2009-06-01, 08:29 | Po prostu życie
Nieznalska, czyli komizm niezamierzony
Nie wiem, czy dobrze przytoczę słowa jednego z obrońców artystki – chodziło w tej pracy o to, by pokazać że kościół lansuje patriarchalny model rodziny i to jest bardzo złe. Albo coś koło tego. Sąd oglądał odtworzone dzieło w warunkach najbardziej zbliżonych do tych, w jakich kiedyś było publicznie pokazane. Powołani przez sąd biegli ocenią teraz, czy w takiej scenerii praca oskarżonej mogła wywołać obrazę uczuć religijnych.
To jest bardzo zastanawiające, chodzi bowiem o to, że obraza uczuć religijnych dokonuje się wyłącznie w pewnej określonej scenerii. Logicznym będzie więc następujący wniosek; istnieją takie scenerie, w których nawet najgorsze obrazoburstwo niczyich uczuć religijnych nie szarga. Dobrze by było, żeby jacyś biegli ustalili, jakie to scenerie. Artystom prowokatorom byłoby łatwiej, a ci co chcą ich skarżyć nie musieliby bez sensu biegać do sądu na procesy.
W Polsce nie należy komentować wyroków sądu, spróbuję się więc od tego powstrzymać. Nie sposób jednak powstrzymać się od wydrwienia powagi, jaką cała ta historia jest otoczona. Oto artystka - skandalistka (konia z rzędem temu, kto znajdzie dziś inną) wystawia pracę, której korzenie tkwią (a jakżeby inaczej) w jej osobistych doświadczeniach. Artystka – skandalistka jest oburzona tym, że jacyś zbulwersowani członkiem na krzyżu ludzie pozywają ją do sądu. Wszak chodzi o sztukę, a nie o tanią sensację.
Odbywa się proces, a następnie kolejny proces (w kwietniu 2004 r. Sąd Okręgowy w Gdańsku uchylił wyrok sądu niższej instancji, skazujący Nieznalską na pół roku ograniczenia wolności i nakazał ponowne rozpatrzenie sprawy). Ludzie kultury protestują i piszą petycje w obronie artystki. Opiniotwórcze tygodniki pełne są gorących słów w obronie Nieznalskiej, jedynie Jerzy Pilch, z tego co pamiętam, pozwala sobie na jakieś kąśliwe uwagi na temat dzieła.
Przypomnijmy raz jeszcze. Dzieło składa się z członka na krzyżu i filmu, w którym spocony facet wyciska sztangę i stęka. Patriarchalne społeczeństwo wsparte na fundamencie kościoła nie daje szans innym niż lansowane przez siebie postawy. Wyrazicielem tych postaw jest stękający i spocony facet. Bardzo to wszystko pięknie zostało wytłumaczone, jest tylko jedno wielkie „ale”. Zobaczy je każdy, kto choć raz wstąpi na jakąkolwiek galerię sztuki średniowiecznej w dowolnym oddziale Muzeum Narodowego.
Chodzi mianowicie o to, że patriarchalny system nijak się ma do tradycji kościoła. Został on „wynaleziony” dużo wcześniej. Zanim pan nasz Jezus Chrystus zstąpił na Ziemię. Chrześcijaństwo przez stulecia całe wyżywa się w przedstawieniach umęczonego, martwego mężczyzny leżącego na kolanach zapłakanej kobiety. Pełno tam także przedstawień będących ilustracją macierzyństwa, matka trzymająca na kolanach lub na ramieniu dziecko jest wszędzie. O tym, żeby Jezus albo jakiś święty skojarzony był z fitnessem czy choćby z gimnazjonem, przez całe wieki nie mogło być nawet mowy.
O, przepraszam. przypomniał mi się jeden tekst, w którym Zbawiciel opisany jest jako sportowiec. To znakomity i niezapomniany opis ołtarza polowego należącego do feldkurata Ottona Katza, kapelana pierwszego pułku piechoty z Czeskich Budziejowic. Opis ten znajduje się w nieśmiertelnej powieści Jarosława Haszka pod tytułem Przygody dobrego wojaka Szwejka podczas wojny światowej. Chrystus Pan przedstawiony jest tam jako tenisista w perizonium przypominającym szorty, dzierżący krzyż niczym rakietę przygotowaną do serwisu. Wszystko przez to, że majster, co wykonywał i ozdabiał ołtarz, był podobnie jak sam ksiądz kapelan Katz, przechrzczonym Izraelitą i niezbyt orientował się w zawiłościach doktryny chrześcijańskiej. Tyle. Żadnych innych Chrystusów-sportowców przypomnieć sobie nie mogę. Nie rozumiem więc skąd facet ze sztangą, krzyż, a na nim to co już tu kilka razy wspomniałem. Nie rozumie tego chyba także kolejny skład sędziowski, co chyba tylko o tym składzie dobrze świadczy.
Pewne w tym całym zamieszaniu wydaje się być tylko jedno: używanie do robienia skandalu symboliki chrześcijańskiej jest łatwe i nieabsorbujące. Artystka stała się znana, wszyscy ją rozpoznają, na pewno ma jakieś zamówienia. Toczy się, słaba bo słaba, ale jakaś publiczna dyskusja o wolności sztuki. Nie ma się co na Nieznalską oburzać. Można co najwyżej współczuć słabej podbudowy ideologicznej dzieła. No bo ile razy można tym krzyżem manipulować, to się już robi nudne.
Marzę o tym, że jakiś polski artysta zaatakuje w swym dziele kogoś innego. Nie muzułmanów, aż taki nie jestem, żeby życzyć komuś śmierci. Wystarczą Świadkowie Jehowy. Artysta przejdzie przez kilkanaście rozpraw, zostanie przez media okrzyknięty nietolerancyjną świnią, zamkną go co najmniej na 5 lat w celi z rosyjskimi przemytnikami koki, koniecznie gejami i skonfiskują mu majątek. Wszystko to odbędzie się w imię ochrony wolności słowa i wyznania, przeciwko obskurantyzmowi i nietolerancji. Nie płacz jednak, nieznany mi jeszcze z imienia i nazwiska artysto, jeśli dojdzie do tego, będę ci wysyłał do celi paczki z jedzeniem i papierosami, żebyś mógł się wykupić z łap swoich kolegów współwięźniów.
Gość
Komentarze (18)
Dla mnie i dla wielu wierzących to zestawienie jest obrażliwe bo uważam że religia jest jednym z tematów ktorych nie mozna przdstawic jak sie zywnie podoba artyscie i nie jest to ograniczenie wolnosci słowa tylko zwykły szacunek i takt...
dobrze mówisz, ty mnie nie bolisz. komentarze ignorantów mnie przerażąją. no boje sie ich.
A może znasz jeszcze jakieś inne słowa na "B". Ja znam, na przykład; bałwan.
biedronka.
a gowno prawda maly czlowieczku..co ty o sztuce wiesz..??
popatrz chociazby na obrazy caravaggia. w jego pracach jest mnostwo motywow religijnych i to nie byl problem. problemem bylo to ze jako modeli do swoich prac "zatrudnial" ludzi z ulicy, bezdomnych, biednych, itd. i w tamtych czasach to byl skandal. bo jak to bezdomny ma przedstawiac figure swietego?? wtedy to byla obraza dla wszystkich wierzacych.
a tak sie sklada ze swiat poszedl do przodu raze