2009-08-04, 07:48 | Margines
Wróg publiczny made in France
Mesrine tym tylko różnił się od Dillingera, że jego kariera trwała znacznie dłużej, bo aż 20 lat. Poza tym, podobnie jak amerykańskiemu koledze po fachu nie brakowało mu fantazji, gestu i stalowych nerwów. Kilka razy aresztowany, za każdym razem wiał w najbardziej niespodziewanym momencie. Raz wcisnął stróżom prawa bajeczkę o tym, że jest szpiegiem na usługach francuskiego wywiadu; innym razem zwiał z sądu, już po ogłoszeniu wyroku, biorąc sędziego na zakładnika. Jako mistrz kamuflażu, uniknął wielu zasadzek, umykając niezauważony przez agentów sił specjalnych.
Policja w końcu zwątpiła w legalne sposoby i koniec końców zmontowała grupę pościgową, która dorwała Mesrine’a na ulicy i dla pewności wpakowała w niego 50 kul. Rodzina przestępcy do dziś w sądach próbuje udowodnić, że była to egzekucja pod przykrywką prawa, a nie działanie w samoobronie.
Kariera Mesrine’a była tak bogata, że nie dziwi wcale fakt, iż Richet, który był także współscenarzystą zdecydował się na zrobienie aż dwóch filmów. Pierwsza część opiera się w dużej mierze na pamiętnikach gangstera, które ten spisał w czasie odsiadki i przemycił zza krat. Mocno idealizując swoje poczynania, przedstawia siebie jako Robin Hooda i wojownika, który walczy o godność, której pozbawił go francuski system. Choć przyznał się do 39 zabójstw (policja twierdzi, że i tu mocno przesadził), twardo obstawał przy tym, że nigdy nie zabił niewinnego lub nieuzbrojonego człowieka.
Swoją wywrotową działalność prowadził nie tylko we Francji, ale także w Kanadzie, gdzie rabował wspólnie ze swoją narzeczoną (zasłużyli nawet na przydomek nowej Bonnie i Clyde’a), Hiszpanii i Wenezueli, ale to w swoim ojczystym kraju nabroił najbardziej. Od 1972 roku obrobił kilkadziesiąt sklepów z biżuterią i kilkanaście banków. Zaczęły krążyć plotki, jakoby Mesrine współpracował ze skrajnie prawicową organizacją terrorystyczną OAS, która miała mu dostarczać lewe dokumenty. Podobno na ich zlecenie miał przygotować zamach na prezydenta Valery’ego Giscarda d’Estainga. Jednak miarka się przebrała dopiero, gdy w czerwcu 1979 roku porwał milionera Henri Lelievre’a, za którego zgarnął 6 milionów dolarów okupu. Cztery miesiące później policja wytropiła Mesrine’a na przedmieściach Paryża i wykonała wyrok śmierci.
Kto jednak liczy na romantyczny portret wyrzutka społecznego w stylu klasycznych hollywoodzkich sensacyjniaków, niech nawet nie sięga po filmy Richeta. Francuskie thrillery tym się różnią od produkcji z Fabryki Snów, że nie ma w nich miejsca na subtelności. Vincent Cassel odrzucił nawet pierwszą wersję scenariusza, bo uznał, że Mesrine za bardzo przypomina wyidealizowanych bohaterów rodem z amerykańskich filmów. Dlatego scenarzyści zrezygnowali z budowania legendy na rzecz brutalnie szczerej prawdy. Koniec końców wyszło i tak jak w prawdziwym kinie gangsterskim, gdzie najczarniejszym charakterem nie jest przestępca, ale zawsze policjant.
Tytuł: Wróg publiczny numer jeden
Reżyseria: Jean – Francois Richet
Dystrybucja: Monolith Video
Cena: 39,99 zł
Gość