11 komentarzy | dodaj komentarz ›

2009-08-21, 08:25 | Pieniądze + styl życia

Kulturalny szwindel

Polska  domy kultury  społeczeństwo 

Polska, domy kultury, społeczeństwo, zdjęcie, fotografia
sxc.hu
W Polsce działają tysiące domów kultury. Ośrodki te są w miastach, na osiedlach i w wioskach. Oferta, którą proponują jest zróżnicowana, od interesujących i nowoczesnych projektów do kompletnej nędzy. Wiele ośrodków kulturalnych to inicjatywy prywatne, które poszukują jakiegoś targetu po to, by wyciągnąć z Unii trochę środków na działalność.

Szczyt szczytów

- Odwiedziłem kiedyś taki ośrodek pod Warszawą, to była niewielka wioska, gdzie kilku zapaleńców próbowało wydobyć z „dna nędzy” grupkę dzieciaków miejscowej patologii
- opowiada Rafał, dziennikarz. – To, co robili ci ludzie, zasługiwało na szacunek i oklaski. Organizowali dzieciom wolny czas, uczyli te dzieciaki rysunków, pokazywali im różne ciekawe filmy. Okazało się także, że muszą zrealizować jakiś program finansowany przez Unię, na który to program gmina ich finansująca dostała pieniądze. Niestety oni sami nie mogli tego programu realizować, potrzebny był specjalista. Myślałem, że chodzi o jakąś osobę z kwalifikacjami, tymczasem do tych biednych dzieciaków przyjechała jakaś pani z Monaru, z brudem za paznokciami pamiętającym pewnie budowę pierwszych ośrodków dla narkomanów i dwa razy w tygodniu po pół godziny chrzaniła o tym, że we Włoszech jadają pizzę, a we Francji żaby. Dzieci miały to powtarzać i zapamiętywać. Wiedza zdobyta na tym pożal się Boże kursie miała im ułatwić później życie w zjednoczonej Europie. Dzieciaki powtarzały, a kobiecinka z Monaru inkasowała pieniążki i jechała do następnego ośrodka, opowiadać innym dzieciakom makaronie i ślimakach.

Wydawać by się mogło, że czasy „ukulturniania” młodzieży minęły wraz z socjalizmem (tym realnym i tym nierealnym), że już nikt nie będzie kładł dzieciom do głowy, jak mają się zachowywać by wyrosnąć na dobrych obywateli. Wydawać by się mogło, że czasy kulturalnych politruków, którzy niczego nie uczą a kasę trzepią, minęły również. Niestety nie, trwają one nadal. Zmienił się tylko charakter działań, dziś kultura nie jest państwowotwórcza, jest albo unijna, albo środowiskowa, lansuje postawy i rozdziela role w lokalnych społecznościach. Ma także ambicje: chce wychować elity.

- W moim mieście są dwa domy kultury – mówi Jacek. – W jednym pracuje pan Grzegorz, który jest zawodowym muzykiem, ukończył konserwatorium, gra na kilku instrumentach. Kiedyś wpadł na pomysł, by założyć chór dziecięcy, wszyscy patrzyli na niego jak na wariata, a on chodził po szkołach i szukał dzieci, które mogłyby śpiewać. Zaczynał skromnie od kilku osób, po dwóch czy trzech latach chór rozrósł się i zaczął zdobywać nagrody. Pan Grzegorz powinien więc otrzymać jakąś pomoc władz, jakieś dotacje, ale dostał tylko salę do prób. Załatwia swojemu chórowi sponsorów, którzy finansują wyjazdy na konkursy i koncerty. Wszyscy nadal patrzą na niego jak na wariata. Popierają go jedynie rodzice tych dzieci, które dzięki niemu mają jakieś sensowne zajęcie po lekcjach i nie włóczą się po ulicach.

