2010-03-02, 00:00 | Po prostu życie
Kim są prostytutki?
Szlachetność przede wszystkim
Oczywiście, że ma. Mnóstwo prowincjonalnych gęsi jedzie do dużych miast wmawiając matce i ojcu, że będą studiować i udzielać korepetycji, po czym kiedy już dobiją na miejsce od razu instalują się w jakimś burdelu, najlepiej w pobliżu dworca, żeby nie trzeba było daleko chodzić, jak człowiekowi przyjedzie ochota odwiedzić starych rodziców w Pcimiu.
Dziewczęta te nie wybierają takiej drogi życiowej powodowane chęcią poświęcania się dla wspomnianych rodziców lub nieletniego rodzeństwa zmuszonego do zjadania obierzyn z jabłek i kartofli. Robią to, bo jest to najwygodniejsza i najmniej absorbująca forma zarabiania pieniędzy, jaką zna świat. Nawet żebranie wymaga większych umiejętności i poświęceń. Prostytutki nie są więc głupie, bo gdyby takie były, latałyby w przepoconych koszulkach roznosząc pizze lub szorowałyby osmolone gary miast spokojnie i bez pośpiechu rozkładać nogi.
Prostytutki są tylko leniwe i jest to lenistwo posunięte do granic absurdu. W wielu burdelach jest bowiem tak, że żadna z dziewczyn nie może wyjść na miasto, żeby sobie pospacerować. Mogą co najwyżej wyskoczyć na jakieś krótkie zakupy, często tylko pod opieką swego pasterza lub wynajętych przezeń ludzi. Nie przeszkadza im to jednak, bo korzyści płynące z życia w pozycji poziomej jawią im się jako najwyższe dobro. Do tego dochodzą pieniądze, a pieniądze, jak wiemy, są ważne w życiu człowieka. Wobec powyższych konkluzji nie możemy całkiem negatywnie oceniać prostytutek. Są to dziewczęta z głową na karku. Posiadły one jeszcze jedną praktyczną umiejętność – potrafią wmówić własnym rodzicom, że studiują, pracują w dobrej firmie lub się uczą. Doprawdy, nie podejmuję się opisać stanu umysłu osoby, która puszcza się w jakimś burdelu za pieniądze i kłamie matce, że jest menedżerem sali w dobrej pizzerii.
Wdzięk i uroda
Uroda i wdzięk są niesłychanie ważne w zawodzie prostytutki, każdy o tym wie. Nie oznacza to jednak, że do burdeli przybywają same piękności o urodzie zwalającej z nóg. Nie, to nie tak. Jest tam sporo dziewuch wyglądających całkiem pospolicie, albo wręcz niewyjściowo, ale są i takie, które nadają się na rozkładówki Playboya. Najśmieszniejsze jest jednak to, że ani jedne ani drugie nie narzekają na brak klientów. Uroda i wdzięk bowiem to jedno, a oczekiwania klientów to drugie i obydwie te sprawy, choć może się to wydawać dziwne, nader często stają wobec siebie w sprzeczności. Klienci bowiem nie odwiedzają burdeli po to, by wyszukiwać jakieś gwiazdy firmamentu upadłych kobiet tylko po to, żeby się rozerwać bądź rozładować swoje napięcie związane ze stresem. Czasem chodzą tam, bo nudzi ich żona i wtedy przebierają troszeczkę w dziewczynach, ale zwykle jest im wszystko jedno.
Są jednak pewne cechy wyglądy i urody kobiecej, które przyciągają więcej klientów; chodzi o twardy, umięśniony tyłek i wielkie piersi. Nawet jeśli twarz wygląda jakoś nie bardzo, to wymienione części ciała to rekompensują i wszystko jest w porządku. Kasa leci i można się nie przejmować. Jeśli któraś nie ma jednak takich atutów i buzia do tego jest troszkę kostropata, próbuje poprawić swoje zarobki dekoracyjną garderobą. Łazi po lokalu w peniuarze lub pończochach licząc na jakichś fetyszystów i napalonych młodzieńców. To jest często skuteczny sposób, bo w burdelach panuje półmrok i niewiele widać. Zanim więc ktoś zauważy, że „laska” ma nieco niewyjściowy wygląd, jest już za późno.
