2009-07-25, 08:18 | Margines
Kryzysowy gangster
Wielki Kryzys (1929-1933) zaowocował wielkimi powieściami Johna Steinbecka, wysypem melodramatów i musicali oraz narodzinami kina gangsterskiego. Umęczeni finansową depresją ludzie potrzebowali oglądać bohaterów, którzy brawurowo radzą sobie w ciężkich czasach, dochodzą do fortun i potrafią się bawić. W kinach królowały filmy z Johnem Cagneyem, a w gazetach opowieści o wyczynach nowych rewolwerowców: Pretty Boy Floyda, Bonnie i Clyde’a i najsłynniejszego z nich, „wroga publicznego numer 1” Johna Dillingera. Jego śladami podążał zacięty agent FBI (wówczas agencji w powijakach) Melvin Purvis. Dla Michaela Manna, który kocha takie pojedynki (wystarczy przypomnieć Zakładnika i Gorączkę) to wymarzony materiał na film. Gdy jeszcze w ręce wpadła mu książka Bryana Burrougha, w której amerykański dziennikarz z detalami opisuje całą historię, wiadomo było, że będzie z tego film. Choć chyba nie taki, jakiego wszyscy oczekiwali.
Bo Manna trzeba lubić, żeby kinowa adaptacja Wrogów publicznych zachwyciła. Trzeba lubić jego skłonność do drobiazgów i konkretów, żeby docenić niezbyt spektakularne, ale bliskie realiom napady na bank w wykonaniu bandy Dillingera. Każdy trwa tyle, ile prawdziwa robota słynnego gangstera: minutę i czterdzieści sekund. Jak na przeszło dwu i półgodzinny film to niewiele. Także słynne ucieczki Dillingera to raczej pokaz koronkowej roboty niż hollywoodzkich sztuczek. Nie obejdzie się również bez zrozumienia Mannowskiej słabości do powolnego rozkręcania fabuły, tlącego się napięcia i psychologicznych pojedynków. Tylko te ostatnie mają wiele z hollywoodzkiej sztampy. Dillinger z twarzą Johnny’ego Deppa to zawadiacki, lecz wrażliwy łobuz o czułym sercu. Wąskie usta Melvina Purvisa (przerażająco świetny Christian Bale) są tak zaciśnięte z determinacji, że prawie ich nie widać i aż strach pomyśleć, co by się stało, gdyby to śledczy był gangsterem. Al Capone mógłby mu pewnie tylko podawać poranną kawę i gazetę. Dillinger jest wyluzowany i dowcipny. Purvis musi być więc jego doskonałym przeciwieństwem. Zbrodnia ma być rozrywką, prawo jej twardogłowym cenzorem. Jednak Mann dodał do tego coś jeszcze: skoro Dillinger i Purvis to dwie strony tej samej monety, to jak słaby musi być to pieniądz. Bo obaj bohaterowie to w gruncie rzeczy niespełnieni i nieszczęśliwi faceci, którzy skończą w podobnie ironicznych okolicznościach. Dillinger zostanie zastrzelony po wyjściu z kina, gdzie obejrzał gangsterski film z Clarkiem Gable. Purvis sam sobie wymierzy sprawiedliwość i odbierze życie 30 lat później.
Wrogowie publiczni od pierwszej sceny, w której Dillinger ucieka wraz z kumplami z więzienia, aż po ostatnią, gdy agent Winstead odwiedza w więzieniu Billie Frechette (Marion Cotillard), dziewczynę Dillingera, by przekazać jej ostatnie słowa ukochanego to jeden wielki ironiczny komentarz Manna do romantycznego mitu gangstera. Mitu, który sprawił, że tłumy kibicowały złodziejom, gdy okradali banki z ich własną forsą, spluwały na widok śledczych, którzy tropili idoli, a media zabijały się najpierw o wywiad z gangsterem, a chwilę później o zdjęcie jego rozszarpanego kulami ciała. Reżyser obśmiał i społeczeństwo, który pasjonując się przygodami Dillingera, nie dostrzegało go nawet, gdy siedział obok na krześle (rewelacyjna scena w kinie, gdy John z koleżkami umawiają się na kolejny skok). Do miłości Mann także podszedł z dystansem. Billie daje się uwieść Johnowi dopiero gdy dostaje od niego piękne futro. Kryzys finansowy rodzi w końcu pewne wymagania. Wielu oczekiwało, że Wrogowie publiczni będą lekarstwem w czasach nowego kryzysu finansowego. Ale pocieszanie to nie jest robota dla Michaela Manna. Zamiast dawać nadzieję, raczej kończy z iluzją. Obrabianie banków jest jak narkotyk, który ma być lekiem na całe zło. Ale jak to z narkotykami bywa, uzależniają. A kiedy się przedawkuje, kończy się marnie pod salą kinową po obejrzeniu średniego hollywoodzkiego filmu o zmyślonych gangsterach, którym wszystko uchodzi na sucho.
Tytuł: Wrogowie publiczni
Reżyseria: Michael Mann
Występują: Johnny Depp, Christian Bale, Marion Cottilard, Billy Crudup, Stephen Dorf
Gość
Komentarze (1)