało się zaledwie 36 samolotów PZL 37 „Łoś”.

Od początku zainteresowanie „Łosiem” było bardzo wielkie. Po zaprezentowaniu samolotu na targach lotniczych  w Paryżu do produkujących „Łosia” zakładów w Mielcu i na Okęciu wpłynęło mnóstwo ofert dotyczących zakupu i licencji tych samolotów. „Łoś” był nadzieją polskiego lotnictwa, był konstrukcją znacznie przewyższającą to, co mieli na swoim wyposażeniu Niemcy, lepszy nawet niż holenderski fokker FVII. Łudzono się, że mając „Łosie”. można stawić skuteczny opór lotnictwu hitlerowskiemu.

Okazało się jednak, że zarówno „Łoś”, jak i inne polskie konstrukcje wojskowe został wprowadzony do użytku zbyt późno. Nie zdążono także przetestować maszyny w warunkach ćwiczebnych, nie mówiąc już o bojowych. W czasie działań w kampanii wrześniowej „Łosie” nie spełniły swojego zadania. Były zbyt słabo uzbrojone i latały właściwie bez osłony myśliwców. Samolot nie był dostatecznie opancerzony i nie miał samouszczelniających się zbiorników paliwa. Nie wszystkie wyprodukowane przez rokiem 1939Łosie” miały kompletne wyposażenie pokładowe. Braki dotyczyły głównie radiostacji i systemów łączności pokładowej. Psuły się także silniki naszych bombowców.

Ocalałe fragmenty

Mimo tych wszystkich kłopotów „Łosie” startowały i niszczyły niemieckie kolumny sunące na Warszawę. Prawie wszystkie zostały zestrzelone i zniszczone, a pilotujący je oficerowie zginęli. Pasjonaci militariów poszukują fragmentów tych samolotów, przekopując wszystkie prawie wrześniowe pobojowiska. W 2006 roku w położonej niedaleko Bełchatowa miejscowości Drużbice grupa kolekcjonerów i eksploratorów z Towarzystwa Przyjaciół Zabytków Ziemi Piotrkowskiej znalazła szczątki polskiego bombowca "Łoś". Samolot rozbił się tutaj we wrześniu 1939, powracał z bojowego lotu nad Wieluniem. W katastrofie zginęło trzech członków załogi, a jeden podobno został ranny. 

Na miejscu katastrofy odnaleziono m.in. gaśnicę, butlę tlenową, elementy radia oraz pozostałości kabiny pilota. Wszystkie odnalezione eksponaty trafiły do bełchatowskiego muzeum.

Wiadomo, że „Łosie” bombardowały niemieckie czołgi na trasie Częstochowa – Radomsko. Okazało się jednak, że wśród szczątek odnalezionego pod Bełchatowem Łosia” są bomby. Saperzy, którzy przyjechali na miejsce odnalezienia szczątków wraku nie zgodzili się, by je unieszkodliwić. Trzeba było je zdetonować, choć miały wszystkie, tak rzadko spotykane polskie oznaczenia. 

Samolot, jak przypuszczają odkrywcy, uderzył „nosem” w torfowisko, a potem odwrócił się na plecy. Przypuszczalnie wiele części może zalegać jeszcze na głębokości mniej więcej 3 metrów.

O tym, że pod Bełchatowem można odnaleźć cenne fragmenty polskiego samolotu bojowego wiadomo było od dawna. Wiele lat temu jeden z silników tego samolotu został odnaleziony przez miejscowego rolnika i i sprzedany na złom. Był to z punktu widzenia muzealników zajmujących się historią wojskowości obiekt bezcenny. Muzeum Wojska Polskiego ma tylko jedną łopatę od silnika samolotu „Łoś”, a ten spod Bełchatowa był kompletny i został zmarnowany.

Bezpośrednio po katastrofie pod Bełchatowem samolot był prawie całkowicie wkopany w torf, ciała załogi zdołano wydobyć i pochować dopiero w 1940 roku. W 1945 chłopi porozrywali bosakami aluminiowy ogon maszyny i sprzedali na złom cenny metal.

Do naszych dni nie zachował się ani jeden egzemplarz tego samolotu; to, co po nim pozostało, to zaledwie kilka fotografii. Cała dokumentacja „Łosia” przechowywana była w archiwum w Mielcu. Przetrwała ona bezpiecznie okupację hitlerowską, ale niestety została zniszczona całkowicie przez komunistyczne władze Polski, które gorliwie zabrały się za zacieranie śladów świetności II Rzeczpospolitej.

