2009-06-29, 07:49 | Margines
Filmowy czar masakry
Pierwszy był Najdłuższy dzień Kena Annakina z 1962 roku (scenariusz powstał na podstawie rewelacyjnej książki o tym samym tytule pióra niezrównanego pisarza i reportera Cornelusa Ryana). Mimo że producenci zdecydowali się na ryzykowny krok i epicki dramat zrealizowali na czarno – białej taśmie, a wszyscy bohaterowie mówili w oryginalnych językach (tzn. alianci po angielsku, Niemcy po niemiecku), do kin biegły tłumy. Częściowo dzięki gwiazdorskiej obsadzie (w głównych rolach można było zobaczyć m.in. Roberta Mitchuma, Henry’ego Fondę, Seana Connery, Johna Wayne’a i Richarda Burtona), częściowo dzięki widowiskowym scenom batalistycznym. Budżet filmu wyniósł rekordowe 10 milionów dolarów i był to najdroższy monochromatyczny film aż do 1993 roku, gdy Spielberg nakręcił Listę Schindlera. Dramat Annakina zdobył pięć nominacji do Oscara, z czego dwie zmieniły się w statuetki, m.in. za najlepsze zdjęcia.
Na kolejne wielkie dzieło o inwazji musieliśmy poczekać kilka lat. W 1998 roku na ekrany kin wszedł Szeregowiec Ryan Spielberga. Epopeja o ratowaniu amerykańskiego wojaka z rąk podłych nazistów zaczynała się spektakularną sceną lądowania wojsk na plaży Omaha, gdzie toczyły się najcięższe walki tego ranka. Reżyser, kręcąc kolejne sekwencje, miał przy sobie 11 ocalałych zdjęć zrobionych tego dnia przez fotografa Roberta Capę. Starał się odtworzyć klimat tamtych gruboziarnistych, rozedrganych fot. Koniec końców wyszła mu najwyższej klasy masakra, od której skóra cierpła na plecach a obiad stawał w gardle. Jeśli na Omaha było choć w połowie tak strasznie jak pokazywał Spielberg, to musiało być piekło. Niestety, po tej scenie film się nie skończył, więc dostaliśmy jeszcze prawie dwie godziny hollywoodzkiej papki, zakończonej jedną z najlepszych scen walk miejskich w historii światowego kina.
Ostatnią jak na razie próbę zmierzenia się z D Day podjął ponownie Spielberg do spółki z gwiazdą Szeregowca Ryana – Tomem Hanksem. Panowie wykopali pasjonująca książkę Stephena E. Ambrose’a i w 2001 roku zrealizowali serial Kompania braci. W drugim odcinku sagi o doborowym oddziale amerykańskich spadochroniarzy z Kompanii E opowiedzieli o lądowaniu w Normandii. Tym razem poza dokumentacją z książki Ambrose’a sami przeprowadzili dodatkowe rozmowy z żyjącymi członkami Kompanii i dokopali się do szczegółów, o którym nawet dziennikarz nie miał pojęcia. Aktorzy zostali wysłani do emerytowanych żołnierzy i mieli za zadanie dopytać o najdrobniejsze detale. Jeśli zatem zobaczycie, że któryś z bohaterów w trakcie walk się uśmiecha lub płacze, to najprawdopodobniej tak właśnie było. Ten, kto chciałby przebić Spielberga i Hanksa, musiałby chyba cofnąć się w czasie, wleźć z kamerą na piaszczyste wydmy i kręcić inwazję na żywo.
Gość
Komentarze (1)
Pierwsze to ta liczba nimieckich żołnierzy wyssana z palca gdyby w rejonie objetym zasiegiem operacji znajdowałoby sie 380 000 żołnierzy wermachtu brytyjczycy i amerykanie przegraliby z kretesem
Po drugie Erwin rommel nie dowodził tym odcinkiem ponieważ dowództwo w razie inwazji zastrzegł sam fuhrer nawet jesli oczywiscie erwin miałby dowództwo na tym odcinku to i tak nic nie mógł zdziałac ponieważ leżał w spiączce w szpitalu po ataku lotniczym na jego samochód