2009-06-21, 08:11 | Po prostu życie
Celebryci w oparach absurdu
Wymyślali przez kilkanaście lat „primaaprilisowe” pisma i broszury. Są, między innymi, autorami pierwszego w historii alfabetycznego spisu liczb od 1 do 100. Bawili swych czytelników, ale chcieli ich także uczyć wrażliwości na brednie, podejrzliwości wobec frazesów, dystansu do słowa pisanego. Uważali, że te same czcionki ich codziennej gazety, odbite na tym samym papierze, czernione tą samą farbą drukarską, mogą pewnego dnia oszaleć i głosić oczywiste brednie. Minęło prawie 100 lat i czcionkom wciąż zdarza się zaszaleć.
W kawiarni i u Marszałka
Mieli wtedy po dwadzieścia parę i ogromne ambicje poetyckie, ale na życie zarabiali pisząc do kabaretów. Po jednym ze spotkań autorów zderzyli się w drzwiach i wtedy Pekiński powiedział : - Cóż mi się pan tak przygląda? Jeśli dziwi pana, że mam taką dużą myszkę na twarzy, to mogę pana zapewnić, że gdybym się bez niej urodził, odebrałbym sobie życie.
Charakterystyczne znamię na policzku zdradza, kim był Pekiński. To Julian Tuwim, a pod pseudonimem Pro – Rok ukrywał się Antoni Słonimski. Przyszłe gwiazdy II RP przypadły sobie do gustu. W niedalekiej przyszłości wejdą do grupy poetyckiej Skamander, która wprowadzi ferment do ówczesnej literatury.
Bodaj najważniejszym hasłem Skamandra był powrót do klasyki a patronem grupy został Leopold Staff. W 1918 roku Tuwim i Słonimski spotkali się Pod Pikadorem. Otwarcie tej kawiarni zostało poprzedzone kampanią reklamową, która szokowała warszawiaków. Poezja została potraktowana jak towar, który należy reklamować i sprzedawać. Wstęp do kabaretu kosztował 5 marek (tak nazywała się wówczas polska waluta) , pod warunkiem , że gość nie był w stanie nazbyt trzeźwym.
Poza tym były następujące stawki:
Rozmowa z autorem, z prawem do podania ręki – 50 marek
Wyjaśnienie, co autor miał na myśli – 75 marek
Rękopis wiersza, wraz z dedykacją – 500 marek
Za dodanie w dedykacji słowa „ kochanemu” – kolejne 100 marek
Twórcom Pikadora zależało na niwelowaniu dystansu między poetami a zwykłymi ludźmi. Mieli też wielkie poczucie humoru . Szczególnie zaś Tuwim i Słonimski , którzy nadawali na tej samej fali i stworzyli duet, który przez kilkanaście wyznaczał trendy na rynku humoru, nonsensu i bzdury.
Autorzy z wielkim talentem komentowali wszystko, co działo się w dwudziestoleciu międzywojennym. Tworzyli wspomniane dodatki „primaaprilisowe”, szopki polityczne, z którymi byli zapraszani przez marszałka Piłsudskiego do Belwederu i specjalne dodatki do gazet. Od czasu do czasu rozchodzili się artystycznie , nie biorąc rozbratu z humorem.
Słonimski wydał cykl swoich felietonów, nazywając je Moje walki nad Bzdurą. Przed nazwiskiem umieścił skrót gen. Pozycja ta trafiła do Głównej Księgarni Wojskowej z opisem „Słonimski Antoni gen. – Moje walki nad Bzurą.” I tak Słonimski stał się generałem i teoretykiem wojskowości. Tymczasem skrót gen. oznaczał po prostu… geniusz.
Z kolei Tuwim napisał, ostatnio wznowiony, Polski Słownik Pijacki. Zamieścił w nim prawie 2000 określeń na pijaka, picie, przyśpiewki i rozmówki pijackie. „Dwie rzeczy mogą Polskę zgubić: a) pijaństwo, b) prohibicja” - pisał Tuwim, tak zachwalając swój słownik: „Jakie piękne możliwości, jakie rozległe perspektywy otworzą się rodzimym moczygębom, łykaczom, dybidzbanom i szmirusom! Pijak bywał dotychczas nietrzeźwy, wlany, zawiany, ululany, wstawiony, urżnięty - a tu dowie się nagle, że i na trzysta innych sposobów może być pijany. Golił sznapsa, trąbił gorzałkę, wcinał monopolkę - teraz będzie mógł szmarnąć ślepuchy, siec smołsko, dusić dryzelichę i szwiecować grybsbubę.”
