2009-08-01, 08:32 | Po prostu życie
W hołdzie niemęczennikom
Jak godnie oddać im cześć? Koncert, płyta, przedstawienie, przemówienie? Kto da więcej?
Moja kamienica jako jedna z nielicznych przetrwała pożary i rzezie. Trzeba ją było w środku przebudować, ale wkrótce była jak nowa. Miała więcej szczęścia niż jej mieszkańcy, których niemieccy żołnierze wywlekli z mieszkań i położyli serią z karabinu. Kobiety, dzieci, dziadkowie i młodzi mężczyźni. W pamięci figurują jako liczba 200. Nie mają twarzy, nazwisk. Kto by je wszystkie miał czas wygrzebać z archiwum i spamiętać.
Gdybym nagle przeniosła się w czasie 65 lat wstecz, mogłabym stać pod ścianą kamienicy, obok sąsiada z pierwszego piętra, z którym mój pies zawsze się wesoło wita, sąsiadki, która zna wszystkie plotki z okolicy, małego Tomka, który jeździ na rowerku naokoło drzewa i trzech znajomych dziadków z podwórka, którzy w lecie popijają bimber własnej roboty. Niemcy odbezpieczyliby swoje karabiny, rozstrzelali nas hurtem i poszli dalej. Zginęłabym, bo mieszkałam na Woli, bo Hitler chciał mieć więcej Lebensraum, Francja nie chciała umierać za Gdańsk, a kilku wojskowych uznało, że powstanie się przyda. Kilku innych chciało sobie postrzelać, by rozładować emocjonalne napięcie spowodowane brakiem konkretnych działań. Zdarza się, jakby napisał Kurt Vonnegut. Wiem, że na pewno bym się śmiertelnie bała. Chciałabym, żeby ktoś po tym wszystkim w ogóle pamiętał, jak ta dziewczyna spod 15 miała na imię. Na taki luksus większość cywili poległych w powstaniu nie ma co liczyć.
Kiedy zapalam znicz pod tablicą, zawsze zastanawiam się, czy było warto. Po cichu, bo przecież nie wypada pytać głośno. To by była hańba, a nawet brak szacunku. Czy było warto posłać młodych ludzi ze scyzorykami na czołgi, a mieszkańców stolicy pod karabiny wroga? Mogliśmy mieć piękną Warszawę, jeszcze kilka tomików wierszy Krzysztofa Kamila Baczyńskiego oraz 200 tysięcy żywych Polaków, niemęczenników. Ale czy to by było bohaterstwo?
W tym roku nie zapalę znicza, choć będę myślała o tych, którzy kiedyś mieszkali w mojej kamienicy. Siedzę nad morzem, 400 kilometrów od miejsca zbrodni. Zapasy w popowstańczej krwi zaraz osiągną apogeum. Kto lepiej wypadnie – opalony premier, czy ponuro poważny prezydent. Nie zajmuje mnie to. Podobnie jak większości wczasowiczów. Komputery zostały w domach, na telewizję nikt tu nie ma czasu. Nikt nie rozmawia nad smażoną rybą o powstaniu, tylko o tym, czy 1 sierpnia będzie pogoda, czy znów będzie lało.
Gość
Komentarze (142)
Kazdy ma prawo do wlasnej oceny i odczuc i kazdy bedzie miec czesc racji.
W historii tej wojny bylo wiele przykladow na nieprzemyslane dzialania.
To trudne tematy, w ktorych nie ma rozwiazania.
Najwazniejsza jest pamiec o tych,ktorych juz nie ma.Nawet pamiec bezimienna.