2009-06-15, 08:32 | Pieniądze + styl życia
Czy Polak zasługuje na iTunesa?
Nawet jeśli zachachmęci coś przy IP swojego komputera, to i tak nie uda mu się zapłacić za płyty i książki polską kartą kredytową. Co najwyżej będzie mógł ściągać darmowe podcasty (czyli w największym uproszczeniu audycje radiowe). Dlaczego Apple tak wzdraga się przed otworzeniem iTunesa nad Wisłą?
Wielu uważa, że jest to antypolski spisek. Apple to po prostu beznadziejna korporacja, która za nic ma polskich użytkowników drogich, bądź co bądź produktów. Układ trzymający władzę chce nam wlulić tarczę antyrakietową, ale muzyki, seriali i książek już ściągać po ludzku nie daje. A przecież, do stu diabłów, jesteśmy w Unii Europejskiej, gdzie jest wolny przepływ towarów! Anglik może z niego korzystać, a Polak już nie? To jawna dyskryminacja i pogwałcenie unijnego prawa, np. art. 30 skonsolidowanego traktatu o Ustanowieniu Wspólnoty Europejskiej. Zwolennicy tej teorii twierdzą, że swobodny przepływ towarów i usług to jeden z fundamentów Unii Europejskiej, a ograniczanie dostępności mp3 to złamanie tych zasad.
Tu głos zazwyczaj zabiera inna grupa dyskusyjna, która nie bez racji wskazuje, że zasady UE zasadami, ale cała rzecz sprowadza się do prawa autorskiego, a konkretnie licencji. Artysta, a raczej jego pan i władca, czyli wytwórnia wyrażają zgodę na rozpowszechnianie nagrań w konkretnych krajach. Jeśli zgoda została wydana na Francję, Niemcy, Wielką Brytanię, czy Austrię, nie oznacza automatycznej zgody na handel tymi nagraniami w całej UE.
Rozwiązanie tego problemu jest dość proste. Można albo wprowadzić jedną licencję na całą Unię, albo zwrócić się do wydawcy o udostępnienie licencji. Ani jeden, ani drugi pomysł nie znalazł jednak poklasku. O unijnej licencji możemy na razie pomarzyć, a do wydawców w sprawie zgody rozprowadzania muzyki w Polsce nikt się nie zwrócił. Dlaczego? Jedni twierdzą, że to wina wysokiego poziomu piractwa w naszym kraju. Ale bynajmniej nie o strach przed nielegalnym kopiowaniem nagrań tu chodzi.
Cała rzecz rozbija się bowiem o to, że skoro Polak woli piratować niż kupować, to polski iTunes się nie opłaca. Steve Jobs i spółka mają już złe doświadczenia z Grecji i z Portugalii, gdzie tygodniowe zyski ze sprzedaży muzyki są tak marne, że byle kiosk z płytami na dworcu radzi sobie lepiej. Póki co musimy więc przełykać gorzką pigułę i akceptować fakt, że jesteśmy w trzecim świecie. Podobno, gdy wejdziemy do strefy Euro, Apple zmieni stanowisko. To i tak optymistyczna prognoza. Mogliby przecież zażądać, żebyśmy najpierw zbudowali nasze stadiony i autostrady.
Więcej o dyskryminacji Polaków w sieci na stronie: http://wyborcza.pl/0,98096.html
Gość
Komentarze (6)
iPoda moge kupić, ale nie zapłacę za muzykę z iTunsa... :D
Steve szanuję Cię... ale nie zapłacę Tobie...