2009-07-27, 08:11 | Po prostu życie
Czy mamy wielkich aktorów?
Nauczyciele Zapasiewicza czy Holoubka to byli ludzie, którzy nie mogli liczyć nawet na ułamek tych dochodów i splendorów, które otrzymują aktorzy dzisiaj. Oni grali za psi grosz z miłości do sztuki. Tak było, choćbyście mieli w tym miejscu zabić mnie cynicznym śmiechem. Oni właśnie wychowali tych wielkich, których podziwiamy i podziwialiśmy. Nasi zaś idole - Zapasiewicz, Łomnicki i inni - byli aktorami-półbogami. Honoraria, jakie im płacono i płaci się nadal to legenda. I co? Czy oni wychowali następców? A gdzie tam. Umierają sobie jeden po drugim i nawet im do głowy nie przyjedzie, żeby zadbać o następne pokolenia.
Za wybitnego aktora zaczynamy już uważać Pazurę i Zamachowskiego, a co będzie dalej? Jak oni się zestarzeją i, przepraszam za kolokwializm, odłożą łyżkę? Pozostaną już tylko Cichopek i Mroczkowie. Niestety, dobrobyt zniszczył kunszt aktorski na wiele pokoleń do przodu, pozwalając się nasycić tylko jednej lub dwóm generacjom ludzi. A przecież pamiętamy słowa piosenki: najbardziej wiarygodny jest artysta głodny. To jedna z bardziej naładowanych treścią fraz poetyckich, jaki się trafiły w historii ludzkości.
Po Zapasiewiczu nastąpi niestety potop. Nie wypełni tej luki ani Jan Nowicki, wieczny amant, ani Witold Pyrkosz, mistrz drugiego planu. Takich ludzi jak Zapasiewicz już po prostu nie ma i szlag mnie może trafić na ich samolubną śmierć i jeszcze bardziej samolubne życie.
Nie wiem, jak się teraz będzie interpretować klasyków, ale przypuszczam, że gorzej, niż to swego czasu zrobił Hanuszkiewicz z Balladyną. Przypuszczam, że miałkość talentów przykryje oryginalna dekoracja wprost z miejskiego wysypiska albo przedstawienia będą reżyserowane w supermarketach, żeby było nowocześniej. Nic was to już jednak nie może obchodzić, mistrzowie. Śpijcie więc spokojnie. Wieczność nadchodzi.
Gość
Komentarze (11)
Poza tym jest taka tendencja, ze jak ktoś jest niezbyt ładnym aktorem, to prędzej dostaje tytuł "wybitnego" (Pazura, Szyc, Holoubek).
Jest i tak, ze jak ktoś już jest znany bardzo, nieważne z czego, to z czasem zaczyna być poważany. A to tez pozorne... Nie wszyscy starzy aktorzy byli wybitni.