2009-04-30, 07:44 | Po prostu życie
Literatura i wódka
Tutaj dochodzimy do sedna: mimo obfitości pijackich opisów w polskich książkach, mamy tam tylko jeden opis genialny i skończony. Jest nim utwór Marka Hłaski zatytułowany Pętla. Opowiadanie to, jak każde genialne dzieło, ma swój początek w prawdziwym życiu. Źródłem historii bohatera Pętli jest epizod z życia poety Władysława Broniewskiego. Otóż Broniewski – zdeklarowany alkoholik i człek wielce życiem doświadczony – zapragnął dnia pewnego odstawić alkohol. Był to twardziel, jakich już dziś się nie spotyka i miał spore szanse na powodzenie. Zwierzył się jednak nieopatrznie jednemu ze swych kolegów i wieść o tym, że Broniewski rzuca picie, poszła w miasto. Mamy oto scenę taką: w pustym pokoju siedzą dwaj ludzie: stary Broniewski i młody Hłasko. Rozmawiają o czymś mocno od alkoholu odległym po to, by poecie łatwiej było przetrwać niepicie. Nagle dzwoni telefon i jakiś znajomy gratuluje Broniewskiemu podjętej decyzji. Poeta uśmiecha się blado, dziękuje i odkłada słuchawkę. Rozmowa toczy się dalej. Po chwili dzwoni drugi telefon i sytuacja się powtarza. Przy czwartym telefonie Broniewski jest cały czerwony na twarzy, a ręce trzęsą mu się jak galareta. Po szóstym telefonie mówi z wściekłością do Hłaski – Marek, skocz po wódkę.
W Pętli jest podobnie. Bohater rzuca picie, a pomaga mu w tym zakochana w nim kobieta. Nakręcono na podstawie tego opowiadania genialny film, w którym występują Gustaw Holoubek i Aleksandra Śląska. Oboje wyglądają tak, że niech się schowają dzisiejsi gwiazdorzy Hollywood, najlepiej pod dywan. Śląska jest tak omamiona urokiem Holoubka, że robi wszystko, aby ten wyszedł z alkoholizmu; gotowa jest podcierać mu tyłek i czyścić buty, choć wszyscy widzimy, że ten bydlak na to nie zasłużył.
Śląska wygląda w tym filmie jak królowa na wygnaniu i jej dramat jest przez to jeszcze bardziej wyrazisty. Holoubek widzi jej poświęcenie, ale nie potrafi nic zrobić, bo wszyscy wiemy, że alkoholizm to sprawa poważna i nawet poświęcenie dziesięciu takich kobiet, jak Aleksandra Śląska, niewiele może tu pomóc. Holoubek jest sam ze swoim pijaństwem. Nie potrafi przestać pić i nie potrafi przestać oszukiwać kobiety, która poświęca dlań życie. Kłamie w żywe oczy przez cały czas, obiecuje gruszki na wierzbie i zmyśla tak, jak to tylko alkoholicy potrafią. Istnieje jednak cień szansy, że mu się uda, ale wtedy tak jak w przypadku Broniewskiego, rozdzwaniają się telefony z gratulacjami od kolegów.
W końcu pod wpływem nieprawdopodobnej postawy swojej narzeczonej oraz innych okoliczności, facet się łamie i postanawia coś zrobić, żeby ulżyć tej nieszczęsnej istocie, która tak fatalnie ulokowała swe uczucia. Jedynym wyjściem, na które go stać, jest pętla właśnie. Bohater grany przez Gustawa Holoubka wiesza się, bo tylko w ten sposób może uwolnić siebie i zakochaną w nim kobietę od cierpienia. Takich książek już się dziś nie pisze, może dlatego, że nie ma już prawdziwego alkoholizmu? Nie wiem.
Pisze się za to inne, które mają do takiej Pętli nawiązywać tematyką i skalą poruszanych problemów, ale są jedynie jakimś pastiszem, w dodatku średnio zabawnym. Tak jest na przykład z powieścią Jerzego Pilcha Pod mocnym aniołem, która nagrodzona została nagrodą Nike w roku 2005. Jest to księga o pijakach i pijaństwie, a autor jej jest także zdeklarowanym alkoholikiem i pragnie nam o tym opowiedzieć. Jakoś jednak ja nie mogę uwierzyć w opowieść Pilcha o jego chorobie, jakoś nie potrafię, jakoś mam wrażenie że Pilch kłamie, naciąga i tak naprawdę taki z niego alkoholik, jak z koziej dupy trąba. Po pierwsze popija brzoskwiniówkę, po drugie ględzi jak ksiądz pastor z jego rodzinnej parafii, po trzecie każe nam wierzyć, że z alkoholizmu wybawiła go miłość do kobiety, która odwiedzała go w wariatkowie, gdy tam leczył się z pijaństwa.
Malowniczość alkoholizmu, o czym Pilch nie wie, polega na tym, że podaje się go bez dodatków, wprost z rusztu. Pilch chce jednak uchodzić w oczach czytelników za malowniczego pijaka, któremu pijaństwo nie przeszkadza w chrupaniu słodkich ciasteczek i jedzeniu lodów śmietankowych – to taka metafora. Jest to kłamstwo, bo każdy uczciwy alkoholik by się po tym porzygał.
Pomysł, żeby sprzedawać pijaństwo a la Pilch, jest po prostu kolejnym marketingowym pomysłem jakichś speców od rynku wydawniczego. Jego słabość (nie tylko jego) polega na tym, że zarówno autor, jak i ci, którzy go promują, drżą ze strachu, aby ktoś nie uznał Pilcha za prawdziwego pijaka, który dobija się do drzwi wielkiej literatury i nie wylał na niego kubła pomyj zwanych pogardą. Stąd owo mruganie okiem do czytelnika, owe brzoskwiniówki, miłości po grób i domy wariatów przypominające sanatoria dla wysokich oficerów Urzędu Bezpieczeństwa. To jest proszę państwa, jakby powiedziała większość prawdziwych polskich pijaków, fajans. Na tym kończymy.
Gość
Komentarze (5)