2009-06-01, 07:22 | Pieniądze + styl życia
Unia idzie na wojnę z wędkarzami?
Oto mamy Morze Bałtyckie, a w nim stada dorszy, które niegdyś polski rybak poławiał bez żadnych ograniczeń, ale kiedy tenże rybak stał się rybakiem unijnym, narzucono mu limity połowów. Część rybaków odeszła z zawodu, bo nie mogła się utrzymać z tych limitowanych połowów. Ludzie pracujący w przetwórniach ryb także potracili pracę, z przyczyn oczywistych – limit oznaczał ograniczenie przetwórstwa.
Rybacy jednak poradzili sobie w ten sposób, że zaczęli wozić w morze turystów i wędkarzy, którzy łowili dorsze na wędkę. To emocjonujące przeżycie i wielka frajda dla faceta przyzwyczajonego do łapania płotek w kanale. Okazało się jednak, że urzędnicy z Brukseli przygotowują przepisy, które włączą połowy wędkarskie do limitów narzuconych rybakom. Jednym słowem – to, co złowi wędkarz, będzie musiało być odpisane z tego, co może złowić rybak łowiący dla przemysłu. Wszystko oczywiście po to, by chronić dorsze w Bałtyku.
Podczas gdy polscy rybacy pływają 17 - metrowymi kutrami i odławiają wymiarowe dorsze o minimalnej wielkości 38 cm, ścigani przez organizacje ekologiczne, których członkowie przetrząsają pokład i ładownię w poszukiwaniu niewymiarowej ryby, koledzy tych rybaków z Norwegii, Szwecji i Niemiec poruszają się po morzu statkami, które noszą uroczą nazwę paszowców. Owe paszowce odławiają wszystko jak leci za pomocą sieci o średnicy oczek poniżej 32 milimetrów.
W taką sieć wpada wszystko, także tak kochane i chronione przez ekologów dorsze. Niestety nie można ich po złowieniu wypuścić do wody, bo paszowce dokonują selekcji połowów dopiero w porcie, a nie na pełnym morzu. Tak więc wszystko, co zostało złowione musi być przerobione na paszę. Jednostki te, jak chyba nie muszę dodawać, są poza zainteresowaniem organizacji ekologicznych. Okazuje się bowiem, że największym zagrożeniem dla przyrody Bałtyku nie jest rura z gazem, ani masowe rybołówstwo. Jest nim polski rybak i jego kolega z wędką. Obaj zagrażają delikatnym bałtyckim ekosystemom i to właśnie ich należy nauczyć moresu. Postępowi cześć!
Gość