39 komentarzy | dodaj komentarz ›

2010-04-16, 07:02 | Po prostu życie

Zielone dzieci z Woolpit

Wielka Brytania  Woolpit  dzieci  tajemnice 

Wielka Brytania, Woolpit, dzieci, tajemnice, zdjęcie, fotografia
fot. socialtoptens.com
Historia zielonych dzieci znalezionych w małej angielskiej wiosce Woolpit mogłaby posłużyć za kanwę niejednego filmu. Jest jednak tak nieprawdopodobna, że filmowcy omijają ją szerokim łukiem. Jedynie mieszkańcy dzisiejszego Woolpit opowiadają chętnie o dwójce małych, zielonych dzieci, odnalezionych w średniowieczu na łąkach okalających ich wioskę.

Kiedy to było

Badacze i historycy zajmujący się tą niezwykłą opowieścią zgadzają się co do tego, że zaczyna się ona mniej więcej w latach 1135 – 1154, za panowania ostatniego króla Anglii z dynastii normańskiej – Stephena. Wielu autorów przesuwa jednak datę odnalezienia dzieci na lata późniejsze i panowanie Henryka II, pierwszego władcy Anglii z dynastii Plantagenetów.

Uboga wioska Woolpit położona była wśród łąk i pól hrabstwa Suffolk, w pobliżu odkrywki, gdzie wydobywano krzemień. Nie wyróżniała się niczym szczególnym wśród tysięcy wiosek starej Anglii rządzonej żelazną ręką przez normańskich władców. Tak było, dopóki kilku jej mieszkańców nie przechodziło w pobliżu głębokiego dołu, wykopanego na polu Bóg jeden wie przez kogo. Gdy chłopi mijali wykop, ich uszu dobiegł płacz dzieci. W dole, na mokrej glinie siedziała dwójka najbardziej niezwykłych dzieci, jakie kiedykolwiek zdarzyło się im oglądać.

Chłopiec i dziewczynka w wieku około trzech lat ubrani byli w dziwne stroje, niepodobne do niczego co noszono wówczas na wsiach i w miastach. Materiał, z którego wykonane były ich ubrania, także był nieznany wieśniakom. Najdziwniejsze jednak były same dzieci. Mówiły coś bardzo szybko w dziwnym i niezrozumiałym języku, a ich skóra była zielona. Tak zielona, jak łąka lub niedojrzałe jabłko.

Chłopi ze zdziwieniem patrzyli na dwójkę maluchów, nie wiedząc co z nimi zrobić. Stali tak do chwili, gdy dzieci się rozpłakały i wymownie zaczęły głaskać się po brzuszkach. Zabrano je do wsi. Tam mieszkańców Woolpit czekało jeszcze jedno zaskoczenie. Dzieci nie chciały jeść kaszy ani sera ani nawet pić mleka, które przyniesiono specjalnie dla nich. Odrzucały wszystko ze wstrętem. Dopiero gdy jeden z wieśniaków przyniósł kilka strąków zielonej fasoli, ożywiły się i wyciągnęły po nie rączki. Wieśniacy ze zdziwieniem patrzyli, jak maluchy zajadają się zieleniną i wołają w swoim dziwnym języku, by przynieść im jej jeszcze więcej.

Po kilku dniach chłopczyk, którego skóra była zielona jak ziarnka fasoli, które zjadał, rozchorował się i zmarł. Jego siostra przeżyła i dorastała wśród wieśniaków z Woolpit, w domu niejakiego Richarda Calne, który zaopiekował się nią jak ojciec, a kiedy dorosła, wydał za mąż za porządnego i pracowitego człowieka.

Kiedy zielona dziewczyna zaczęła dorastać i jeść to samo co inni, barwa jej skóry stawała się jaśniejsza i dziecko z czasem całkiem upodobniło się do innych mieszkańców wsi. Dziewczynka nauczyła się także mówić po angielsku i mogła opowiedzieć o tym, w jaki sposób znalazła się wraz ze swym bratem w gliniastym dole nieopodal wioski.

Prawdy i mity

Według relacji sprzed wieków dwoje zielonych dzieci przybyło z krainy świętego Marcina, która znajduje się w dziwnym świecie oddzielonym od Anglii wielką wodą. Nie ma tam słońca i wszystko spowite jest cieniem. Ludzie żyją w półmroku, a ich skóra jest przez to zielona. Taką ponoć historię opowiedziała wieśniakom z Woolpit zielona dziewczyna, kiedy już potrafiła składać angielskie zdania.

Inna wersja tej opowieści mówi o tym, że kraina świętego Marcina mieści się nie za wielką wodą, ale pod ziemią, a dzieci przeszły do naszego świata wąskim korytarzem, którego wylot znajdował się w owym wypełnionym gliną dole lub w kopalni krzemienia na pobliskich wzgórzach. Kiedy dzieci znalazły się w naszym świecie, były głodne, przerażone i nie potrafiły wrócić z powrotem do swojej ojczyzny.

