2009-06-27, 08:33 | Po prostu życie
Michael Mann
Mann zaczynał jako rzemieślnik telewizyjny. Kręcił pojedyncze odcinki seriali, robił filmy dokumentalne, wspólnie z kolegami z londyńskiej szkoły filmowej Ridleyem Scottem i Alanem Parkerem kręcił reklamówki. Był koniec lat 70. i młody Michael czekał na wielką szansę. W 1968 roku zrealizował krótkometrażówkę Juanpuri, za którą zgarnął nagrodę Jury festiwalu w Cannes. Jak się okazało, Europa nie miała mu już nic więcej do zaoferowania. Wrócił więc do rodzinnych Stanów. Ale i tam nie wiodło mu się lepiej. Przełom nastąpił, gdy Mann założył własną firmę producencką. To w niej wyprodukował największe telewizyjne hity lat 80.: Miami Vice i Crime Story (wbrew obiegowej opinii, to nie on był twórcą ani pomysłodawcą seriali, czuwał tylko nad ich produkcją). Wystarczyło, by wreszcie stanął za kamerą.
W 1992 roku do kin wszedł Ostatni Mohikanin z Danielem Day Lewisem. Mann uparł się, żeby to właśnie Irlandczyk zagrał przystojnego Hawkeye’a. Producenci pukali się w głowę, bo Day Lewis znany był raczej z morderczych ról dramatycznych. Teraz miał być wojownikiem i seks symbolem. Ale kierowany wprawną ręką Manna dał radę. Do kin biegły tłumy, by podziwiać nagi tors Lewisa i spektakularne sceny batalistyczne. Film zarobił ponad 100 milionów dolarów i stał się przepustką dla reżysera na salony.
Nad kolejnym projektem pracował aż trzy lata. Scenariusz pisał z myślą o konkretnych aktorach: Alu Pacino i Robercie de Niro. Policyjny thriller Gorączka wszedł do kin w 1995 roku i mimo gwiazdorskiej obsady dostał potworne baty od recenzentów (co ciekawe, większość z nich zmieniła zdanie kilka lat temu, przy okazji premiery filmu na DVD). Ale publiczność nie zawiodła (film zarobił prawie 200 milionów dolarów). Ludzi przyciągał aktorski duet oraz fenomenalna scena ulicznej strzelaniny. Rozciągnięta na prawie 10 minut sekwencja to batalistyczny balet, w którym naprzeciwko siebie stają policjanci pod wodzą Pacino i złodzieje z bandy Roberta de Niro. Każdy strzał został drobiazgowo zaplanowany, a Mann zadbał nawet o to, by słychać było upadające na chodnik łuski po nabojach. Strzelanina była tak dobra, że stała się materiałem szkoleniowym dla amerykańskich Marines jako wzorcowy przykład wycofywania się pod ciężkim ostrzałem. Ale z filmu Manna przykład brali także bandyci. Policja twierdzi, że scena napadu na bank była tak dobrze zrobiona, że w kolejnych latach wykorzystywali ją z sukcesami złodzieje w Kalifornii, Danii, Południowej Afryce i Kolumbii.
Jak przebić taki sukces? Mann na chwilę postanowił odpocząć od policjantów. W 1999 roku zrealizował obsypanego nominacjami do Oscara Informatora z Russellem Crowe i Alem Pacino, a dwa lata później dramat biograficzny Ali z Willem Smithem (100 milionów zysku i dwie nominacje do Oscara). W 2004 roku w kinach pojawił się film Collateral, jedno z najlepszych dzieł reżysera. Pierwszym zaskoczeniem jest Tom Cruise w roli bandziora. Drugim - sprytny i niesztampowy scenariusz, w którym niewinny taksówkarz grany przez Jamiego Foxxa (za rolę dostał nominację do Oscara) zostaje wciągnięty w brudną grę przez zawodowego zabójcę (Cruise). W ciągu jednej nocy ma zginąć pięć osób, ale plan zaczyna nawalać, gdy taksówkarz z cichego wspólnika zmienia się w głównego podejrzanego. By ratować życie, musi stać się łowcą. Ponad dwugodzinny pojedynek na ulicach Los Angeles zarobił 200 milionów dolarów i niestety zainspirował Manna, by reaktywować Miami Vice. Tym razem w wersji kinowej.
Wszystkiemu winien Jamie Foxx, który tak spodobał się reżyserowi, że postanowił obsadzić go w roli Ricardo Tubbsa. Crockettem został Irlandczyk o niewyparzonej gębie i skłonności do zabójczych używek - Colin Farrell. To, co miało być bardziej spektakularną wersją Gorączki, stało się wrzodem na tyłku wytwórni. Mann gwałtownie przerabiał scenariusz, Foxx grymasił, Farrell pił, a ekipa się buntowała, bo reżyser chciał kręcić w rewirach, które omijała nawet policja (ochroniarzami na planie byli wówczas najprawdziwsi członkowie lokalnych gangów). Budżet rozrósł się do 130 milionów, a efekt rozczarował chyba wszystkich, bo film wyszedł co najmniej średni. Nie licząc może efektownego pościgu motorówkami.
Czy Michael Mann wyciągnął wnioski z tej porażki? Okaże się już wkrótce, bo na dniach do kin wejdzie najnowsze dzieło reżysera: Wrogowie publiczni z Johnnym Deppem w roli sławnego gangstera Johna Dillingera. Mann z precyzją zegarmistrza wybierał naturalne plenery zamiast budować sztuczne dekoracje, kręcił także w miejscach, w których 80 lat temu działał Dillinger. Strzelaniny podobno synchronizowała ta sama ekipa, co w Gorączce. Na razie wiadomo tyle, że są wyjątkowo brutalne i realistyczne. Policjanci i złodzieje już nie mogą się doczekać.
Gość