Inaczej jest z dziewczynami pracującymi na poboczach. Te muszą być wystrojone tak, żeby każdy zwrócił na nie uwagę, inaczej nic nie zarobią i pasterze będą się denerwować. Na poboczach trudniej jest także spotkać dziewczynę nieatrakcyjną, a jeśli już taka stoi przy drodze, na pewno ma perukę, jest wymalowana i wystrojona jak filmowe prostytutki.
Inteligencja i wykształcenie
Prostytutki, z wyjątkiem tych, które zostały zagnane do burdeli i na ulicę siłą, wbrew sobie i prawu, są raczej sprytne i mają jasno określone cele. Nie jest wcale prawdą, że w burdelach pracują same niedorobione dziewczyny, które nie pokończyły nawet podstawówek i burdel to jedna z nielicznych dostępnych im dróg kariery. Wiele z nich ma pokończone różne szkoły średnie, wiele jest specjalistami wykształconymi w różnych dziedzinach. Niektóre kończyły wyższe uczelnie, nawet uniwersytety. Prostytutkami zostały, bo znudziło im się szukanie pracy w swoim zawodzie lub uznały, że źle wybrały zawód i nie chciało im się już szukać nowego. Do tego doszło oczywiście wspomniane już wcześniej lenistwo i chęć posiadania gotówki.
Jednak prostytutki, które mają trochę więcej oleju w głowie i pokończyły szkoły, różnią się od dziewcząt przyjeżdżających z prowincji, które nie mając zbyt wielkiego rozeznania na nowym dla siebie terenie poddają się pod „opiekę” rozmaitych brutalnych i całkowicie niewykształconych alfonsów. Prostytutki z olejem w głowie pracują na własny rachunek. Kiedyś było to niesłychanie niebezpiecznym zajęciem, bo rynek był kontrolowany przez gangi.
Teraz także świat przestępczy trzyma łapę na burdelach, ale prywatna inicjatywa podnosi głowę. Coraz mniej prostytutek chce dzielić się groszem ze swoimi pasterzami. Wiele z nich uprawia swój proceder półjawnie. To znaczy nie wynajmują studentów filologii klasycznej do roznoszenia ulotek ze zdjęciami jakichś nikomu nieznanych aktorek, które zachęcają uśmiechem i gołym biustem do odwiedzenia burdelu - to by je naraziło na wizytę gangsterów. Uprawiają swój proceder po cichu, wiedzę o swych umiejętnościach i sprawności warsztatowej propagując pocztą pantoflową poprzez znajomych, sąsiadów i klientów, którzy polecają je innym klientom.
To sprawdzony od lat sposób na zarobienie paru dodatkowych stówek, który nie wyklucza wcale podejmowania tak zwanej normalnej pracy. Byleby praca owa nie była zbyt absorbująca i nie kolidowała z zawodem prostytutki, który jest wcale nie absorbujący i przynosi więcej pieniędzy. Można na przykład zatrudnić się gdzieś na pół etatu lub pracować dorywczo wykonując jakieś tłumaczenia. Przyjemne z pożytecznym.
Panuje dość powszechne złudzenie, że prostytutki zmuszają się do wykonywania swojego zawodu. Nie jest to do końca prawda. Wyjąwszy kobiety ciężko pobite, zastraszone i wielokrotnie zgwałcone przez „pasterzy”, które w przeważającej ilości przywożone są z zagranicy, prostytutki oddają się swemu przeznaczeniu dobrowolnie i nie bez przyjemności. Czasem je to nudzi, bo mężczyźni, szczególnie sfrustrowani, bywają nudni. Jakaś frajda jednak zawsze z tego jest, a jeśli nie frajda to na pewno nie ma tam mowy o przymusie czy wstręcie. No i jeszcze do tego wszystkiego dostają pieniądze. Czyż nie jest to godziwe życie?
Gość
Komentarze (276)
A znasz słowo sarkazm ??
Leniwe, wygodne i do tego pazerne, takie kokosy na prostytucji robią i ile przyjemności, żyć nie umierać.
Drogie Panie z prowincji , do takich też się zaliczam, tylko nogi rozkładać.
Znam kobiety, które zajmują się nierządem, ale dlatego ,że pochodzą z patologicznych rodzin, nikt im nigdy nie pomógł , nie wyciągnął do nich pomocnej dłoni, i nie robią tego, bo sprawia im to przyjemność i rozkosz tylko dlatego, że nie mają WYJŚCIA.
Kocham moją zaściankową prowincje i nie musze rozkładać nóg , bo pracuję zagranicą i jako kobieta zarabiam przyzwoite pieniądze.