2009-10-25, 07:12 | Po prostu życie
O jedzeniu świństw
Odpowiedź jest prosta – to, co znajdą. Jeśli zaś jedzą to, co znajdą to znaczy, że muszą się na tym znać, bo gdyby pożarli coś nieznanego w tropikach czy nawet gdzieś w Maroku, to mogliby od tego zwyczajnie umrzeć. Najłatwiej jest jeść zieleninę, bo ta nie ucieka, nie strzyka w naszym kierunku jadem ani nie pokazuje zębów. W naszym klimacie lub nieco zbliżonym najłatwiej jest najeść się pokrzywy, tylko trzeba ją wcześniej sparzyć wrzątkiem, bo człowiek może się poparzyć roślinką. Tylko jak sparzyć, skoro nie ma wrzątku? Ha! Toż przecież mamy do czynienia z mistrzami przetrwania, jakoś sobie na pewno poradzą. Jeśli nie ma akurat pokrzyw w okolicy, można nazrywać liści lipy, bo to akurat na pewno nie jest trujące. Lepiej nie zjadać liści dębowych, bo zawierają garbniki i tak nam wygarbują żołądek, ze zapamiętamy to do końca życia.
Są tacy fachowcy, którzy pożerają całe pęczki dżdżownic, przeważnie jednak rekrutują się oni spośród byłych żołnierzy wojsk powietrzno - desantowych, gdzie przechodzili zajęcia z tak zwanego bytowania. Tam właśnie kazano im pochłaniać dżdżownice. Inni z kolei zjadają ślimaki. To łatwe, bo ślimak nie ucieka, a nawet jeśli to robi to jego panika i przerażenie nie są dla nas widoczne – to przecież ślimak. Można go wziąć w rękę, wytargać ze skorupy i pożreć. Nic nadzwyczajnego. Jak ktoś nie lubi ślimaków, może jeść żaby, których w lesie jest zwykle pod dostatkiem. Z żabą jednak jest taki kłopot, że ona patrzy. No i jak tu wchłonąć płaza, który świdruje człowieka oczami? Jak ktoś ma cierpliwość i znajdzie jakieś śródleśne bajorko, może nałapać tam ryb. Ryby jednak słabo smakują na surowo i bez soli, a soli to my na pewno w tym lesie nie znajdziemy.
Jeśli komuś wydaje się, że w lesie upoluje jakieś zwierzę, to znaczy, że powinien się leczyć, a nie chodzić samotne wycieczki. Zwierzęta biegają, w dodatku dosyć szybko. A taki na przykład zając to gna jak szalony i nawet trudno nadążyć za nim wzrokiem, nie mówiąc już o chwytaniu go. Nie ma więc co liczyć samotny wędrowiec na świeże mięso, chyba że znajdzie jakąś padlinę. Nie warto jednak ryzykować jedzenia padliny, chyba że ktoś jest już na granicy śmierci głodowej, ale do tego żaden survivalowiec raczej się nie doprowadzi.
Są na tym świecie rzeczy, od których normalny człowiek blednie i sinieje na przemian, a na survivalowcach nie robią one żadnego wrażenia. Niektórzy z nich potrafią, na przykład, zjadać larwy żerujące pod korą powalonych drzew. Tak, tak, chodzi o te wielkie, tłuste robaki. Ale - niech sobie jedzą. Normalny człowiek w tym czasie wrzuci jakąś bułkę z grzybami albo kebaba.
Gość
Komentarze (19)