W drugim domu kultury pracuje Jareczek, jest to osobnik dobiegający pięćdziesiątki, łysiejący od czoła, z długimi piórami ciągnącymi się za nim prawie po ziemi. Zawsze chodzi z gitarą, zakłada przynajmniej dwa zespoły muzyczne w ciągu roku, na każdy dostaje kasę od władz miasta, jest bowiem przyjacielem kogoś tam, z kim robił „rewolucję lat 60-tych”. Zespoły te rozpadają się po kilku tygodniach, ale on zakłada wtedy nowe. Zajęcia, które prowadzi, to permanentna próba muzyczna, w której bierze udział grupka osób nie umiejących grać na niczym. Za zajęcia Jareczka trzeba płacić. Chodzi tam sporo osób, no bo wiadomo: stary dobry rock, klimaty i temu podobne duperele. Nie wiem, jak to się dzieje, że nieudacznik, który nawet nie nauczył się grać na gitarze, może działać na niwie kultury, ale widocznie może. Ostatnio Jareczek wyczuł nowy trend i zorganizował festiwal piosenki katolickiej. Co to była za żenada! Nie przyjechał żaden sensowny zespół, wystąpili jacyś wszarze w porwanych ciuchach, którzy wydzierali się przy akompaniamencie perkusji i gitary, wrzeszcząc, że Jezus ich kocha. Polemizowałbym z tymi twierdzeniami.


Błąd w kulturze

- Wydaje mi się, że w niektórych przypadkach mamy tu do czynienia z wypaczeniem pozytywistycznego mitu o służebnej roli inteligencji wobec tak zwanego ludu – mówi Paweł, socjolog. – Schemat stworzony przez XIX - wieczną literaturę jest zakorzeniony w naszych umysłach, traktujemy go raczej poważnie i nie zastanawiamy się nad tym, czy on ma sens, czy nie. On oczywiście ma sens, jeśli ludzie mający coś do przekazania młodszym od siebie robią to i są wynagradzani przez władze lub przez jakieś organizacje.

Kiedy jednak mamy do czynienia z sytuacjami, gdy działacz kulturalny organizuje warsztaty fotograficzne, bo akurat jest taki program w Ministerstwie Kultury i są na to pieniądze, a on co prawda nie ma pojęcia o fotografowaniu, ale bardzo chce coś robić,  a najbardziej „pomagać”, no to taka sytuacja jest moim zdaniem patologiczna. Widziałem kiedyś wystawę fotografii jakichś biednych dzieci z przedmieść, wisiała na dworcu, zdjęcia były nanizane na sznurek i podwieszone pod sufitem, chyba ze 4 metry ponad ziemią. Nic nie można było zobaczyć, ale był program i ktoś z niego skorzystał. Nie wiem tylko, czy dzieci były do końca zadowolone.

Rodzice szukający oferty kulturalnej dla swoich dzieci coraz rzadziej korzystają z programów dostępnych w domach kultury. Wolą zapisać dziecko na drogie zajęcia muzyczne, na porządnie prowadzony język lub sport typu karate.

Domy kultury próbują szukać jakiegoś sposobu na przyciągnięcie ludzi, jednym się to udaje innym nie. Bywa i tak, że placówki kulturalne służą lokalnej polityce; organizowane są tam spotkania mieszkańców z władzami, jakieś mityngi przedwyborcze i święta branżowe typu „dzień nauczyciela”. Kierownicy tych placówek bardzo chcieliby trafić ze swoją ofertą w gusta ludzi młodych, stąd tak wiele nieudanych prób odgadnięcia, o co tak naprawdę młodzieży chodzi. Stąd także biorą się kursy na didżeja prowadzone przez jakichś popaprańców i kursy dziennikarstwa dla gimnazjalistów nie potrafiących poprawnie napisać zdania po polsku.

Należałoby się zastanowić czy zjawisko nazywane „domem kultury” ma jeszcze w ogóle rację bytu, czy jest jeszcze do czegoś potrzebne. Odpowiedź nie wydaje się skomplikowana i szczególnie trudna: jeśli działają w nim ludzie, tacy jak pan Grzegorz to tak, takie placówki powinny istnieć, jeśli zaś pracuje tam gromadka niewydarzonych rockmanów ze skłonnościami do uzależnień lub gang politykierów wynajmujących salę na wesela i urodziny to nie, w takich wypadkach domy kultury należy jak najszybciej zamknąć.

