2009-08-08, 08:12 | Po prostu życie
Komitet kolejkowy do załatwienia Obamy
Secret Service traktuje je na tyle poważnie, że podwoił liczbę agentów wokół Obamy. O niektórych pisała już prasa (m.in. o spisku skrajnego prawicowca, który zamierzał obrobić sklep z bronią, załatwić 100 czarnych, a na koniec samego prezydenta), inne są wciąż pilnie strzeżoną tajemnicą. Ochrona polityka obawia się, że ujawnienie szczegółów dot. spisków na życie Obamy tylko zachęci innych do rozwinięcia kreatywności na tym polu. Mimo wszystko dziennikarze nie raz dowiedli, że dość łatwo dostać się z bronią w okolice prezydenta. Wszystko w swojej książce In the President’s Secret Service z detalami opisał Ronald Kessler. I choć momentami przypomina ona scenariusz serialu sensacyjnego 24, to jedno jest pewne: życie najbardziej kontrowersyjnego prezydenta od czasów Richarda Nixona nie jest łatwe.
A będzie pewnie tylko trudniejsze, bo skandale z jego udziałem mnożą się jak króliki na wiosnę. Od miesięcy trwa dreptanie wokół aktu urodzenia Obamy. Jeśli prawdą jest, że polityk urodził się w Kenii, a nie na Hawajach, wybory okażą się nieważne i prezydent będzie musiał ustąpić z urzędu. O ujawnienie prawdy walczy prawnik z Pensylwanii Philip Berg. Stoi na czele ruchu zwanego „Birthers”, który kwestionuje miejsce urodzenia Obamy. Jednak wielu nie traktuje poważnie Berga, człowieka, który zasłynął teorią spiskową na temat zamachów 11 września. To on rozpoczął w mediach kampanię jakoby wszystko było zaplanowane przez administrację Busha juniora. Aż 2/3 Amerykanów uważa wojowniczego prawnika za wariata.
Gorąco było też w kwietniu, gdy tysiące nowojorczyków z przerażeniem zauważyło potężny samolot nad Manhattanem. Większość była pewna, że zaraz zobaczą powtórkę z 11 września. Wkrótce okazało się, że feralny samolot to maszyna prezydenta Air Force One. Obama gęsto się tłumaczył, że nic o locie nie wiedział, na wszelki wypadek zwolnił kilka osób w Białym Domu, ale niesmak pozostał. Szczególnie, że rzecznik prezydenta tłumaczył potem, że chodziło o zrobienie kilku zdjęć z lotu ptaka.
Najnowsza afera ma tym razem wymiar artystyczny. Kilka dni temu na ulicach amerykańskich miast pojawił się tajemniczy plakat, na którym Obama wygląda jak Joker, okrutny bohater Batmanowskiej sagi. Twarz pomalowana na biało i nienaturalnie rozciągnięty krwawy uśmiech szczerzą się ze ścian budynków. Pod spodem nieznany autor dopisał jedno słowo „Socjalista”. Wszystko przez reformę służby zdrowia, którą właśnie próbuje przeprowadzić prezydent. Obraz póki co narobił sporo zamieszania i w kilka godzin stał się najczęściej wyszukiwanym zdjęciem w Google. Policja już szuka autora, bo Secret Service uważa, że cała akcja jest niebezpieczna i może zagrażać życiu prezydenta. Większość traktuje te zapewnienia z powagą. Z wyjątkiem magazynu LA Weekly, który zasłynął z rysunkowego dowcipu zrobionego prezydentowi Bushowi. W 2004 roku gazeta zamieściła na okładce portret W. wystylizowanego na hrabiego Drakulę.
Gość
Komentarze (2)
najbardziej kontrowersyjny od czasów Nixona? Nie trzeba daleko szukać innych, bardziej kontrowersyjnych. Póki co, Obama pod tym względem do pięt nie dorasta W., który sprowokował setki artystów i ludzi zasadniczo milczących na temat polityki, do ostrego krytykowania jego postaci. Plus kontrowersje z Irakiem i Afganistanem, no litości.
Jeśli piszesz o ograniczonych umysłach to pewnie masz na myśli prawicę mentalną, znaczy konserwatystów. Bo jeśli chodzi o ekonomię to właśnie lewica spowalnia rozwój społeczny -> im bardziej socjalistyczna gospodarka tym mniejsza innowacyjność. Prawica jest za totalną wolnością gospodarczą i "nie składaniem" się na nieudaczników i obiboków.