2009-05-27, 07:55 | Margines
Książę ciemności się starzeje
Siódmy studyjny album mrocznego księcia promuje singiel o tytule godnym zbuntowanego poety ze szkoły średniej: Arma-goddamn-motherfuckin-geddon. Muzycznie Manson też postanowił powrócić do słodkiej przeszłości, bo kawałek jako żywo przypomina dokonania z albumu Antichrist Superstar (1996) – krążka, który tak namieszał, że wszyscy byli skłonni uwierzyć, że blady chudzielec to naprawdę wysłannik Szatana.
A było to tak. W 1996 roku na listach przebojów panowały miód i landrynki. Mariah Carey wraz z Boyz II Men śpiewała o One Sweet Day, Celine Dion podbijała listy z romantyczną balladą Because You Loved Me, a Toni Braxton dramatycznie błagała Un-Break My Heart. I nagle, jak diabeł z konopi, między szacowne damy wpadł odmieniec. Lico jego było upiorne, członki wychudzone, a jak się dobrze postarał, to i powykręcane. Odziany był w rozerwaną rajstopę. Z gardzieli wydobywał głos dudniący i straszny. A śpiewał rzeczy bluźniercze.
Pamiętacie marszowe Beautiful People? Klimat jak na niemieckiej paradzie wojskowej w 1936 roku. Co gorsza, gość był tak przerysowany, że trudno było wyczuć, czy jest śmiertelnie poważny, czy robi sobie jaja. Niektórzy na wszelki wypadek przypuścili atak, grożąc procesami za obrazę boską i publiczną. Inni (jakieś 8 milionów ludzi) kupili płytę. A Manson stał się mega gwiazdą na etacie prowokatora ze specjalizacją plugawienie świętości.
Kolejny atak przypuścił dwa lata później. Trochę się podrasował, przefarbował rzadki włos na czerwono, a ciało oblekł w plastikowy pancerz, tworząc coś w rodzaju bezpłciowca. To miała być taka metafora – że człowiek zmienił się w bezmózgie i bezpłciowe zwierzę przyklejone do telewizora. Album nazywał się znacząco Mechanical Animals i znowu poszło 8 milionów sztuk.
Manson głupi nie jest, więc dodał dwa do dwóch i wyszło mu, że czarny PR jego przeciwników lepiej wpływa na sprzedaż płyt niż promocja pozytywna. Ale przy okazji następnego krążka nawet nie musiał się wysilać, by o niego zadbać. 20 kwietnia 1999 roku dwóch nastolatków wparowało z giwerami do szkoły w Columbine, kładąc trupem 12 swoich kolegów. Pech chciał, że jeden z nich był fanem muzyka. Uznano więc, że to twórczość Mansona zainspirowała chłopców, by urządzić krwawą łaźnię. Artysta odczekał rok i nim zamieszanie opadło w sklepach pojawił się album Holy Wood (In the Shadow of the Valley of Death). Na okładce widniał nadgniły Chrystus na krzyżu z buźką Marilyna Mansona.
Gdy w 2001 roku artysta wpadł na koncert na warszawskim Torwarze, porządku pilnowało kilkuset policjantów, a na trasie dojazdowej rozstawiono wojsko. Po mieście chodziły plotki, że Zły pojawi się nad Wisłą, odbierze nam dusze, a potem sprzeda je Niemcom. Środki ostrożności wydawały się uzasadnione. A pamiętacie dziś choć jeden kawałek z tamtej płyty? Nie? Nic nie szkodzi, bo i tak sprzedało się 9 milionów sztuk ponurego cudeńka.
A potem maszyna do bluźnierstw zdechła. Kolejne płyty The Golden Age of Grotesque (2003) oraz Eat Me, Drink Me (2007) okrył cień sławy poprzedniczek. Pierwsza osiągnęła ledwo wynik miliona sprzedanych egzemplarzy, druga dobiła do czterech. Ale Amerykanie i Europejczycy przestali przejmować się Mansonem.
W Nowym Jorku, Londynie i Madrycie grasowali terroryści, w Iraku i Afganistanie trwała wojna. Artysta ze swoimi posępnymi tekstami, w których co drugi wers pojawia się słowo „suicidal” – samobójczy (w nowym singlu słyszymy je dopiero w 32. sekundzie) jakoś nie robił już na nikim większego wrażenia.
Czy High End Of Low coś zmieni? Na pewno ma pokazać inne, bardziej ludzkie oblicze Mansona. Artysta większość tekstów poświęcił rozpadowi swojego małżeństwa z Ditą Von Teese. W niektórych czyni jej wyznania, próbuje przepraszać, tłumaczy dlaczego im nie wyszło. Ot, Toni Braxton i Celine Dion w wersji metalowej. Najtrafniej nową płytę Mansona podsumował recenzent magazynu Rolling Stone: „Najlepszym kawałkiem na albumie jest lekko bluesowy Four Rusted Horses. Można powiedzieć, że Manson jest w nim całkiem uroczy – wielki, melancholijny koleś z pomalowaną gębą. To mniej podniecające niż wizerunek Antychrysta Mega Gwiazdy, ale dziś lepiej do niego pasuje.”
Tytuł: The High End of Low
Wykonawca: Marilyn Manson
Dystrybucja: Universal
Cena: 60,99 zł
Gość
Komentarze (114)