2009-08-19, 07:45 | Margines
Uwierz w ducha
Burton jest kimś w rodzaju Jacka Bauera, bohatera telewizyjnej sagi 24. W latach 80. mundur policjanta z Maryland zamienił na garnitur i przepustkę do biura Służb Specjalnych obsługujących amerykańskie ambasady i konsulaty za granicą. Został pracownikiem niewielkiej komórki, która zajmowała się zwalczaniem terroryzmu. Nim Burton opublikował swoje wspomnienia, mało kto w ogóle wiedział, że coś takiego istniało. W organizacji wraz z Fredem pracowało wówczas jeszcze dwóch agentów. Biorąc pod uwagę sympatię, jaką Ameryka wzbudza choćby na Bliskim Wschodzie, można sobie wyobrazić, ile roboty miał agent Burton.
Emerytowany spec służb specjalnych z detalami, na jakie pozwala klauzula tajności, opisuje akcja po akcji swoje działania m.in. w Libanie, Iraku, Pakistanie i Iranie. Brał udział w uwolnieniu amerykańskich zakładników w Bejrucie oraz starciach z Hezbollahem. Był jednym z członków międzynarodowej grupy śledczej, która badała zabójstwo premiera Izraela, Icchaka Rabina.
To, co naprawdę fascynuje w książce Burtona, to odkrywanie tajników pracy agenta. Mozolne wyszukiwanie słabych punktów, tkanie sieci informatorów, drobiazgowe odsiewanie informacji oraz radzenie sobie z potwornym stresem. Najmniejszy błąd agenta może kosztować go życie i doprowadzić do zaognienia sytuacji międzynarodowej. Największym wrogiem jest rutyna. Najbardziej zaufanym przyjacielem staje się Smith & Wesson, kaliber 38. Dziki Zachód nie umarł, drodzy czytelnicy.
„Moja kariera w latach 80. i 90. daje przedsmak tego, co obserwujemy dziś, chaosu, który powstał na gruzach zimnej wojny i przerodził się w otwarte starcie wojującego Chrześcijaństwa z radykalnym Islamem” pisze Burton. Recenzenci porównują jego spowiedź do najlepszych dzieł Johna le Carre’a i Alistaira MacLeana. Z wyjątkiem tego, że Ghost: Confessions of a Counterterrosism Agent jest o niebo lepsze, bo w 100 procentach prawdziwe.
Gość