Ratujmy zabytki techniki

Każdy ocalały fragment „Łosia” jest więc dziś zabytkiem bezcennym, każdy ma wartość materialną, historyczną i sentymentalną. Przywykliśmy nie oceniać tworów myśli technicznej w kategoriach, które stosuje się do dóbr kultury. Wypada jednak zmienić to podejście, bo każdy fragment ludzkiej aktywności, który może zaświadczyć o wielkości jednostki, państwa czy narodu powinien być ocalony i pieczołowicie przechowywany.

Samolot „Łoś” należy do takich samych dóbr kultury, jak obrazy Jana Matejki czy filmy Kieślowskiego. Trzeba więc dołożyć starań, aby to, co po nim pozostało, nie poszło w zapomnienie i nie zostało sprzedane na złom. Póki co najbardziej na ocaleniu zabytków techniki zależy pasjonatom i grupom rekonstrukcyjnym zajmującym się odtwarzaniem wydarzeń II wojny światowej.

Warto byłoby może przeprowadzić jedną, a najlepiej kilka kampanii medialnych, które uświadomiłyby ludziom, jak ważne dla naszej historii są namacalne fragmenty maszyn i urządzeń produkowanych w Polsce w dwudziestoleciu międzywojennym. Polska myśl techniczna nie odstawała wówczas od europejskich norm, mieliśmy wiele dobrych projektów i wiele dobrych realizacji. Pomysły te przepadły, zostały ukradzione przez jednego lub drugiego okupanta lub nie doczekały się w ogóle realizacji.

Problemem Polski międzywojennej był permanentny brak dwóch istotnych czynników decydujących o sukcesie: pieniędzy i czasu. W niesłychanie krótkim czasie kraj, który odrodził się po 120 latach niebytu, dorobił się osiągnięć technicznych, o których dzisiaj, w nieporównywalnie lepszych warunkach próżno by marzyć. Polska międzywojenna objawiła światu potencjał technicznych możliwości znacznie powyżej przeciętnej. Niestety, państwo istniało w okolicznościach tak nie sprzyjających, że trudno o gorsze. Wielu z nas życzyłoby sobie, aby dziś w dobie bezpieczeństwa, rozwoju, łatwego dostępu do długoterminowych kredytów marka „made in Poland” widoczna na produktach i urządzeniach technicznych był synonimem jakości. Czy to jednak w ogóle jest możliwe?

GM

Komentarze (2)

  • Jestem za . Poszukajmy tego co świadczy o naszych przodkach bo to My ,nasza historia
    Waldi - pasjonat lotnictwa 22:28 (28.05.2009)
  • Totalną głupotą było niszczenie tego co zostało. Nie da się zrozumieć tych którym nawet dokumentacja przeszkadzała... Szkoda silnika, może kiedyś znajdzie się coś równie cennego.
    Roman 22:43 (30.11.2009)
1-2 z 2

Na żywo

  • nie wiem mnie to nie szokuje

    Gość 22:20 (15.02.2011)

    Trumny i modelki

  • Właśnie... ubranie przeznaczone dla studenta, którego nie może kupić :D hahaha

    Gość 15:46 (15.02.2011)

    Ubiór dla studenta

  • co za bzdurny tekst!!! autor chyba nie doczytał czym jest aseksualność!!!!!

    Gość 00:31 (13.02.2011)

    Może właśnie ty jesteś aseksualny?

  • Autor: 1410

    Autor:Autor: Pilot

    Za złomowe F-16 mogliśmy wyposażyć nasze wojsko w MiGi.Jeżeli kaczory czują wstręt do Rosji,to można było zamówić samoloty w Szwecji lub we Francji,ale u Europejskiego producenta.Chodzi o możliwość remontów w pobliskich bazach..F-16 bez bazy remontowej, pójdą szybko na zlom.Dla PiS-u nawet gówno amerykańskie uchodzi za złoto.


