2010-03-12, 07:01 | Pieniądze + styl życia
Dlaczego ginie brazylijska dżungla
Czynią tak wielcy posiadacze ziemscy, którzy ogałacają z drzew ogromne obszary, a robią to po to, by budować tam swoje hacjendy i hodować wielkorogie, białe bydło o miękkich, zwisających uszach. Dżungla nie może się bronić, ale mogą bronić się ludzie, którzy w niej mieszkają.
Nie, nie chodzi o Indian. Ci, jeśli jeszcze są w lasach nad Amazonką, siedzą tak głęboko w mrocznych ostępach, że nie dojedzie tam żadne buldożer. Lasu bronić chcą brazylijscy chłopi, właściciele małych gospodarstw rolnych, którzy uczestniczą w rządowych programach ratowania dżungli. Obejmują owe programy właśnie podnoszenie poziomu rolnictwa i kultury gleby w Amazonii bez niszczenia lasu. Małe gospodarstwa powstają więc i mnożą się nie czyniąc szkód w ekosystemie. Nie podoba się to jednak bogaczom i tym ambitnym Brazylijczykom, którzy chcieliby żyć tak, jak żyło się w tym kraju sto lat temu. Próbują więc usuwać drobnych rolników z ich ziemi. Robią to najczęściej siłą i przez zastraszanie. Struktura społeczna Brazylii różni się mocno od tej, jaka istniała w USA w XIX wieku. Żaden dzielny szeryf nie wystąpi w obronie biednych chłopów, ponieważ policja siedzi w kieszeni u bogaczy, nawet przedstawiciele organizacji rządowych wspierających wieśniaków siedzą cicho z obawy o swoje życie.
Bogaci właściciele ziemi mogą więc robić, co im się podoba. Zaczyna się zwykle od szykan, a gdy te nie pomagają, poletka chłopów są niszczone przez wypalanie lub rozsiewanie na nich nasion szybko rosnących traw, które zagłuszają uprawy. W klimacie Amazonii to najskuteczniejszy sposób, by wykurzyć drobnego rolnika z ziemi. Zdarza się jednak, że chłopi nie ustępują, rząd dostarcza im herbicydy, które niszczą chwasty i walka zaczyna się od początku. Wtedy do akcji wkraczają wynajęci bandyci, zaczynają od pogróżek. Jeśli one nie skutkują, stosują zwykle pobicie, a jeśli to nie pomoże - okaleczają właściciela ziemi, która ma należeć do kogoś innego. Często dochodzi do aktów kastracji. W ostateczności chłopów żyjących w Amazonii po prostu się zabija.
Nie wiemy, czy długo jeszcze będziemy cieszyć się ogromem puszcz nad Amazonką. Może zdarzyć się tak, że nasze wnuki, które będą podróżować po świecie, nie będą już znały pojęcia „Puszcza Amazońska”. Zamiast niego używać będą określenia „wielka równina nad Amazonką”.
Gość