2010-02-02, 00:00 | Po prostu życie
Pattaya, miasto rozpusty
Każda wielka korporacja pozwala co jakiś czas swoim pracownikom na pewien luz i organizuje im wypoczynek w egzotycznych miejscach, gdzie świeci słońce, gdzie ciepłe morze obmywa piaszczyste brzegi, a nad plażą latają paralotnie. W Pattayi także jest coś podobnego i tam właśnie pełno jest pracowników wielkich korporacji z Ameryki, Europy i Azji, chociaż ci ostatni woleliby chyba polecieć gdzieś do Europy, dajmy na to na Ibizę.
Wszyscy ci ludzie złaknieni są odpoczynku. Myliłby się jednak ten, kto przypuszczałby, że leżą oni tam na plaży i wygrzewają swoje blade ciała w promieniach słońca. O nie! Zmęczeni i przeciążeni pracą menedżerowie nie marnują czasu w bezruchu. Oni spacerują po mieście, a im bliżej wieczoru, tym więcej nieopalonych, piegowatych, bladych, europejsko - amerykańskich twarzy widać na ulicach. Powód jest jeden – seks.
Pattaya wprost ocieka seksem. Erotyka jest tu widoczna prawie wszędzie, można odnieść wrażenie, że nie ma tu na ulicach normalnych dziewcząt, takich, które chodzą do szkoły lub na uczelnią, nie ma młodych pracujących kobiet. Pełno jest za to dziewczyn, które każdym gestem, krokiem lub słowem starają się wzbudzić zainteresowanie mężczyzn. To prawdziwe targowisko rozpusty. Tajlandia jest krajem żyjącym z turystyki, a turystyka i dochody z niej płynące to – nie oszukujmy się – także prostytucja. Gdyby biedne państwa chciały liczyć wyłącznie na gotówkę, która spłynie do ich budżetu z biletów sprzedawanych w buddyjskich świątyniach, musiałyby ogłosić bankructwo. To seks napędza gospodarkę i trzyma na powierzchni branżę turystyczną w południowo - wschodniej Azji. To seks daje utrzymanie tysiącom biednych rodzin, które przywożą swoje córki do miast takich, jak Pattaya, by tutaj poznały one bogatego i wpływowego przyjaciela z Zachodu, który zapłaci im za wspólnie spędzane noce.
Z naszego, europejskiego punktu widzenia, jest to skrajnie niemoralne i, można by rzec, zwierzęce zachowanie. No i co z tego – zapyta ktoś – przecież tym ludziom nikt nie narzuca takiego stylu życia. Mogą przecież pozostać w swoich wioskach i uprawiać ryż brodząc w ciepłym błocie od rana do wieczora. Mogą, ale nie chcą. O wiele wygodniej jest sprzedać nieletnią córkę do luksusowego burdelu. Tam zajmą się nią inne, sprzedane wcześniej dziewczyny, tam zarobi na życie swoje i rodziny. I nikt już nie będzie zmuszany do łażenia bez sensu po ryżowych polach. Dziewczęta odstrzelone jak prawdziwe damy będą zaś paradować po ulicach i szukać klientów, lub potańczą trochę wieczorem przy rurze, w jednym z setek klubów go-go. Zarobki są spore.
Seks biznes w Pattayi jest oczywiście kontrolowany. Nie może być przecież tak, że jakaś rodzina wieśniaków zarabia po prostu na swoim dziecku i nie odprowadza odeń żadnego podatku. Podatek pobiera państwo, z którym rozliczają się nocne lokale. Podatek pobierają lokalni przestępcy, którzy także muszą z czegoś żyć, a nie posiadają oni przecież pól ryżowych, które mogliby uprawiać. Mimo sporych obciążeń gotówka ciągle jest duża i dlatego nikt nie ma oporów przed wysyłaniem dzieci do burdeli. Naiwni klienci z Zachodu myślą czasem, że można w Pattayi przyjść do lokalu, pogawędzić z dziewczyną i iść z nią do hotelu, nie uiściwszy wcześniej opłaty w barze za wyżej wymienione atrakcje. Większości wystarczy upomnienie ze strony barmana, ale są także tacy, którzy uważają, że laska poleciała na nich, ponieważ oszołomiła ją ich uroda, a nie portfel. Wierzą jednym słowem w to, że Pattaya jest normalnym miastem, gdzie można poderwać niewinną dziewczynę. Takim trzeba tłumaczyć dłużej, a jeśli nie słuchają mimo tłumaczeń i wszczynają awanturę, trzeba zawołać bramkarzy, którzy sobie tylko znanymi sposobami przywołają szanownego gościa do porządku.
