2009-07-31, 08:27 | Po prostu życie
Afera z kleksem
Prezent, jaki internautom zrobił doktor Heilman, stawia pod znakiem zapytania dalszą skuteczność jednego z najsłynniejszych testów psychologicznych. Wymyślił go Szwajcar Hermann Rorschach w 1921 roku. Za pomocą 10 atramentowych plam lekarze próbują się dowiedzieć więcej na temat podświadomości pacjenta, a także możliwych zaburzeń psychicznych. Podczas testu psychiatra zapisuje nie tylko odpowiedzi pacjenta, ale także m.in. czas reakcji. Efektem badania jest tzw. psychogram, który pozwala rozwikłać zagadki osobowości badanego. Ważne jest więc, żeby przed badaniem pacjent nie znał tablic, nie miał okazji się nad nimi zastanawiać, ani tym bardziej nie znał popularnych odpowiedzi, żeby nie sugerował się nimi podczas badania (albo co gorsza nie oszukiwał).
Heilman broni się tym, że w sieci od dawna można było znaleźć wszystkie tablice. Jednak nigdzie nie było aż tak szczegółowych opisów. Kto chciał dostać pełen zestaw, musiał zamówić go w niemieckiej firmie, która nabyła prawa do testu. Koszt pakietu, który pomaga także zinterpretować wyniki to ok. 200 dolarów. W USA jednak prawa autorskie na test sprzed prawie 90 lat już nie obowiązują. Teoretycznie Heilman nie złamał więc prawa. Tej interpretacji trzyma się także koncern Wikimedia, właściciel Wikipedii i odmawia usunięcia tablic.
Niektórzy psychiatrzy twierdzą, że jedno kliknięcie psychiatry zniszczyło lata badań, bo teraz trzeba będzie wymyślić nowe plamy, ale efekty badania nie będą mogły być porównywane ze zrobionymi na podstawie dotychczasowych kleksów. Inni są spokojni, bo twierdzą, że nawet jeśli pacjent przygotuje się do badania, to będzie to można łatwo zweryfikować. Poza tym, nigdzie w Wikipedii nie zostało napisane, że najczęściej powtarzane odpowiedzi są najbardziej prawidłowe. Jedyne co pokazują, to jak myśli większość badanych. Ilu z nich miało schizofrenię, psychozę albo było śmiertelnie nudnymi księgowymi? Nie wiadomo. Dlatego, jak przyjdzie co do czego, najlepiej odczytywać kleksy według własnej wyobraźni.
Gość
Komentarze (15)
Psycholodzy aby stać się biegłymi w interpretowaniu Testu Plam Atramentowych Rorschacha potrzebują wielu lat. W Polsce specjalistów jest zaledwie paru. Za to wyniki ich pracy przynoszą ogromne korzyści diagnostce. Szkoda, że teraz cała ta praca idzie na marne.
Ludzie nie przestaną mnie zadzwiwiać. Przecież te wszystkie testy, kwestionariusze itp powstały aby im pomagać, diagnozować.. Najlepiej jak zwykle wszystko spieprzyć. Szkoda słów
no nie? to tak jak TVN (albo Tv Trwam) ostrzega przed narkotykami czy inną rzeczą której "dzieci nie powinny dotykać" w rzeczywistości robiąc darmową reklamę temu produktowi, na 100% przyczyniając się do zwiększenia sprzedaży / zainteresowania się tematem.