2009-08-03, 08:33 | Pieniądze + styl życia
Wyłudzić czy ukraść?
Prawdziwa plaga
Do jednej tylko powiatowej prokuratury w pięćdziesięciotysięcznym mieście, takim jak na przykład Pruszków pod Warszawą, wpływa miesięcznie około trzydziestu wniosków o wszczęcie postępowania przeciwko ludziom, którzy wyłudzili kredyt pokazując w banku fałszywe dokumenty lub kupili sobie telefon komórkowy, posługując się podrobionym dowodem osobistym. Oczywiście rachunki za telefon nie są regulowane, a raty kredytu nie spłacane są w terminie lub co gorsza nie są spłacane w ogóle. Zastanawiająca jest skala tego procederu. Trzydzieści spraw na miesiąc w niedużym mieście!
To oznacza, że codziennie ktoś coś wyłudza od instytucji finansowych w Polsce, ale one na to pozwalają. Przecież pracownicy w banku oglądają dokumenty dołączone do wniosku o kredyt, dokumenty te są analizowane w centrali i mimo to kredyt zostaje przyznany oszustowi. Dlaczego?
Otóż dlatego, że nikt nie bada tych papierów pod kątem autentyczności. Bankowców interesuje jedynie to, czy kwota, jaką kredytobiorca otrzymuje co miesiąc z zakładu pracy wystarcza mu na spłacenie zobowiązań oraz czy jego zawód rokuje dobrze na przyszłość, to znaczy czy będzie on społeczeństwu potrzebny przez czas zawarcia umowy z bankiem. Jeśli te dane zadowalają bank, nie ma przeszkód do udzielenia kredytu.
Działanie tej prostej zasady sprawia, że każdy w miarę rozgarnięty oszust otrzymuje to, czego chce. Nie otrzymuje zaś tego co chce człowiek uczciwy, który zatrudniony jest na innych zasadach niż umowa na czas nieokreślony. Bankowcom nie może się pomieścić w głowach, że można pracować i nie mieć etatu. Człowiek wypełniający wniosek o kredyt, który nieopatrznie przyzna się do tego, że nie jest zatrudniony na stałe, a pewno nie dostanie kredytu, choćby jego zarobki były bardzo duże.
Jest to jedną z wielu przyczyn opisywanego tutaj zjawiska. Niektórzy oszuści to po prostu zdesperowani klienci, którzy chcąc pożyczyć pieniądze musieli uciec się do nieuczciwych chwytów, bo gdyby próbowali wszystko załatwić legalnie, zostaliby przez bank posądzeni o chęć wyłudzenia pieniędzy - paranoja w stanie krystalicznym. Tyle, że ci uczciwi przeważnie swoje zaciągnięte nieuczciwie zobowiązania spłacają. Problemem banków są ci, którzy biorą kredy na fałszywy, zielony jeszcze dowód i przepijają go z kolegami lub kupują zań pięćset płyt z filmami porno. Tacy na pewno nie spłacą swych zobowiązań i trzeba będzie o ich poczynaniach zawiadomić prokuraturę.
Bywają jednak jeszcze gorsi klienci banków, ot choćby tacy…
Napad z ręką w torbie
Wydarzenia te miały miejsce w banku Millennium, znajdującym się w Pruszkowie przy ul. Armii Krajowej. W lutym zeszłego roku pojawił się tam młody mężczyzna. W dłoni dzierżył wiosek o przyznanie mu kredytu. Mężczyzna ten miał konto w tym banku, które było regularnie zasilane jego skromnymi dochodami. Na imię miał ów człowiek Ireneusz, a w kronikach policyjnych zapisał się jako Ireneusz K.
Ireneusz K., składając ów wniosek, nie mógł mieć zbyt dużych nadziei na otrzymanie kredytu. Jego zarobki były zbyt niskie. Tak ocenił je także pracownik banku, który wniosek rozpatrywał. Ireneusz K., wyszedł więc z banku Millennium, nie załatwiwszy sobie kredytu. Mniej więcej godzinę później do tego samego banku wszedł mężczyzna łudząco podobny do Ireneusza K. – ta sama sylwetka, to samo ubranie - tyle że z czarną kominiarką zaciągniętą na twarz. Człowiek ten trzymał prawą rękę w papierowej torbie, którą to torbę z kolei dzierżył w ręce lewej.