Tyle udało się ustalić po ośmiuset z górą latach od tego niezwykłego zdarzenia. Na podstawie tej niezbyt długiej relacji uczeni, badacze i szarlatani zbudowali gmach przypuszczeń, hipotez i półprawd, które mogą zaskoczyć nawet najwytrawniejszych znawców spiskowych fikcji. Oto niektóre z nich.

Wśród najbardziej fantastycznych wyjaśnień fenomenu zielonych dzieci na pierwszy plan wysuwa się teoria innego wymiaru. Dzieci przybyły tu po prostu ze świata alternatywnego, gdzie wszystko jest podobne, a jednak inne niż w naszym wymiarze. To najprostsze wyjaśnienie rodem z trzeciorzędnej literatury SF nie ma jednak zbyt wielu zwolenników.

Kolejna próba wyjaśnienia, kim były tajemnicze dzieci z Woolpit, wiąże się z kolorem ich skóry. Chodzi oczywiście o to, że maluchy mogły być po prostu kosmitami, którzy w jakiś sposób zostali przetransportowani na Ziemię i tu pozostawieni. Jeśliby jednak wieśniacy z Woolpit odnaleźli w gliniastym dole Marsjan, na pewno nie karmiliby ich i nie zabrali do wioski, prędzej przebiliby ich widłami. W historii tej jest mowa o dzieciach, zielonych dzieciach, nie zaś zielonych ludzikach, czy zielonych stworkach.

Kolejna próba dotarcia do prawdy jest naprawdę karkołomna i dotyczy nie tylko zielonych dzieci, ale także hrabiego Norfolku. Ponoć był on opiekunem dwójki rodzeństwa, które miało prawo do dziedziczenia dóbr Norfolk po zmarłym bracie hrabiego. Dzieci były jednak małe i naiwne, a magnat stary i przebiegły. Jak zwykle w takich historiach bywa, postanowił on zamordować dzieci i zostać jedynym spadkobiercą olbrzymich dóbr. Kiedy wysłani do lasu wraz z maluchami najemni mordercy odmówili wykonania tej ponurej zbrodni, hrabia postanowił otruć dzieci arszenikiem. Po podaniu trucizny, w zbyt małej, jak się okazało dawce, skóra dzieci zzieleniała. Hrabia kazał wyprowadzić zielone dzieci do lasu i tam pozostawić, aby umarły. Dzieci jednak szczęśliwie dotarły do najbliższego osiedla ludzkiego.

Wyjaśnienie to wpisuje się w długi ciąg racjonalnych bredni, którymi – naciągając niemiłosiernie fakty – próbuje wyjaśniać się rzeczy naprawdę tajemnicze. Każdy, kto miał kiedyś do czynienia z truciznami wie, że po podaniu arszeniku, nawet jeśli skóra zzielenieje, to stanie się to już dawno po zgonie człowieka, któremu arszenik podano.

Istnieje jeszcze wyjaśnienie najbardziej banalne; szyby neolitycznej kopalni krzemienia sięgają aż do wsi Fordham, gdzie znajduje się kościół św. Marcina. Dzieci pochodziły właśnie stamtąd. Zabłądziły w kopalni i znalazły się w Woolpit, gdzie mówiono dialektem znacznie różniącym się od tego używanego w Fordham. Pamiętajmy, że rzecz działa się w XII - wiecznej Anglii, gdzie arystokracja i możni posługiwali się językiem francuskim, a plebs - nie skodyfikowanym angielskim porozbijanym na tysiące odmian, których dziś nie potrafimy sobie nawet wyobrazić.

Zielone dzieci i ich historia znajdują się w dwóch tekstach źródłowych pochodzących z XII i XIII wieku. Opisywali je William Newburgh i Ralph Coggeshall. Zielone dzieci występują także w pochodzącym z 1850 roku tekście Thomasa Keightleya pod tytułem „Czarodziejska mitologia”. Autor zebrał tam wiele starych legend i podań dotyczących niezwykłych wydarzeń, które zanotowano w Anglii od czasów najdawniejszych po jemu współczesne. W żadnym z tych tekstów nie ma innej niż baśniowa próby wyjaśnienia pochodzenia zielonych dzieci.

Historycy, którzy zwykle nie mają zbyt wiele serca dla bajek i legend, podają jeszcze jedną wersję tej historii, która mogłaby być tym właściwym wyjaśnieniem, gdyby nie jeden szczegół. Żeby zapoznać się z tą hipotezą musimy rzucić snop światła na historię Anglii drugiej połowy XII stulecia.