Od młócenia sera po wypychanie ptaków i zwierząt za drzwi
Pierwszy dodatek primaaprilisowy, do dziennika Kurier Poranny, napisali w 1920 roku. Słonimski po latach wspominał: - Istota rzeczy polegała na prostym fakcie, że nas pisanie absurdów bawiło i dawało radość nie mniejszą od pisania wierszy, artykułów czy sztuk teatralnych.
Wszystkie dodatki miały formę gazetową i zawierały rubryki takie, jak: informacje z Polski i ze świata, publicystyka, recenzja książki, porady, kąciki humorystyczny , kronika policyjna czy ogłoszenia. Wszystko zmyślone, pisane przez autorów w kawiarniach, nierzadko w oparach alkoholu i dymie papierosowym. Przedwojenna prasa, szczególnie wysokonakładowe dzienniki , była przepojona sensacyjnymi doniesieniami z kraju i zagranicy. Dziennikarze z detalami opisywali straszliwe zbrodnie popełnione z niskich pobudek, ale nie tylko. Szczególnie lubiono dramatyczne historie miłosne. Czytelnicy chłonęli także informacje o życiu ówczesnych celebrytów: aktorów, piosenkarek, poetów.
Tuwim i Słonimski zaliczali się do tego grona . Tym chętniej wymyślali bzdury na temat życia elit. Lubili także wkręcać swoich kolegów – artystów. Jeden z nich, Władysław Sieroszewski, pisał w gazecie , co było wtedy bardzo modne, powieść w odcinkach. Słonimski stworzył parodię ostatniego odcinka. W pożarze zginęli wszyscy bohaterowie, nawet piesek wskoczył do ognia. Sieroszewski tak się tym przejął, że pogubił wątki i zaprzestał pisać powieść.
Innym razem cały numer dodatku został poświęcony w całości nieistniejącemu poecie Hugo Bauerowi. Zamieszczono jego zdjęcia jako kobiety, kelnera, strażaka, fragmenty twórczości oraz złote myśli. Jedna z nich brzmiała: „Kobieta nie chce być matką, ale musi być córką.” Wiele osób, nawet z kręgów literackich dało się nabrać, kilku krytyków postanowiło nawet zająć się analizą twórczości odkrytego przez Słonimskiego poety.
Dla wielu czytelników szczytem absurdalnego humoru Tuwima i Słonimskiego była Pracowita Pszczółka – kalendarz dla rolników. Autorzy zrobili parodię modnych w latach 20. poradników. Namawiają w nim rolników między innymi do:
młócenia sera w styczniu
otrząsania drzew z ogórków w październiku
zbierania niepotrzebnych grzybów w listopadzie
nazywania dzieci nowymi imionami, np.: Idiota, Błazenek, Nosacz, Hamuś, Sedesik, Matkolub i Kazirodczyk
Poza tym, w rubrykach i naukowych autorzy sporządzili pierwsze w historii spisy alfabetyczne:
wszystkich liczb od jednego do stu (najwięcej liczb jest na litery D i S)
dni tygodnia, miesięcy, pór roku
wszystkich części świata (pierwsza jest Afryka)
Ostatni dodatek primaaprilisowy powstał trzy lata przed wybuchem wojny. Po jej zakończeniu Tuwim i Słonimski nie wrócili do wspólnego pisania. Nie sprzyjały temu czasy tworzenia w Polsce systemu komunistycznego. Wielu polskich kabaretowców , satyryków do dziś czerpie szerokimi garściami z dorobku Tuwima i Słonimskiego. Wielu nawet o tym nie wie. A sam humor, mimo upływu lat jest fantastyczny. Szkoda więc, że Polacy lepiej dziś znają Monty Pythona niż Tuwima i Słonimskiego.
Gość
Komentarze (1)
Chapeau bas, VMC.
Oto artykuł, który się czytało do ostatniej kropki:D
Python zły nie jest , ale do Tuwima mu daleko, zwłaszcza w gestii finezji złośliwości :)