2010-03-05, 07:01 | Po prostu życie
Literatura do kominka – Oko Księżyca
Dziś chciałabym zwrócić państwa uwagę na szczególną pozycję – Oko Księżyca autorstwa niejakiego Anonima (autor słusznie rezygnuje z ujawniania nazwiska). Licząca prawie 450 stron lektura podtrzyma buzujący płomień przez dobrą godzinę. Solidny papier z recyclingu oraz brak kolorowych ilustracji zapobiegnie nieprzyjemnym zapachom, które czasem powstają podczas palenia kredowego papieru. Na pierwszy ogień rzućmy okładkę – pentagramy, trupia czaszka, symbole magiczne oraz złowieszcze motto „Ciesz się póki możesz”. Ostatni rzut oka – tak, w piecu będzie ci lepiej niż na półce obok Marqueza i Prousta.
Stronę tytułową, z której dowiemy się, że całość przetłumaczył niejaki Nemo (niestety, nie wiadomo, czy kapitan, czy rybka) rwiemy od razu z rozdziałem pierwszym, w którym nic istotnego się nie wydarza. Rozdział drugi i trzeci, w którym Beth przechadza się ze strachem na wróble promenadą (Dorotka i czarnoksiężnik z Oz powinni ich zaskarżyć) dorzucamy chwilę później, żeby ogień nie przygasł. W międzyczasie można wyjść do kuchni po herbatę albo podejść do barku i nalać sobie drinka. W książce i tak nic się nie dzieje, a te trzydzieści stron jeszcze się nie dopaliło.
Przy czwartym rozdziale warto usiąść wygodnie w fotelu. Jeśli lubicie wygodę, spalcie od razu całość – ominie Was tylko 400 stron bełkotu o wampirach, wilkołakach, aniołach śmierci, Władcach Ciemności, polanej krwi i służbach specjalnych (zaznaczam, że książka nie powstała dzięki dotacji IPN). Jeśli jednak wolicie, by ogień tlił się powoli, wrzucajcie co kwadrans trzy, cztery rozdziały. Jeśli złapią was za gardło wyrzuty sumienia, zatrzymajcie się na stronie 225, gdzie mamy wyraźnie opisaną reakcję autora na własne dzieło: „Para wodna na szkle zdawała się układać w słowo „winny” dokładnie na środku jego czoła. Bo też czuł się winny. Nie potrafił samemu sobie spojrzeć w oczy, aż w końcu na widok własnego żałosnego odbicia w lustrze zrobiło mu się niedobrze. Jego usta wypełniła ślina, jak gdyby miał puścić pawia. Ogarnięty nagłą nienawiścią do samego siebie, napluł na swoje odbicie, a płyn przesłonił większą część żałosnej twarzy, która gapiła się na niego”. Lepiej? No właśnie.
Na koniec zostawiamy ostatnią stronę, na której złowieszczo widnieje zdanie: „KONIEC (chociaż kto wie…?). Z jednej strony, to przerażające. Z drugiej, ciepło ma być dopiero w czerwcu, a wieczorami trzeba czymś w piecu napalić. Do następnego razu.
Oko Księżyca, Anonim, wyd. Świat Książki, cena 34,90 zł
Gość
Komentarze (10)
Pozdro dla wszystkich =]!
PS. chyba miałabyć ona śmieszna, ale jakoś dla mnie zabawna nie była nawet w najmniejszym stopniu.
PS: Recenzja do dupy tak brzydko się wyrażę