2009-06-11, 07:55 | Po prostu życie
Pamiętniki Alberta Speera
Wspomnienie swoje pisał odsiadując wyrok 20 lat więzienia. Jego cela mieściła się w słynnym więzieniu w Spandlu pod Berlinem. Speer, który odpowiedzialny był za śmierć i rozłąkę z rodzinami setek tysięcy przymusowych robotników, pracujących ponad siły w fabrykach Rzeszy, opowiada o swojej fascynacji Adolfem Hitlerem. My to czytamy i nie chce nam się wierzyć, że niemiecki intelektualista, w dodatku pochodzący z rodziny o wielkich tradycjach, ulega prestidigitatorskim sztuczkom zwolnionego ze służby ojczyźnie kaprala, który cierpi na rozliczne kompleksy. Jak to możliwe?
Otóż jest to możliwe, a nie dość że możliwe, to jeszcze banalnie proste. Jeśli ktoś jest młodym architektem i poszukuje drogi, którą mógłby podążać, czerpiąc satysfakcję z wykonywanego zawodu, nie może odrzucać propozycji, które podsuwa mu los. Nawet jeśli propozycje te pochodzą od dziwnego pana z grzywką i wąsikiem. Dla młodego Speera Hitler nie był przecież zbrodniarzem. Nie był nawet tym człowiekiem, za którego my go uważamy, oglądając stare kroniki filmowe. Widzimy tam wodza Rzeszy, jak miota się na mównicy i wrzeszczy.
W rzeczywistości Hitler wygłosił może kilka takich płomiennych mów, w których zresztą nigdy nie dał się ponieść emocjom na tyle, by rzeczywiście wrzeszczeć i rzeczywiście machać rękami w podnieceniu. Hitler był człowiekiem bardzo opanowanym. Pisze o tym Speer. Jego sposób na uwodzenie tłumów polegał na czymś zgoła innym. W początkach swej politycznej drogi przyszły kanclerz nigdy nie pojawiał się na mównicy odziany w mundur. Występował po cywilnemu, w jakichś dobrze skrojonych garniturach, utrzymanych w ciepłych i sympatycznych kolorach, na przykład w błękitach. Mówił zawsze spokojnie i rozważnie, nie podnosił głosu, a jego południowy, bardzo miękki akcent kontrastował w uszach zwykłego Niemca z obrzydłym charkotem pruskich politykierów, których epoka właśnie się kończyła. Hitler wzbudzał zaufanie, stawiał pytania, na które przeciętny Niemiec także szukał odpowiedzi i on dawał te odpowiedzi. Były z pozoru sensowne, logiczne i łatwe do zastosowania.
Wszystko zmieniło się, kiedy Rzesza zaczęła przegrywać wojnę, ale wtedy Albert Speer był już ministrem i nie było mowy o tym, by tak sobie po prostu zrezygnował z pracy u pana Adolfa. Pamiętniki Speera to książka o uwikłaniu, o tym, że nawet najbardziej inteligentni i myślący ludzie są bezradni wobec oferowanych im przywilejów. Człowiek bardzo łatwo bowiem zamienia się w niewolnika. Wystarczy go dobrze nakarmić i chwalić od czasu do czasu. Tak właśnie postępował Hitler ze Speerem. Tak właśnie postępował polityk z artystą. Czy coś z tych relacji pomiędzy politykami i nie-politykami zmieniło się dzisiaj? Zachęcam do przeczytania tej niemałej i fascynującej książki oraz do samodzielnej oceny.
Tytuł: Wspomnienia
Autor: Albert Speer
Wydawnictwo: Wyd. Ministerstwa Obrony Narodowej, 1990
Gość
Komentarze (3)
a nie pomyslałss ze wtedy gdy speer odsiadywał karę ,Spandau nie należało jeszcze do Berlina jako dzielnica ??
Spandau zostal wlaczony w 1920 roku do Berlina. Wiezienie, w ktorym siedzial Hess i Speer wybudowano w 1876 roku. W 1987 zburzono je. Slowem, w okresie, o ktorym pisze autor, Spandau "byl w Berlinie"