2009-05-17, 08:28 | Po prostu życie
Dalej są już tylko smoki
Warany są jedną z wielu atrakcji turystycznych Indonezji. Ocalono je przed niechybną zagładą po to, by przyciągały turystów i zarabiały w ten sposób pieniądze. Warany są oczkiem w głowie władz indonezyjskich. Na wyspach, które zamieszkują, mogą właściwie wszystko. Nie wolno ich niepokoić ani płoszyć. Zresztą, jak można spłoszyć 4 - metrowego gada z pyskiem niczym lufa Grubej Berty? Warany prawie co roku pożerają jakiegoś turystę. Nie przeszkadza to jednak innym, którzy nadal chcą je oglądać i płacić za wstęp do parku narodowego Komodo. Warany atakują ludzi w wyjątkowo perfidny i zaskakujący sposób. Potrafią podejść niepostrzeżenie człowieka od tyłu, potrafią biec za nim na długim dystansie, by w końcu go dopaść i odgryźć mu nogę lub rękę. Warany biegają z niespodziewaną dla obserwujących ich leniwą egzystencję ludzi szybkością. Potrafią także pływać. Mogą wypłynąć w morze za swoją ofiarą nawet na pół kilometra. Nie ma więc przed nimi żadnej ucieczki. Tym bardziej podziwiać należy stałych mieszkańców wyspy Komodo, których już od dawna jest o połowę mniej niż gadów.
Pierwszą ofiarą waranów z Komodo był Szwajcar baron Rudolf von Reding Bibieregg, który przybył na wyspę w 1974 roku. Odnaleziono w dżungli jedynie jego okrwawione okulary i aparat fotograficzny. Tego warany nie chciały pożreć. Reszta, łącznie z butami, nadawała się do strawienia. Waran potrafi długo znęcać się nad ofiarą, może kawałkować jej ciało, gdy ta jeszcze żyje, może chwycić ją w pysk i uderzać jej głową w kamienie tak długo, aż zmiażdży czaszkę. Najgorsza jest jednak jadowita ślina tych gadów. Warany pożerają wielkie ilości surowego mięsa. W szczelinach pomiędzy ich ostrymi zębami zostaje mnóstwo nadtrawionego pokarmu, który gnije i nabiera cech śmiertelnej toksyny. Kiedy dostanie się do krwioobiegu ssaka, może spowodować infekcję zakończoną amputacją kończyny. Nie można więc mówić o szczęściu, kiedy wyrwało się z waranich łap z jednym ukąszeniem na udzie i drugim na ramieniu. To może oznaczać początek cholernych kłopotów.
Warany mnożą się i jest ich coraz więcej, a mimo to ludzie mieszkających w ich bezpośredniej bliskości nie zamierzają się wynieść z wyspy. Nie przeszkadza im to, że rząd zabronił dokarmiania gadów, co było do niedawna jednym ze sposób powstrzymania jaszczurów przed atakami. Na Komodo panuje chwiejna symbioza. Zanosi się jednak na to, że to gady już wkrótce będą panami wyspy.
Gość
Komentarze (2)