Przybywając do Pattayi pamiętajmy więc o tym, by szanować miejscowe zwyczaje i nie łudźmy się, że ślicznotka podchodząca do nas w barze ma na myśli coś innego niż tylko nasze pieniądze. Gdy będziemy przestrzegać zasad, nic złego nie powinno nas w tym mieście spotkać. No chyba, że któraś ze ślicznotek „sprzeda nam” jakąś chorobę. Dajmy na to HIV. Nie jest bowiem oczywiste, w jaki sposób to gniazdo rozpusty i bezprawia radzi sobie z takimi problemami, najpewniej w ogóle sobie nie radzi i ludzie, którzy tu przybywają, żeby się nieco rozerwać, podejmują dość spore ryzyko.
Załóżmy, że wielkie firmy zapewniają swoim pracownikom towarzystwo dziewczyn przebadanych, czystych i sterylnych. Tylko kto to sprawdza i jak upilnować ludzi, którzy dostarczają te laski na party? Jak sprawdzić, czy jakaś zdrowa akurat się nie pochorowała i na jej miejsce nie wstawiono zżeranego syfilisem paszteta? Można oczywiście przykładać do tego wszystkiego miarkę handlową i zagrozić organizatorom imprez, że „więcej moja noga w tym lokalu nie postanie”. Tylko że oni mają to w nosie. Nie ta noga, to inna, co za różnica. Pattayę odwiedza rocznie kilka milionów turystów, zarobek jest cały czas, bo cały czas jest sezon. Jakiekolwiek reklamacje nie są uwzględniane. Kasa nie zwraca za bilety po rozpoczęciu przedstawienia. Taka jest specyfika tej branży i nie zmieni tego nic, nawet protesty wielkich korporacji. A może właśnie szczególnie one.
Zastanówmy się jeszcze nad tym, czego szukają w tym dziwnym miejscu młodzi ludzie, którzy przez cały czas w pracy wlepiają oczy w komputer? Co daje im wycieczka do tego egzotycznego, olbrzymiego burdelu? Jakąś satysfakcję na pewno, ale jakiego rodzaju? Satysfakcję seksualną rzecz jasna, ale to nie wszystko. Chodzi o specyficzny charakter tajskich kobiet. One są uległe w taki sposób, o jakim Europejczyk czy Amerykanin nawet nie śmie marzyć w swoim kraju. Żadna wychowana w kręgu zachodniej kultury, obojętnie – biała czy kolorowa – dziewczyna nie będzie się zachowywać w taki sposób, jak zachowują się Tajki wobec swoich białych panów, którzy kupują je na kilka godzin. I nawet największa korporacyjna łachudra, którą wszyscy pomiatają, może się w Pattayi poczuć jak kalif z Bagdadu. Dlatego tak ich tu ciągnie, dlatego przyjeżdżają.
Gość
Komentarze (103)
Najpierw naucz się ortografii to raz, dwa tajlandki nie są chinkami więc jeszcze geografia się kłania...a skoro masz takie braki to znaczy że albo jesteś 15letnim pryszczatym dzieckiem albo niedouczonym burakiem na którego żadna dziewczyna nie spojrzy.Dziękuję.
no to ja współczuję tym niedojdom, których zadna normalna babka by nie chciała za darmo (zresztą te prostytutki też za darmo by na nich nie spojrzały). Jadą sie dowartościować i pokazać sobie , że są na świecie kobiety, które chcą z nimi być choć przez pare chwil. HAHAHAHA żałosne typki. Normalni faceci bez odchyłek takich rzeczy nie potrzebują. Tylko niedowartościowani przegrańcu hahahahaha