2009-08-14, 07:45 | Margines
Iran łatwy do przełknięcia
Ten krótki fragment, który można znaleźć na winiecie książki A History of Iran Brytyjczyka Michaela Axworthy’ego to niezły teaser. Dałam się namówić i sięgnęłam po 300 - stronicową rozprawę specjalisty od Persji i Iranu, o której recenzenci piszą, że jest jednym z najlepszych studiów wiekowego imperium. Po lekturze okazało się, że to raczej zgrabne vademecum dla początkujących.
Nie mogło być inaczej, bo streszczenie bogatej historii bliskowschodniego giganta na 300 stronach to zadanie iście karkołomne. Na zagłębianie się w szczegóły nie było miejsca. Zwyciężyły więc ogólniki, co, proszę mnie źle nie zrozumieć, nie jest akurat zarzutem. Bo Axworthy wykonał tytaniczną pracę, by zgrabnie przeprowadzić czytelnika przez meandry dworskich intryg, walk o tron, kolejnych kampanii wojskowych, narodzin Islamu, a później jego podziału na sunnizm i szyizm, perskiej poezji i krwawych praktyk niektórych władców. Jak w kalejdoskopie przesuwają się postaci kolejnych szachów, ich ministrów, wrogów i sojuszników. Więcej miejsca Brytyjczyk poświęca tylko swojemu pupilowi Nader Szachowi, o którym zresztą napisał swoją pierwszą książkę Sword of Persia. Cała reszta znika średnio po półtorej strony. Nie szkodzi, bo i tak trudno spamiętać wszystkie imiona, a kto głębiej nie zamierza wchodzić w materię, i tak nie będzie ich potrzebował.
W głowie pozostaje coś znacznie cenniejszego – obraz Iranu jako kraju dumnego, potężnego, który w swych dziejach nie raz doświadczył spektakularnych klęsk i upokorzeń. Czytając fragmenty o Wielkiej Grze, jaką w XIX wieku prowadziły między sobą Rosja i Wielka Brytania (oba kraje walczyły o przejęcie wpływów w imperium perskim) trudno nie skojarzyć jej z polskimi rozbiorami. Choć Iran nigdy formalnie nie został podzielony między europejskie potęgi, to faktycznie miały one wpływ na najważniejsze sprawy państwowe, łącznie z wyborem szacha. Łatwiej dzięki temu zrozumieć obsesyjne manifestowanie niezależności przez Irańczyków na arenie międzynarodowej i niechęć do wtrącania się w sprawy regionu przez Amerykanów i Europejczyków.
Axworthy wielokrotnie podróżował do Iranu w latach 70., później pełnił funkcję szefa irańskiej sekcji w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, dziś jest szefem stosownej katedry na uniwersytecie w Exeter. Można odnieść wrażenie, że naprawdę zrozumiał kraj, który od ponad 30 lat jest jego wielką pasją. Kto naczytał się już o Iranie, książką Axworthy’ego może być trochę rozczarowany. Kto dopiero zaczyna swoją przygodę z Bliskim Wschodem, poczuje się oczarowany. A po lekturze zapragnie natychmiast odwiedzić Teheran i zobaczyć Iran na własne oczy.
Gość