2009-05-11, 07:59 | Pieniądze + styl życia
Żaby uratują gospodarkę
Oto do państwa białoruskiego zbliżył się kryzys. Aby ratować utrzymywaną za pomocą dekretów gospodarkę, białoruscy naukowcy postanowili sprzedawać żaby. Jak wiadomo tym z Polaków, których rodziny pozostawiły dobytek na białoruskich kresach, przyroda tamtejsza obfituje w wielką ilość skaczących płazów. Ponoć mieszkają na rozlewiskach nad Dźwiną i Niemnem trzy gatunki wyjątkowo smacznej żaby, która robi furorę we wszystkich krajach, gdzie mięso płazów uchodzi za przysmak. Trzeba teraz tylko skłonić płazy do rozrodu i namnożyć ich niebywałe ilości, no a potem sprzedawać, sprzedawać, sprzedawać.
Zysk z tego przedsięwzięcia będzie czysty, bo żaby przecież żyją w stawach, rzekach i na podmokłych łąkach. Wystarczy nie niepokoić ich przez sezon lub dwa i żaby mnożą się w nieprawdopodobnym tempie. Nie trzeba ich przechowywać, płacić za magazyny, nie trzeba ich także pilnować. Wystarczy wyłapać i do wagonów, a potem do Francji. Tam już będą wiedzieli, co z nimi zrobić. Jest jednak pewien kłopot; potrzebny byłby ktoś, kto podejmie się prowadzenia takiego biznesu. Jakiś przedsiębiorca po prostu.
Na Białorusi nie ma oligarchów, jak na Ukrainie, nie ma więc zbyt wielu chętnych do takich ryzykownych interesów. Najlepiej byłoby, gdyby sam prezydent wydał rozporządzenie, aby każdy Białorusin odstawił miesięcznie do punktu skupu dwie setki żab. Takie wyjście byłoby najlepsze - od żaby każdy dostawałby jakieś rubelki i jeszcze miałby na wino. Na razie jednak Aleksander Łukaszenko milczy. Szkoda, bo żaby złożyły już skrzek i lada chwila pojawią się kijanki, a potem dorosłe żaby. Trzeba się spieszyć, bo może jakiś zewnętrzny wróg wpadnie cichcem na białoruskie łąki i wygarnie stamtąd te delikatesowe przysmaki w tajemnicy przed narodem i jego prezydentem.
Gość
Komentarze (1)