TM

Komentarze (11)

  • Domy kultury utrzymywane z kasy państwowej to tylko marnowanie pieniędzy podatników (istnieją jednak domy kultury utrzymywane z prywatnych funduszy). Nic dziwnego, że np. policja nie ma pieniędzy na sprzęt, jeżeli zakupiono już za nie kredki i tamburynka dla dzieci. Nie tędy droga. Rolą państwa jest ochrona własności prywatnej (czyli życia i mienia) i gdyby w dzisiejszych czasach ograniczało się ono tylko do tego, bylibyśmy znacznie bogatsi (redystrybucja dochodu "od mających do nie mających" ZAWSZE prowadzi w ostateczności do zahamowania akumulacji kapitału per capita, ergo zahamowania wzrostu ogólnego standardu życia).
    anty 13:19 (21.08.2009)
  • U nas Dom Kultury prowadzi.... inż. rolnik! No i oczywiście robi wszystko, żeby jak najbardziej przypodobać się burmistrzowi i ... księdzu!. Głównie organizuje mu wszystkie imprezy typu: dzień nauczyciela, dożynki i imprezy kościelne. Kurs fotografii dla młodzieży, owszem był, w ramach projektu unijnego. Kilka spotkań z grafikiem i kilka zdjęć na pokaz (w razie kontroli). Temat odfajkowany, kasa wzięta, i koniec. Spodziewałem się, że po tym (dzieci były zainteresowane), że chociaż kółko fotograficzne powstanie, że te dzieciaki będą mogły się uczyć obróbki zdjęć w fotoshopie, ale skąd! Robi się coś innego, nowego, za co można zgarnąć następną kasę z Unii.
    AMADEUSZ 13:22 (21.08.2009)
  • W mojej miejscowości również działa "Dom Kultury". Ten cudzysłów nieprzypadkowo. Nie ma żadnych zajęć dla dzieciaków, "Panią Dyrektor" bardzo rzadko można tu spotkać, a nawet jeżeli jest, to nie ma czasu na wysłuchiwanie ludzkich potrzeb, bo jest do wyższych celów stworzona. Jedyne, co się tu dzieje, to koncerty zaprzyjaźnionych z P. Dyrektor, ewentualnie promocja Jej "wierszy". Ponieważ jednak ma "szerokie plecy" leciutko sobie trwoni nasze pieniądze i żąda kolejnych podwyżek, bo to nieopłacalne, nic nie robić za 2 czy 3 tysiące:::((((
    Ati 15:21 (21.08.2009)
  • Kłodzko- rodzina Półtoranos - od kilkudziesieciu lat- Marian dyrektor artystyczny Ośrodka Kultury, Joanna- żona-dyrektor tegoż ośrodka kultury.

    Jeśli cos organizują to tylko pod politykę i włodarzy. Totalny przerost formy nad treścią- "artyści" . NIC DLA LUDZI NIC DLA DZIECI. TYLKO KASA I STOŁECZKI. ABY SIĘ ŻYŁO LEPIEJ.
    kłodczanka 16:35 (21.08.2009)
  • Nawet w małych gminach powstały "Domy Kultury".Nie po to aby dać coś ludziom albo chronić folklor ale głównie promować władze gminne na różnych "akademiach" i "uroczystościach".Zatrudn iają po kilku pracowników i kosztują 0.5-1mln.rocznie.Wójtowie tych samych gmin skarżą się że nie mają pieniędzy na drogi,wodociągi lub nie stać gminy na utrzymanie przedszkola dla wiejskich dzieci, no ale kultura MUSI BYĆ.
    Niekulturalny 09:14 (22.08.2009)
  • A w szczecinie jest klub 13 MUZ i tam platforma obywatelska osadziła swoich członków. Ten nowy dyrektor z platformy usunął z pracy wszystkich starych pracowników a jednego wyrzucił dyscyplinarnie, łamiąc kodeks pracy. Ale nic się nie przejął bo ma ochronę partjnych bosów. I teraz w klubie jest platformiany syf. Gminne pieniądze idą na finansowanie partyjnych imprez . Głośno choć ze wstydem mówi się o tym że to wiceprezydent Szczecina osadził tam swojego kochanka. I tak to platformiane pedalstwo zalęgło się w klubie i siedzi a całe miasto musi za to płacić.
    W Szczecinie dom kultury służy do utrzymywania platformianych pederastów na etatach.
    konst_anty 10:14 (22.08.2009)
  • Domy Kultury to placówki działajace starym systemem uzależnione są od miejscowych władz i temu podobnych pseudowizjonerów Nie pracuje się metodą projektów ciekawych dla młodzieży Robi się zajęcia a potem nabór młodzieży ,powiela się tematykę zajęć latami Jest duż konkurencja w zakresie języków obcych - nauki ,komputery na zajęcia dzieciaki nie przychodzą ,Alternatywą jest sport nowoczesne bazy rekreacyjne dostępne dla wszystkich ,,oraz tak jak w Niemczech Jugendhausy,
    gość 13:44 (22.08.2009)
  • Domy Kultury to placówki działajace starym systemem uzależnione są od miejscowych władz i temu podobnych pseudowizjonerów Nie pracuje się metodą projektów ciekawych dla młodzieży Robi się zajęcia a potem nabór młodzieży ,powiela się tematykę zajęć latami Jest duż konkurencja w zakresie języków obcych - nauki ,komputery na zajęcia dzieciaki nie przychodzą ,Alternatywą jest sport nowoczesne bazy rekreacyjne dostępne dla wszystkich ,,oraz tak jak w Niemczech Jugendhausy,
    gość 13:44 (22.08.2009)
  • jeżeli już piszesz to najpierw sprawdż-dowiedz się co tak naprawdę robią ci wstrętni dyrektorzy DK.np. jestem z kłodzka,wiem co się dzieje w koku.a półtoranosowie to para świetny reżyserów ,którzy wychodowali 27 aktorów właśnie w kłódzku.wymyślili i zrobili setki imprez właśnie dla dzieci i jak piszesz dla ludzi.wiem bo notorycznie chodziłam najpierw do ceku,którym kierował m.półtoranos,potem już do koku nie chodziłam bo studia.tyko,że ja odwiedzam kok i wiem,ż w zespołach koku jest ponad 500 osób wtym prawie 300 dzieci,a imprez na różnych poziomach ponad 200 w roku.brokuje może koncertów dla nastolatów bo sala widowiskowa grozi zawaleniem.o ółtoranosach więcej w google więc poczytaj,a potem pisz takie głupoty jak wszystkie małolaty na pozostałych stronach.byle dowalić.bez znawstwa problemu.kliknij na archiwum koku gdzie poprostu się dowiesz co-gdzie-kiedy.ja klikam bo jestem w tym achiwum.heja!
    lowa 14:30 (29.09.2009)
  • Autor: kłodczanka

