2009-07-01, 08:32 | Pieniądze + styl życia
O kobietach, miłości, pieniądzach i wolności
Mówi się, że współczesnym wyznaniem prawdziwej miłości jest podzielenie się numerem PIN do karty bankomatowej. Coś w tym jest. Kłopot w tym, że mężczyźni o swoim PIN-ie myślą znacznie poważniej niż kobiety. Często jest też tak, że kobiety wyjątkowo lekko i naturalnie dzielą znajomość tych kilku cyfr, nie przyjmując do wiadomości, że zarządzanie pieniędzmi to posiadanie władzy.
Kwestia dzielenia finansów to odwieczny temat rzeka. Małżeństwo powszechnie kojarzone jest ze wspólnym mieszkaniem, samochodem i kontem w banku. Pieniądze zarabiane przez małżonków spływają do jednej kasy, która opłaca ich wspólne, szczęśliwe życie. Prawdą jest też, że pieniądze szczęścia nie dają. Skąd więc pomysł, żeby tak mocno i ściśle mieszać je z miłością? Mieszają zwłaszcza kobiety, które po kilku latach stają się całkowicie zależne od swoich mężów. To wspólnym kontem da się często wytłumaczyć masochistyczną wierność mężowi sadyście, czy prześladowcy. Kobiety, zwłaszcza takie z długim małżeńskim stażem, nie są w stanie odejść i żyć w pojedynkę z tego prostego względu, że są do takiego życia finansowo nieprzygotowane.
Wspólne konto nie oznacza bowiem jedynie wspólnej kasy. Oznacza bardzo wyraźny podział ról, który zwykle opiera się na tym, że majątkiem zarządza mąż. To on kontroluje raty kredytu mieszkaniowego, pamięta o rachunkach, o spłacaniu debetu na karcie, inwestuje, dba o polisy na życie, myśli o ubezpieczeniach. Kobiety bardzo często i bez cienia zażenowania przyznają, że nie mają pojęcia o co chodzi we wszystkich tych kopertach, które z miesięczną regularnością lądują w skrzynce na listy. Może i są świadome, że mąż kupował ostatnio jakieś akcje, bo chodził dziwnie naburmuszony przez kilka dni, ale jakie, czego i za ile to już zupełnie zbędna kobiecie wiedza. Powszechnie wiadomo, że ta część dziennej gazety, która pełna jest tabelek i wykresów zapełnionych drobnym drukiem, to część, którą zdecydowana większość kobiet zupełnie pomija.
Kobieca ignorancja w sferze zarządzania rodzinnymi finansami bardzo często utożsamiana jest z damskim urokiem i ma pozytywny wydźwięk. Są przecież sprawy niewarte tego, by zaprzątać piękniejszą małżeńską głowę. Co zastanawiające, bardzo często tego typu układ dotyczy kobiet pracujących i świetnie wykształconych, które nie rezygnując z kariery zawodowej, bez większych problemów rezygnują z czynnego zarządzania wspólnymi pieniędzmi.
Pary, które mają oddzielne konta, albo takie, które mając konto wspólne, zachowały również swoje własne, postrzegane są często negatywnie, jako związki, w których coś musi być nie tak ze wzajemnym zaufaniem. Efekt jest taki, że kobiety od lat tłumaczą się swoim mężom z kolejnej pary butów i torebki, która wygląda prawie identycznie, jak ta kupiona w zeszłym miesiącu. Mnóstwo żon do perfekcji opracowało zatajanie przed mężami ile kosztuje manicure, czy ulubiony masaż w gabinecie kosmetycznym.
Kobiety od partnera oczekują finansowej stabilności, która obejmie również jego żonę. Myśląc o zabezpieczeniu przyszłości, mają na myśli mężczyznę, który się o to zatroszczy i nie dostrzegają w tym niebezpieczeństwa. Smutna prawda jest taka, że nie mamy nic przeciwko mężom zarabiającym więcej i z ulgą przyjmujemy fakt, że to oni w naturalny sposób zajmują się wspólnym kontem bankowym. Mało która z nas jest zdania, że wypowiedzenie sakramentalnego „tak” to jedno, zgodna i wyłączność na wspólny PIN to zupełnie coś innego. Niezależność finansowa to wolność, która w żadnym razie nie wyklucza małżeństwa i wspólnego życia. Jedno doskonale pasuje do drugiego. Mimo to kobiety od pokoleń, dobrowolnie i z różnymi skutkami rezygnują z tej wolności.
Gość
Komentarze (43)
Chyba Ty skomlesz o kase bucu jeden! Nie masz do kobiet szacunku? Załoze sie,ze jestes niedojrzalym psychicznie młodym mezczyna,ktory nigdy nie byl dluzej w zwiazku niz miesiac. co za palant
Nie mam do takich, które nie mają honoru. Może nie ma kobiet, które o wszystko muszą się prosić? Jest i to mnóstwo, znam rodziców znajomych, wiem jak jest, niektóre kobiety w mojej rodzinie też nie są lepsze. Ale nie dziwię się, że tak zareagowałaś, jesteś kobietą. Zrozumienie czyjejś wypowiedzi jest dla ciebie trudniejsze i nie zależnie od tego czy ktoś ma rację, czy nie, ty i tak będziesz stawać w obronie kobiet, brak samokrytycyzmu to równie częsta wada u was.
Jakieś większe wydatki na swoje przyjemności z grubsza nawzajem konsultujemy - ale ja nie pytam ile kosztowała kiecka czy manicure - bo żonie po prostu ufam. I nie musi mi się tłumaczyć z żadnego zakupu -. Wolałbym żeby była trochę rozrzutna, niż by wogóle przestała na tego typu rzeczy wydawać.
Nie lubię tego generalizowania, że jak jet konto wspólne to musi być dyktatura i podanie na piśmie o pozwolenie zakupu nowej kiecki. Równie dobrze mozna by stwierdzić, że mężczyżni (tzw. "gadżeciarze") muszą się tłumaczyć z zakupu bardziej wyposażonego telefonu - więc to może działać w obie strony.
Poza tym, przy oddzielnych kontach, powiedzmy że mamy jakieś dalekosiężny plan na któy trzeba przyoszczędzić trochę gotówki - powiedzmy kupno mieszkania.
Powiedzmy ze żona w miarę racjonalnie gospodaruje swoim kontem, i oszczędza, a ja - h