- To jest napad, to jest napad – oznajmił podniesionym głosem pracownikom banku, którzy wyjrzeli ciekawie ze swych stanowisk pracy, by zobaczyć któż to tak krzyczy – W torbie mam broń – tu mężczyzna podniósł nieco w górę obydwie ręce, tak by wszyscy dokładnie widzieli torbę i tkwiącą w niej rękę.
- Dawać pieniądze – dodał po chwili mężczyzna łudząco podobny do Ireneusza K., stałego klienta banku Millennium w Pruszkowie.
Pracownicy banku wydali napastnikowi żądaną sumę, czyli 20 tysięcy złotych. Mężczyzna zniknął z pieniędzmi.
Godzinę później Ireneusz K., wraz ze swym kolegą wymienili znaczną część zrabowanej kwoty w kantorze w Grodzisku Mazowieckim - złotówki na euro. Jeszcze później, ale wciąż samego dnia Ireneusz K., wraz z tym samym kolegą pojechali do Warszawy i wymienili pieniądze jeszcze raz, tym razem znów na złotówki.
Prawdopodobnie Ireneusz K. łudził się, że w ten sposób – za pomocą podwójnej wymiany – „wyprał” zrabowane w banku pieniądze.
Policja zastukała do drzwi Ireneusza K. jeszcze tego samego dnia. Zatrzymano go, a sześciu pracowników banku rozpoznało w nim napastnika, który domagał się pieniędzy. Ludzie ci zgodnie twierdzili, że Ireneusz K. założył na twarz kominiarkę, aby trudniej go było rozpoznać.
Wobec funkcjonariuszy Ireneusz K. zachowywał się niestosownie i niekulturalnie, czym pogorszył swoją i tak niewesołą sytuację. Mężczyźnie nie udało się udowodnić, że rzeczywiście w trzymanej przez niego torbie znajdowała się broń.
Kto prócz desperatów
Osobnicy tacy, jak pan Ireneusz nie trafiają się często. Możemy z dużą dozą prawdopodobieństwa stwierdzić, że jest pan Ireneusz człowiekiem uczciwym, któremu pieniądze potrzebne były na jakiś praktyczny, a być może nawet szlachetny cel. Niestety krótkowzroczność bankowców popchnęła go w kierunku przestępstwa. Gdyby Ireneusz K. był prawdziwym przestępcą - zawodowcem, prawdopodobnie nie zostałby ujęty tak łatwo. Fałszywe dokumenty, które posłużyły mu do oszustwa zostały spalone lub wyrzucone, a on sam siedziałby sobie spokojnie w mieszkaniu, nie niepokojony przez nikogo.
Kiedy bankowcy zorientują się, że zostali oszukani, nie zawsze od razu wzywają policję i składają doniesienie do prokuratury. Ujawnienie informacji o tym, że w banku dokonuje się oszustw, nie wpływa dobrze na wiarygodność placówki. Dlatego, w miarę możliwości, banki starają się negocjować z oszustami zwrot kredytu.
Tak było kilka lat temu we Wrocławiu, gdzie bank udzielił pożyczki w wysokości 200 tysięcy złotych na podstawie sfałszowanego aktu notarialnego. Oszust przeliczył się jednak, bo akcie był błąd i pracownicy banku próbowali go zweryfikować kontaktując się z notariuszem, który wystawił dokument. Okazało się, że jest to falsyfikat, a pan rejent nie widział nigdy w życiu ani dokumentu, ani jego właściciela. Pieniądze były wpłacane na konto oszusta w transzach i tuż przed wypłaceniem ostatniej z nich bankowcom udało się wykryć całą sprawę. Powiadomili o tym przestępcę i zażądali zwrotu gotówki, grożąc zawiadomieniem policji. Oszust zgodził się, ale w drodze do banku napadnięto go zrabowano mu całą kwotę. Był to oczywiście kolejny wybieg i pracownicy banku zdecydowali, że nie ma sensu prowadzenie dalszych negocjacji. Powiadomiono policję.
