2009-05-28, 07:11 | Po prostu życie
Szwedzi też mają swojego Nessie!
Legenda i mit
Jezioro Stor jest piątym co do wielkości zbiornikiem wodnym w Szwecji. To miejsce wypoczynku i rekreacji, przybywają nad jego brzegi mieszkańcy miasta Ostresund. Jezioro ma nieregularną, pełną zatok linię brzegową. Znajduje się na nim kilka dużych i cały szereg mniejszych wysp. Ludzie, którzy tu przybywają, mają z reguły dwa pragnienia – pierwsze to łowić ryby, a drugie – ujrzeć Storsjöodjuret, czyli potwora z jeziora Stor.
O tym, że potwór na pewno istnieje, wiadomo od roku 1635. Wtedy właśnie ujrzano go po raz pierwszy. Nigdy jednak nie udało się uściślić, jakiej jest wielkości. Według legend miał mieć nawet długość całego jeziora, sceptycy jednak mówili, że ma nie więcej niż 15 metrów. Zachowało się dość dokładne i, co ważne, zgodne ze sobą opisy spotkań z tym tajemniczym zwierzęciem. Jest ich kilkadziesiąt i pochodzą z różnych okresów. Najstarsze z XVII wieku są najbardziej emocjonalne i nieprecyzyjne. Najwięcej relacji pochodzi z XIX wieku, kiedy to potwór pojawiał się bardzo często, prawie każdego roku. Według wszystkich tych relacji wygląda on jak olbrzymi wąż i ma dwa lub trzy garby na grzbiecie. Jego głowa jest mała lub bardzo mała, nieproporcjonalna w stosunku do olbrzymiego cielska. Na głowie, lub jak chcą inni, pomiędzy głową a wężowym tułowiem ma Storsjöodjuret parę płetw lub krótkich nóżek, które pomagają mu pływać w odmętach jeziora. To właśnie stworzenie, nieznanego nauce gatunku, udało się sfotografować latem 2008 roku w jeziorze Stor kamerą umieszczoną na głębokości 10 metrów.
Zwyczaje bestii
Zgodne opinie świadków potwierdzają, że Storsjöodjuret nigdy nie pojawia się na otwartych wodach jeziora. To zwierzę lubiące zacisze zatoki i fiordy osłonięte skałami. Potwór nie podpływa też nigdy zbyt blisko brzegu. Jest bardzo ostrożny i niełatwo go przechytrzyć.
W XIX wieku podjęto dwukrotnie próbę schwytania go. Po raz pierwszy za pomocą norweskiego łowcy wielorybów, który miał zwabić monstrum zimą do przerębli wykutej w lodzie. Wabikiem było światło lampy naftowej. Niestety, próba zakończyła się niepomyślnie. Druga próba polegała na skonstruowaniu w jednej z zatok skomplikowanej pułapki składającej się z drewnianych beczek i harpunów, które miały wbić się w ciało bestii, jeśli ta tylko się pojawi. Storsjöodjuret oczywiście przechytrzył łowców i nie wpadł w pułapkę.
Charakterystycznym zachowaniem bestii było także to, że pojawiała się ona jedynie w okresie letnim; zwyczaje swe zmieniła dopiero w XIX wieku, kiedy to odnotowano kilkakrotne pojawienie się potwora na jesieni i w grudniu, stąd zapewne pomysł, by wabić go do pułapki zimą. Niestety po krótkim okresie jesienno-zimowej aktywności bestia zrezygnowała z ukazywania się w tym czasie i można było ją obserwować jedynie latem.
Nie wiadomo, czym jest Storsjöodjuret. Być może jednym z nielicznych zachowanych na naszej planecie stworzeń pochodzących z odległej prehistorii, takich jak odkryta w dwudziestoleciu międzywojennym ryba trzonopłetwa – Latimeria. Być może nieznaną formą życia, która czeka na swojego odkrywcę. Trudno stwierdzić, czy analiza filmu nagranego latem 2008 da odpowiedź na to pytanie. Woda, w której porusza się bestia, zamazuje jej kontury i uniemożliwia dokładniejsze oględziny. Być może ten lub następny rok przyniesie nowe rewelacje i uda się wykonać dokładniejsze zdjęcia tego dziwnego zwierzęcia.
Gość