    Kłodzko- rodzina Półtoranos - od kilkudziesieciu lat- Marian dyrektor artystyczny Ośrodka Kultury, Joanna- żona-dyrektor tegoż ośrodka kultury.Jeśli cos organizują to tylko pod politykę i włodarzy. Totalny przerost formy nad treścią- "artyści" . NIC DLA LUDZI NIC DLA DZIECI. TYLKO KASA I STOŁECZKI. ABY SIĘ ŻYŁO LEPIEJ.

    Taaak! 21:52 (21.10.2009)
1-10 z 11

Na żywo

  • nie wiem mnie to nie szokuje

    Gość 22:20 (15.02.2011)

    Trumny i modelki

  • Właśnie... ubranie przeznaczone dla studenta, którego nie może kupić :D hahaha

    Gość 15:46 (15.02.2011)

    Ubiór dla studenta

  • co za bzdurny tekst!!! autor chyba nie doczytał czym jest aseksualność!!!!!

    Gość 00:31 (13.02.2011)

    Może właśnie ty jesteś aseksualny?

  • Autor: 1410

    Autor:Autor: Pilot

    Za złomowe F-16 mogliśmy wyposażyć nasze wojsko w MiGi.Jeżeli kaczory czują wstręt do Rosji,to można było zamówić samoloty w Szwecji lub we Francji,ale u Europejskiego producenta.Chodzi o możliwość remontów w pobliskich bazach..F-16 bez bazy remontowej, pójdą szybko na zlom.Dla PiS-u nawet gówno amerykańskie uchodzi za złoto.


    Tyle tylko, że wszystkie wymienione przez ciebie konstrukcje mają wady:
    - Gripen jest samolotem stosunkowo młodym i niedopracowanym (vide samoistne katapultowanie pilota podczas ostrego manewru)
    - Rafale, ta konstrukcja jest używana jedynie przez Francję. Dlatego też uzbrojenie jakie przenosi, nie poraża (chodzi tu o wymienność rodzajów broni-np. amerykanskich pocisków sidewinder lub amraam)

    Gość 23:33 (12.02.2011)

    MIG-29, najlepszy samolot Układu Warszawskiego

  • Autor: matewek


    hahahah odwarzny sie znalazl, jesli masz 100lat to ok zwracam honor. ale jesli masz od 10-30lat nie pisz ze jestges taki NIEUSTRASZONY bo sie zdziwisz


