2009-06-10, 07:59 | Po prostu życie
Kobieta na wojnie
Gerda Taro (1910 - 1937) była niskim rudzielcem o ognistym temperamencie. Uwielbiała mężczyzn i ryzyko. W Paryżu, dokąd sprowadziła się z rodzinnego Stuttgartu, początkowo skupiała się tylko na tym pierwszym. Gdy jednym z jej licznych kochanków został utalentowany fotograf Andre Friedman, dziewczyna najpierw dla żartu też chwyciła za aparat. Okazało się, że ma dryg do wyłapywania na ulicach ciekawych sytuacji. Razem z Friedmanem zaczęli swoje zdjęcia sprzedawać pod pseudonimem Robert Capa (później Friedman przyjął go jako swoje oficjalne nazwisko). W 1936 roku ruszyli do Hiszpanii, gdzie wybuchła właśnie krwawa wojna domowa.
Gerda zginęła potrącona przez czołg w trakcie robienia zdjęć w 1937 roku. Przez prawie 70 lat pamiętano o niej głównie jako o partnerce Capy. Dopiero od niedawna traktuje się ją jako niezależną fotoreporterkę. Jej zdjęcia w niczym nie ustępowały zresztą dokonaniom słynnego kochanka (plotka głosiła, że spora część jego fotografii z tamtego okresu w rzeczywistości została zrobiona przez Gerdę). Taro lubiła ludzi i to ich głównie fotografowała. Młode komunistki na ulicach Madrytu z karabinem w jednej i kolorowym magazynem dla kobiet w drugiej dłoni, roześmianych członków antyfrankistowskiej partyzantki, którzy im dłużej trwała wojna, stawali się coraz smutniejsi, szarzy, brudni i przybici. W 2008 roku zdolna reporterka doczekała się wreszcie samodzielnej wystawy i biografii. W Nowym Jorku w International Center of Photography zawisła prawie setka jej poruszających czarno – białych zdjęć.
Trochę więcej szczęścia miała śliczna Lee Miller (1907-1977). Karierę korespondentki wojennej zaczynała niestandardowo – od zawodu modelki magazynu Vogue. Urodzoną w Poughkeepsie piękność wypatrzył na nowojorskiej ulicy właściciel wydawnictwa Conde Nast i od razu zaproponował jej sesję okładkową. Pozowanie jednak szybko znudziło się ambitnej Lee. Wyjechała do Paryża, gdzie poza romansowaniem ze słynnym artystą Man Rayem, zajęła się fotografowaniem mody.
Gdy wybuchła II wojna światowa, wraz z Capą, Hemingwayem i Ernie Pyle’em ruszyła na front. Jej korespondencje ukazywały się w amerykańskiej edycji magazynu Vogue (w tamtych czasach gazeta była nie tylko witryną reklamową z butami i sukienkami). Jako pierwszy reporter udokumentowała użycie napalamu w walkach pod St. Malo, raportowała także walki w Alzacji i przesyłała koszmarne obrazy z oswobodzonych obozów koncentracyjnych w Buchenwaldzie i Dachau. Jednak najsłynniejszym zdjęciem Miller był jej portret autorstwa jej ówczesnego kochanka Davida E. Schermana: półnaga piękność kąpie się w wannie Hitlera w jego apartamencie w Monachium. Niedawno prace reporterki zostały wydane w doskonałym albumie Lee Miller’s War.
Respekt budzą także wojenne dokonania Oriany Fallaci (1929 - 2006). Włoska dziennikarka słynęła z tego, że nie lubi przebierać w słowach. Była ostra jak maczeta, a swoją determinacją biła na głowę większość kolegów. Dzięki temu udało jej się namówić do zwierzeń m.in. szacha Iranu, ajatollacha Chomeiniego, prezydenta Kadafiego, Jasera Arafata, Deng Xiaopinga, cesarza Etiopii Haile Selassie i Lecha Wałęsę. W trakcie wywiadu z Henrym Kissingerem w 1972 roku wyciągnęła od dyplomaty zdanie, że wojna w Wietnamie była kompletnie niepotrzebnym epizodem w amerykańskiej historii. Kissinger jeszcze wiele lat później miał o to do niej pretensję. Jednak największe kontrowersje wzbudziła pod koniec swego życia ostrą krytyką islamu. Jej skrajny radykalizm zaskoczył wszystkich, ale intelektualiści nie odmówili jej wsparcia. W Polsce list w obronie Fallaci podpisali m.in. Adam Michnik, Maria Janion, Bronisław Geremek i Monika Olejnik.
Dziś w mediach karty rozdaje Christiane Amanpour (ur. 1958). Pół Iranka, pół Brytyjka jest jedną z największych gwiazd stacji CNN. Karierę zaczynała w 1989 roku, gdy została przysłana do Europy Wschodniej, by informować o upadku komunizmu i końcu zimnej wojny. Jej pełne werwy komentarze spodobały się widzom. Ubrana na wojskowy sposób brunetka, w spodniach khaki i wygodnym t-shircie ruszyła wkrótce na Bliski Wschód, gdzie obserwowała z kamerą wojnę w Zatoce Perskiej. Potem była Jugosławia i reportaże, które przeszły do historii telewizji. Relacjonując serbskie masakry na bośniackich muzułmanach Amanpour nie potrafiła ukryć emocji. Została za to skrytykowana przez swoich kolegów. „W pewnych sytuacjach nie można być obojętnym, bo wtedy dziennikarz staje się współwinny zbrodni. Obiektywizm nie oznacza traktowania obu stron tak samo. Oznacza, że każda strona ma prawo przedstawić swoje racje” – tłumaczyła dziennikarka. Bossowie stacji nie mieli zastrzeżeń do jej pracy i wysyłali Amanpour w najniebezpieczniejsze miejsca na ziemi – do Somalii, Rwandy, Pakistanu i Afganistanu. Jako jedynej dziennikarce udało jej się dodzwonić do Jasera Arafata, gdy ten był pod obstrzałem w 2002 roku. Palestyńskiego przywódcę tak jednak rozsierdziły niewygodne pytania dziennikarki, że rozjuszony rzucił słuchawką i się rozłączył. Aktualnie reporterka jest szefową korespondentów zagranicznych CNN i jedną z najbardziej wpływowych dziennikarek na świecie.
Gość
Komentarze (2)
a co do komentarzy..nie chodzi o ilość,ale o jakość:)