Kary za wyłudzenia nie są małe i wahają się pomiędzy 8 a 12 lat pozbawiania wolności. Właściwie należałoby współczuć bankowcom w całej tej sytuacji, ale kiedy zwykły szary człowiek potrzebuje pieniędzy na zakup zmywarki, pracownicy banków nie mają zwykle dla niego zrozumienia.
Gość
Komentarze (18)
Bardzo proste...pierwsze zdanie wyklucza drugie...jak mozna wydawac pieniadze, ktorych sie nie posiada? Wydam corke(ktorej nie mam) za maz...Tez proste:] A co do bankow, to nie czarujmy sie zyja miedzy innymi z kredytow...z ich oprocentowan i prowizji...im wiecej sprzedanych tym lepiej...przynajmniej w teorii..a to czy klient bedzie splacal czy tez nie to juz bedzie zmartwieniem prokuratury oraz komornika czy frim windykacyjnych... Tylko problem w tym, ze np. zwykla 4 osobowa rodzina...maz pracuje, kobieta nie ma pracy i zajmuje sie domem, 2ka dzieci w wieku szkolnym oczywiscie...przychodzi wrzesien...trzeba kupic podreczniki itp rzeczy...jakies nowe buty(nie oryginaly zadne, zeby nie bylo) i inne rzeczy niezbedne dzieciakom...i okazuje sie, ze chlopina, ktory robi co moze by utrzymac rodzine zarabia tyle, ze na wszystko nie starczy...a zima tuz, tuz i wegiel pasowaloby kupi
Jak ludzie nie mają pieniędzy, niech ich nie wydają. Proste.
Bardzo proste...pierwsze zdanie wyklucza drugie...jak mozna wydawac pieniadze, ktorych sie nie posiada? Wydam corke(ktorej nie mam) za maz...Tez proste:] A co do bankow, to nie czarujmy sie zyja miedzy innymi z kredytow...z ich oprocentowan i prowizji...im wiecej sprzedanych tym lepiej...przynajmniej w teorii..a to czy klient bedzie splacal czy tez nie to juz bedzie zmartwieniem prokuratury oraz komornika czy frim windykacyjnych... Tylko problem w tym, ze np. zwykla 4 osobowa rodzina...maz pracuje, kobieta nie ma pracy i zajmuje sie domem, 2ka dzieci w wieku szkolnym oczywiscie...przychodzi wrzesien...trzeba kupic podreczniki itp rzeczy...jakies nowe buty(nie oryginaly zadne, zeby nie bylo) i inne rzeczy niezbedne dzieciakom...i okazuje sie, ze chlopina, ktory robi co moze by utrzymac rodzine zarabia tyle, ze na wszystko nie starczy...a zima tuz, tuz i wegiel pasowal
Jak ludzie nie mają pieniędzy, niech ich nie wydają. Proste.
Bardzo proste...pierwsze zdanie wyklucza drugie...jak mozna wydawac pieniadze, ktorych sie nie posiada? Wydam corke(ktorej nie mam) za maz... (.....) a zima tuz, tuz i wegiel pasowal
TO NICH ŻONKA RUSZY DUPE DO PRACY A NIE BIADOLI ŻE MĄŻ MAŁO ZARABIA.
ZAŁOŻĘ SIĘ, ŻE TA "BIEDNA" RODZINA MA KASE NA WAKACJE I BOŻE NARODZENIE
NIE MA KASY- NIE WYDAJE, A NIE CHODZE ŻEBRAĆ PO BANKACH
Zgadzam się w zupełności.
Wyluzuj!! System oglupia tych, ktorzy mu na to pozwola! Ty nie pozwolisz sie oglupic, bo jestes inteligentny. Ja tez nie. Wiec nie uszczesliwiajmy innych na sile!! Nie uzdrawiajmy zdrowego organizmu! Wykorzystajmy to, ze nie jestesmy szara masa. Zamiast tracic energie na uszczesliwianie innych na sile ...
Oni, cala ta reszta - jest szczesliwa i zadowolona! My tez badzmy - dlaczego mamy byc nieszczesliwi za nich? Oni nie beda sie martwic naszymi problemami:>:>:>