    Nie piszę, że jestem nieustraszony. Po prostu horrory nie wywierają na mnie zamierzonego przez ich twórców wrażenia. Nawet podczas oglądania horroru, który jest powszechnie uznawany przez fanów za film najwyższej klasy nie czuję napięcia, rosnącej dramaturgii, ani nie wczuwam się w pieczołowicie budowany nastrój. Zamiast tego znajduję wiele niedoróbek, albo kuriozalnych (w założeniu twórców pewnie nieziemsko strasznych) scen, które mnie po prostu bawią do łez. W sumie to może nawet trochę żałuję bo (jak twierdzą moi znajomi - fani horrorów) omija mnie niezła rozrywka i kawałek dobrego kina, ale cóż wychodzi na to że ten gatunek sztuki po prostu nie jest dla mnie.

    Polecam Ci Hostel. Ale... Wiadom 22:27 (11.02.2011)

    Najlepsze horrory według mistrza Scorsese

  • Autor: .

    ...Co w tym przyjemnego?


    Orgazm jest przyjemny. Albo coś z Tobą nie tak.

    Gość 11:30 (10.02.2011)

    Seks dla świętego spokoju

  • Autor: Gość

    Autor:Autor: Malina

    dziewczyna aka "Aśka" w tym artyule powinna dostac w glupi leb,bo rzeczy ktore wygaduje w tym reportazu to jakies wierutne bzdury.W zyciu na zywo nie miala okazji ogladac tych jakze pieknych stworzen,a rzuca pod ich adresem same oszczerstwa.Logicznym jest tez ze ptasznik nie wyjdzie z toalety tylko po to zeby ugryzc taka panne w zakłaczona dupe...wiadomo ze ptaszniki nie lubia nadmiaru wody,sa tez za czyste zeby lazic po zasranych gnojem rurach....Ludzie ktorzy maja nieuzasadniony lek wobec pajakow (a juz tym bardziej jesli nie mieli z nimi stycznosci) sa posmiewiskiem...



    malina to ty jestes posmiewiskiem i nienormalnym czlowiekiem, bo tylko taki moze pozytywnie wyrazac sie na temat hodowli pajakow - ptasznikow w domu. Jak pewnie wiesz - jak powinnas wiedziec - nie sa to bynajmniej domowe stworzenia i uzasadniony jest lek przed nimi. Zycze by to wlasnie ciebie taki jadowity ptasznik ugryzl w

    Anonymous 14:44 (09.02.2011)

    Po co ludzie hodują gady i pająki?

  • Jadowite węże? Przecież w Polsce nie można hodować jadowitych!!! Ten fakt tylko kity wciska, żeby ludzie mieli co czytać.

    Anonymous 14:42 (09.02.2011)

    Po co ludzie hodują gady i pająki?

  • Autor: anonim

    Duzo by o tym pisac...
    Mam 50 lat i wciaz lecze traumy powstale w dziecinstwie. Szkola, kolonie, rowiesnicy, dom rodzinny, molestowanie.
    Wtedy nie bylo psychologow itp w szkolach, nauczyciele z lapanki nieduoczeni z brakami dydaktycznymi wybierali sobie taka ofiare i dawali klasie jak na talerzu. Zwykle byla to osoba o ktora nikt sie nie upomnial, ktorej nikt nie obronil.

    zdziwisz się ale ale nadal nie ma żadnej pomocy i nauczyciele się nie zmienili, kur*** myślałem, że tylko ja mam takie przeżycia ale skoro jest o tym cały artykuł i większość rzeczy się zgadza... sam nie wiem czy się cieszyć, że nie jestem sam czy smucić, że nie jestem jakiś oryginalny... chociaż w sumie to nie powód do dumy ale wydaje mi się, że moje dzieciństwo to było piekło... ale chciałbym się uporać ze swoimi traumami przynajmniej tymi z dzieciństwa... a teraz jestem w liceum nie daje sobie rady wszystko się nawarstwia problemy

    Gość 23:18 (05.02.2011)

    Traumy z dzieciństwa

  • Wyglada to nieapetycznie. Takie akcje mozna promowac w inny, mniej razace oczy, sposob.

    ona 11:30 (05.02.2011)

    Towarzystwo Ochrony Zwierząt

Wcześniejsze komentarze