    Tyle tylko, że wszystkie wymienione przez ciebie konstrukcje mają wady:
    - Gripen jest samolotem stosunkowo młodym i niedopracowanym (vide samoistne katapultowanie pilota podczas ostrego manewru)
    - Rafale, ta konstrukcja jest używana jedynie przez Francję. Dlatego też uzbrojenie jakie przenosi, nie poraża (chodzi tu o wymienność rodzajów broni-np. amerykanskich pocisków sidewinder lub amraam)

    Gość 23:33 (12.02.2011)

    MIG-29, najlepszy samolot Układu Warszawskiego

  • Autor: matewek


    hahahah odwarzny sie znalazl, jesli masz 100lat to ok zwracam honor. ale jesli masz od 10-30lat nie pisz ze jestges taki NIEUSTRASZONY bo sie zdziwisz


    Nie piszę, że jestem nieustraszony. Po prostu horrory nie wywierają na mnie zamierzonego przez ich twórców wrażenia. Nawet podczas oglądania horroru, który jest powszechnie uznawany przez fanów za film najwyższej klasy nie czuję napięcia, rosnącej dramaturgii, ani nie wczuwam się w pieczołowicie budowany nastrój. Zamiast tego znajduję wiele niedoróbek, albo kuriozalnych (w założeniu twórców pewnie nieziemsko strasznych) scen, które mnie po prostu bawią do łez. W sumie to może nawet trochę żałuję bo (jak twierdzą moi znajomi - fani horrorów) omija mnie niezła rozrywka i kawałek dobrego kina, ale cóż wychodzi na to że ten gatunek sztuki po prostu nie jest dla mnie.

    Polecam Ci Hostel. Ale... Wiadom 22:27 (11.02.2011)

    Najlepsze horrory według mistrza Scorsese

  • Autor: .

    ...Co w tym przyjemnego?


    Orgazm jest przyjemny. Albo coś z Tobą nie tak.

    Gość 11:30 (10.02.2011)

    Seks dla świętego spokoju

  • Autor: Gość

    Autor:Autor: Malina

    dziewczyna aka "Aśka" w tym artyule powinna dostac w glupi leb,bo rzeczy ktore wygaduje w tym reportazu to jakies wierutne bzdury.W zyciu na zywo nie miala okazji ogladac tych jakze pieknych stworzen,a rzuca pod ich adresem same oszczerstwa.Logicznym jest tez ze ptasznik nie wyjdzie z toalety tylko po to zeby ugryzc taka panne w zakłaczona dupe...wiadomo ze ptaszniki nie lubia nadmiaru wody,sa tez za czyste zeby lazic po zasranych gnojem rurach....Ludzie ktorzy maja nieuzasadniony lek wobec pajakow (a juz tym bardziej jesli nie mieli z nimi stycznosci) sa posmiewiskiem...



    malina to ty jestes posmiewiskiem i nienormalnym czlowiekiem, bo tylko taki moze pozytywnie wyrazac sie na temat hodowli pajakow - ptasznikow w domu. Jak pewnie wiesz - jak powinnas wiedziec - nie sa to bynajmniej domowe stworzenia i uzasadniony jest lek przed nimi. Zycze by to wlasnie ciebie taki jadowity ptasznik ugryzl w

    Anonymous 14:44 (09.02.2011)

    Po co ludzie hodują gady i pająki?

  • Jadowite węże? Przecież w Polsce nie można hodować jadowitych!!! Ten fakt tylko kity wciska, żeby ludzie mieli co czytać.

    Anonymous 14:42 (09.02.2011)

    Po co ludzie hodują gady i pająki?

  • Autor: anonim

    Duzo by o tym pisac...
    Mam 50 lat i wciaz lecze traumy powstale w dziecinstwie. Szkola, kolonie, rowiesnicy, dom rodzinny, molestowanie.
    Wtedy nie bylo psychologow itp w szkolach, nauczyciele z lapanki nieduoczeni z brakami dydaktycznymi wybierali sobie taka ofiare i dawali klasie jak na talerzu. Zwykle byla to osoba o ktora nikt sie nie upomnial, ktorej nikt nie obronil.

    zdziwisz się ale ale nadal nie ma żadnej pomocy i nauczyciele się nie zmienili, kur*** myślałem, że tylko ja mam takie przeżycia ale skoro jest o tym cały artykuł i większość rzeczy się zgadza... sam nie wiem czy się cieszyć, że nie jestem sam czy smucić, że nie jestem jakiś oryginalny... chociaż w sumie to nie powód do dumy ale wydaje mi się, że moje dzieciństwo to było piekło... ale chciałbym się uporać ze swoimi traumami przynajmniej tymi z dzieciństwa... a teraz jestem w liceum nie daje sobie rady wszystko się nawarstwia problemy

    Gość 23:18 (05.02.2011)

    Traumy z dzieciństwa

  • Wyglada to nieapetycznie. Takie akcje mozna promowac w inny, mniej razace oczy, sposob.

    ona 11:30 (05.02.2011)

    Towarzystwo Ochrony Zwierząt

Wcześniejsze komentarze