2009-06-04, 08:33 | Pieniądze + styl życia
Wall Street kiwa rząd USA
Kiedy prezydent Obama przyjął pakiet ratunkowy dla banków okazało się, że wielkie instytucje finansowe, które najbardziej ucierpiały w wyniku kryzysu, potrzebują od rządu pieniędzy w ilości znacznie mniejszej, niż wymagałaby ich sytuacja. Biorą za mało, by osiągnąć wypłacalność. Ktoś niezorientowany mógłby powiedzieć, że to dobrze, bo więcej zostaje. Chodzi jednak o coś innego. Banki wypompowują z pakietu pomocowego tyle aktywów, ile potrzeba im na przetrwanie, nie udzielają przy tym kredytów, a ich inwestycje nie pokrywają rzeczywistych zobowiązań. Są więc niewypłacalne i nigdy nie staną się wypłacalne, jeśli nie ruszy koniunktura. Ta zaś nie ruszy, dopóki nie rozpocznie się kredytowanie. Mamy więc klasyczną kwadraturę koła. Póki co, opowieści prezydenta Obamy o zwiększeniu nadzoru nad bankami i mocniejszych regulacjach mających obowiązywać w sektorze finansów. Rekiny z Wall Street traktują jak zwyczajną mowę-trawę i robią swoje. To znaczy nic nie robią. Czekają, co będzie dalej.
Finansiści i urzędnicy tacy, jak Simon Johnson z Międzynarodowego Funduszu Walutowego, domagają się zwiększenia nadzoru państwa nad Wall Street, ale póki co to głos wołającego na puszczy. A tymczasem mamy pierwsze oznaki powrotu koniunktury, tyle że nie w USA, a w Azji. Najsilniej wzrost gospodarczy odczuwalny jest w Indiach. Może Hindusi w przeciwieństwie do Amerykanów czegoś się nauczyli?
Gość
Komentarze (2)
po uwaznym obejrzeniu mozna podrapac się w głowę ....i wiele zrozumiec z historii najnowszej ,polecam.