2009-08-18, 10:45 | Margines
Całkiem zabawna zbrodnia
Wersja polska Walkirii wyglądałaby tak. Dzielni żołnierze z Warszawy walczą mężnie z okupantem. Są w mniejszości, ale mimo tego nie poddają się. Na duchu podtrzymują ich piękne, złotowłose żony i gromadki złotowłosych dzieci. Wszyscy dużo się modlą, rozmawiają o patriotyzmie i są zawsze czyści. Jeden z partyzantów w gazecie czyta o próbie zamachu na Hitlera. „Nie udało się. Wiedziałem, że tak będzie” – wzdycha, odkłada gazetę i patrzy na słońce zachodzące nad polem obsypanym złotymi kłosami polskiego zboża. Koniec. Publiczność pochlipuje.
Ale ten Singer to jakiś amator i zrobił to tak. Oto banda dobrych mutantów (Niemcy pod wodzą pułkownika von Stauffenberga) zamierza zrobić porządek z grupą złych mutantów, którzy chcą przejąć władzę nad światem (Hitler i jego kompania). Czasem trudno się połapać, bo wszyscy mutanci mają takie same mundury i działają w tej samej zbrodniczej organizacji. Na szczęście ci lepsi mają brytyjski akcent, a ci gorsi amerykański i niemiecki.
Dobrzy już nie raz próbowali wykończyć wodza, ale ten jako Wcielenie Czystego Zła ma zawsze piekielny fart i 50 poprzednich zamachów pali na panewce. Jednak szeregi bohaterów zasili wkrótce nowy strateg – pułkownik von Stauffenberg, który choć nie ma dłoni oraz oka, dysponuje super mocami: rozumem, determinacją oraz talentami organizacyjnymi. Gra go Tom Cruise, o którym recenzenci pisali, że nawet sztuczne oko pułkownika ma więcej ikry niż on, ale to gruba przesada.
Cruise nie dorównuje, oczywiście, możliwościom Bogusława Lindy, ale jest doprawdy niezły jako kowboj na usługach Trzeciej Rzeszy. W bandzie Stauffenberga brylują także szekspirowsko rozdarty i refleksyjny generał Henning von Tresckow (Kenneth Branagh), znerwicowany generał Friedrich Olbricht (Bill Nighy), pełen dobrych chęci generał Erich Fellgiebel (Eddie Izzard) oraz dwulicowy generał Friedrich Fromm (Tom Wilkinson). Plan rozwalenia złych jest dość prosty: trzeba wysadzić Wcielenie Czystego Zła w powietrze, wprowadzić stan wyjątkowy i przejąć kontrolę nad oddziałami powołanymi do reagowania podczas stanu wyjątkowego (plan operacji został zresztą własnoręcznie podpisany przez Hitlera), a potem dogadać się z aliantami, o których nie wiadomo, czy są dobrzy, czy źli. Niestety, nic nie idzie zgodnie z zamierzeniami ani z kanonem hollywoodzkich filmów o super bohaterach. Zły nie ginie, bo osłania go stół, Dobry okazuje się dość mało rozgarnięty i kończy przed plutonem egzekucyjnym. Nikt nie płacze, bo wszyscy w sumie dobrze się bawili. Straszne i nie zasługuje nawet na nominację do Złotej Kaczki.
Ku rozpaczy polskiego recenzenta, film Singera jest obrzydliwie dobry w swojej kategorii. Dynamiczny, wciągający, kunsztownie sfilmowany i dopracowany. Pierwszoligowi brytyjscy aktorzy bawią się swoimi rolami i aż serce rośnie, gdy patrzy się na popisy Wilkinsona, Billa Nighy i Eddiego Izzarda (na co dzień komika w damskich ciuszkach). Można tylko ubolewać, że nie gra tam ani Cezary Pazura, ani Marcin Dorociński, który przecież gra wszędzie. No i nie ma nic o Polsce. Dlatego można się na Walkirii świetnie bawić. Ale po kryjomu.
Tytuł: Walkiria
Reżyseria: Bryan Singer
Występują: Tom Cruise, Bill Nighy, Tom Wilkinson
Dystrybucja: Imperial CinePix
Cena: 55,99 zł
Gość
Komentarze (3)
oby takich więcej
Naprawde podsmiechiwales sie na filmie ?
Czy to samo mowisz wsrod swoich znajomych ?
Czy DK ogladajac film Odwroceni siedzial i obgryzal paznokcie myslac ze liznal zycia i stylu bycia mafii ?
Proszeee... takie recenzje sa dobre w kolkach przeciwnikow super produkcji badz milosnikow kina niezaleznego..
Fakty ktore sa w filmie, sa rzekomo prawdziwe, wiec ogladajac film czlowieku wyobraz sobie jakby to moglo wygladac 70 lat temu a nie siedzisz z noga na nodze oczami przewracajac i pewnie zonie komentujac jacy to amerykanie sa nieudolni w produkcjach szuderczo pomrukując...
bo tak Ciebie widze.
Dobra recenzja jest wycisnietym sokiem a nie polewą.
pozdrawiam