2009-05-23, 07:48 | Margines
Rodzina zastępcza
Na ten sukces muzycy pracowali ciężko aż siedem lat. Zaczynali jako 10-letnie brzdące. Na początku grali ze sobą przyszły basista Mike Dirnt i Billie Joe Armstrong, który miał przejąć stery w kapeli i zostać frontmanem. Na razie brzdąkał nieśmiało na gitarze, którą odziedziczył po ojcu. Na początek założyli zespół o nazwie adekwatnej do wieku i wyglądu – Sweet Children. Koncertowali w miejscowych barach i pubach, zdobywając renomę solidnych i profesjonalnych muzyków – „Nigdy nie zarzygali sceny podczas występu” chwalił chłopców jeden z właścicieli knajpy, gdzie grali.
Jako Green Day wystąpili po raz pierwszy w 1987 roku, a cztery lata później w sklepach pojawiła się ich debiutancka płyta 1,039/Smoothed Out Slappy Hours, która była składanką ich wczesnych dokonań. W 1992 roku uderzyli po raz kolejny z albumem Kerplunk! i odwiedzili Polskę w ramach światowej trasy koncertowej (zagrali w Bydgoszczy, Gryfinie i Białymstoku). Mieli wówczas niespełna po 20 lat.
To, co wydarzyło się w połowie lat 90. nawet dla nich było zaskoczeniem. Trójka gówniarzy (do Billiego i Mike’a dołączył jeszcze perksusista Tre Cool), choć marzyła nocami tylko o gołych babach i sławie, raczej nie spodziewała się, że to drugie przyjdzie tak gwałtownie. Idąc za ciosem Green Day nagrał kolejny album Insomniac (1994) i kolejny: nimrod. (1997) oraz jeszcze jeden Warning (2000), które niewiele różniły się od siebie, poza może tym, że na drugim i trzecim obok pop punk rocka znalazło się kilka uroczych ballad dla panien z dobrego domu. Muzycy chcieli udowodnić, że potrafią nie tylko łoić bez pamięci, ale mają też dusze.
Green Day dla nastolatków stali się rodzajem rodziny zastępczej. Mike i Billie dorastali bez ojców (Mike w domu dziecka), a kapela była namiastką domowego ogniska. Każdą płytę nagrywali, zamykając się w wynajętym domu. Zbuntowane nastolatki, dorastające ze swoimi idolami wierzyły, że muzycy rozumieją ich problemy i znają odpowiedzi na dręczące ich pytania. Ale nie wszyscy podzielali ich entuzjazm. Wielu artystów, m.in. John Lyndon wokalista The Sex Pistols i krytyków uważało, że Green Day zdradza punk rockowe ideały. Bo co to za następcy The Ramones i The Clash, którzy uśmiechają się wystylizowani z okładek kolorowych pism i sprzedają po kilkanaście milionów płyt? Nie pomagało też ustabilizowane życie rodzinne tria. Zamiast wyrzucać telewizory z okien hotelowych, po koncercie wracali do żon i dzieci. Jednym słowem, wstyd.
Przełom nastąpił ok. 2004 r. Najpierw rozwiedli się Mike i Tre Cool. Potem na prawie miesiąc z domu zniknął Billie. I to nie z byle powodu – ktoś ukradł ze studia demo z nowym albumem zespołu. Załamani muzycy prosili o wydanie bootlegu z przyzwoitą okładką. Kiedy wreszcie pozbierali się do kupy, zamiast odtwarzać stracony materiał, napisali nowe kawałki. Ukazały się w 2005 roku na płycie American Idiot, która zamknęła usta wszystkim, którzy z Green Day kiedykolwiek się naśmiewali. Koncept album, będący otwartą krytyką George’a W. Busha i wojny w Iraku rozszedł się do tej pory w prawie 20 milionach egzemplarzy i przyniósł grupie dwie nagrody Grammy (za najlepszy album rockowy i piosenkę Boulevard of Broken Dreams).
Teraz kapela wraca z nowym krążkiem 21st Century Breakdown. Nagrali go w tym samym domu, w którym pracowali nad Dookie (gdy zespół koncertuje, pomieszkują w nim bezdomni). Ale poprzeczka ustawiona jest dużo wyżej niż 15 lat temu: „Gdy zdobyliśmy szczyt z poprzednią płytą, pomyśleliśmy – cholera, nie chcemy teraz spaść” – opowiada Mike Dirnt. By przeskoczyć samych siebie, popadają w prawdziwy nihilizm. Jeśli sądziliście, że American Idiot był dołujący, lepiej nie słuchajcie nowych piosenek Billiego i spółki. Mimo że stery w państwie przejął Barack Obama, Green Day twierdzą, że światełko w tunelu to reflektor nadjeżdżającej lokomotywy. Ale płyta już zbiera entuzjastyczne recenzje. Może dlatego, że wreszcie spełniła punkowy ideał: ich muzyka stała się zapalnikiem do zdetonowania frustracji całego pokolenia.
Tytuł: 21st Century Breakdown
Wykonawca: Green Day
Dystrybucja: Warner
Cena: 75,99 zł
Gość
Komentarze (4)
moim zdaniem 21st Century Breakdown jest zdecydowanie słabsze przy całm albumie American Idiot ;]