2009-05-06, 07:44 | Margines
Doktor Żywago pokaże się nago
Najważniejsze zaś w powieści i filmie z przed lat z udziałem Omara Sharifa jest to, że mamy tam rewolucję. Mało jest na tym świecie spraw tak mocno podniecających mieszczuchów z Londynu i Nowego Jorku, jak rewolucja. Jeśli rewolucja jest dodatkowo doprawiona miłością na śmierć i życie oraz serią bolesnych rozstań i koniecznością sypiania z osobami postronnymi, których się nie kocha, a nierzadko wręcz nienawidzi, to mamy już komplet cech decydujących o powodzeniu filmu lub książki. Taki jest właśnie Doktor Żywago, za którego Pasternak otrzymał Nobla.
To dobry Nobel, bo powieść jest gruba i od razu widać, że autor się napracował a nie, za przeproszeniem, wypierdział ją pomiędzy śniadaniem a zajęciami fitness, jak to się niektórym zdarza. Nie zmienia to jednak faktu, że powieść ta jest klasycznym wyciskaczem łez, który leży u podstaw, a być może jest bezpośrednią przyczyną powstania setek, jeśli nie tysięcy podobnie nastrojonych emocjonalnie głupotek, oczywiście dużo gorszych.
Rewolucja + miłość + rozstanie + śmierć = sukces kasowy. Wszystkie wymienione wyżej elementy można oczywiście stopniować, cieniować i ugniatać i od tego właśnie zależy, czy film da się strawić czy też nie. Moim zdaniem Doktora Żywago strawić się nie da, ale wielu znajdzie się pewnie obrońców tego filmu, wszak nakręcono już nowe przygody bohaterów i pewnie, gdy upłynie jakiś czas, zrobi się kolejny film o przygodach dzielnego doktora. Obawiam się jednak, że następny Doktor Żywago to będzie niezamierzony pastisz i uśmiejemy się wszyscy setnie, oglądając rosyjską rewolucję po stu latach.
Wróćmy jednak do tej dawnej ekranizacji. Jest coś perwersyjnego w tym, żeby rosyjskiego lekarza o niepokojąco brzmiącym nazwisku (może to Żyd!) grał Arab z Egiptu. Uważam jednak, że to piękne i udane zestawienie. O wiele gorzej wypadają w tym filmie rewolucjoniści. Student idealista, który zostaje czerwonym dowódcą po tym, jak odrzuciła go kobieta, jest postacią tyleż wyrazistą co nieprawdziwą. Czerwonymi dowódcami nie zostawali bowiem studenci - wystarczy przejrzeć życiorysy marszałków i generałów Związku Radzieckiego i sprawdzić, kim byli przed rewolucją oraz gdzie zdobywali teoretyczną wiedzę po jej zwycięstwie. Mało to budujące, ale niektórych może zaciekawić.
Tak więc szalejący pancernym pociągiem po stepie student z blizną na twarzy i w sercu to postać z nie istniejącego już pisma Płomyczek. Pielęgniarka i wielka miłość doktora Lara też wypada jakoś średnio wiarygodnie. Może gdyby akcja toczyła się we Francji, to pani owa byłaby na swoim miejscu, ale Rosja zdaje się nie jest dla niej odpowiednia. Nie inaczej jest z żoną doktora, graną w najstarszej ekranizacji przez Geraldine Chaplin. To dziewczyna z Londynu, a nie z Moskwy. Nie ma co jednak narzekać. Jest Doktor Żywago klasyką filmowego romansu i nic tego nie zmieni. Ludzie będą go oglądać i będą na nim płakać. A powieść? No cóż, tak jak już mówiliśmy, jest trochę zbyt gruba, jak na dzisiejsze czasy.
Tytuł: Doktor Żywago
Reżyser: David Lean
Cena: 50 zł
Gość
Komentarze (1)