Oto ostatni król z dynastii normańskiej Stephen sprowadza na wyspy tkaczy i żołnierzy z Flandrii. Ludzie ci przybywają tu całymi rodzinami, osiedlają się na wschodnim wybrzeżu i pomnażają swoją pracą królewski majątek, są jednym z najbardziej aktywnych żywiołów ludzkich na całej wyspie. Z czasem domagają się praw i lepszego traktowania, pomagają przecież królowi w walkach z Walijczykami i Szkotami. Piechurzy z Flandrii to wyśmienici żołnierze, nikt nie śmie tego kwestionować, bo wtedy oni sami bronią swojego dobrego imienia z mieczem w ręku. Kiedy jednak umiera król Stephen, a na tron wstępuje ponury przybysz z drugiej strony kanału - Henryk II Plantagenet, okazuje się, że Flamandowie nie są już Anglii potrzebni. Henryk domaga się, by opuścili wyspę. Dochodzi do konfliktu i wielkiej bitwy na polach pod wsią Fordham. Flamandowie przegrywają starcie i niedobitki ocalone z pogromu ukrywają się wraz z rodzinami w okolicznych lasach. Żywią się tam byle czym, są bladzi i coraz słabsi. Wielu umiera z głodu, ale dwójka wychudzonych, odzianych w znakomite flamandzkie sukno dzieci rusza przez las przed siebie. Prowadzi ich dźwięk dzwonów, który – o czym dzieci nie wiedzą - dobiega z kościoła św. Edmunda z Woolpit. Po kilku godzinach marszu głodne i zmęczone dzieci docierają do Woolpit.

To prawdopodobne, solidnie udokumentowane wyjaśnienie. Jest w nim jednak jeden szczegół, który nie pozwala zdecydowanie odrzucić pozostałych, o wiele bardziej fantastycznych wersji; z pola bitwy pod Fordham do Woolpit droga w prostej linii wynosi 40 kilometrów. Niegdyś obydwie wioski otoczone były lasem, niemożliwe jest więc aby dźwięk dzwonów św. Edmunda był słyszalny z takiej odległości. Nie ma więc jednoznacznej odpowiedzi, kim tak naprawdę były zielone dzieci z Woolpit i spraw ta nadal pozostaje tajemnicą.

TM

Komentarze (39)

  • skąd się biorą takie bajki..?? :D:D
    Path 11:06 (16.04.2010)
  • czytał kiedyś już o tym kiedyś
    patrycja 11:12 (16.04.2010)
  • Autor: patrycja

    czytał kiedyś już o tym kiedyś

    chciałam napisać że czytałam już kiedyś o tym

    patrycja 11:14 (16.04.2010)
  • Autor: patrycja

    czytał kiedyś już o tym kiedyś

    chciałam napisać że czytałam już kiedyś o tym

    patrycja 11:14 (16.04.2010)
  • Zielone włosy, zielone butki. Całe zielone są ufoludki
    Alien 11:30 (16.04.2010)
  • łatwiej uwierzyć w ludzi o czarnych sercach
    Gość 11:35 (16.04.2010)
  • "ogórek,ogórek,ogórek,z ielony ma garniturek"
    Gość 12:20 (16.04.2010)
  • To że nie potrafimy czegoś wyjaśnić, nie znaczy że tego nie ma
    Gość 15:37 (16.04.2010)
  • Ostatni król z dynastii normandzkiej do Stefan z Blois.
    Gość 16:03 (16.04.2010)
  • Ani chybi, że to ufo:)
    Gość 19:15 (16.04.2010)
1-10 z 39

Na żywo

  • nie wiem mnie to nie szokuje

    Gość 22:20 (15.02.2011)

    Trumny i modelki

  • Właśnie... ubranie przeznaczone dla studenta, którego nie może kupić :D hahaha

    Gość 15:46 (15.02.2011)

    Ubiór dla studenta

  • co za bzdurny tekst!!! autor chyba nie doczytał czym jest aseksualność!!!!!

    Gość 00:31 (13.02.2011)

    Może właśnie ty jesteś aseksualny?

  • Autor: 1410

    Autor:Autor: Pilot

    Za złomowe F-16 mogliśmy wyposażyć nasze wojsko w MiGi.Jeżeli kaczory czują wstręt do Rosji,to można było zamówić samoloty w Szwecji lub we Francji,ale u Europejskiego producenta.Chodzi o możliwość remontów w pobliskich bazach..F-16 bez bazy remontowej, pójdą szybko na zlom.Dla PiS-u nawet gówno amerykańskie uchodzi za złoto.


    Tyle tylko, że wszystkie wymienione przez ciebie konstrukcje mają wady:
    - Gripen jest samolotem stosunkowo młodym i niedopracowanym (vide samoistne katapultowanie pilota podczas ostrego manewru)
    - Rafale, ta konstrukcja jest używana jedynie przez Francję. Dlatego też uzbrojenie jakie przenosi, nie poraża (chodzi tu o wymienność rodzajów broni-np. amerykanskich pocisków sidewinder lub amraam)

    Gość 23:33 (12.02.2011)

    MIG-29, najlepszy samolot Układu Warszawskiego

  • Autor: matewek


    hahahah odwarzny sie znalazl, jesli masz 100lat to ok zwracam honor. ale jesli masz od 10-30lat nie pisz ze jestges taki NIEUSTRASZONY bo sie zdziwisz


    Nie piszę, że jestem nieustraszony. Po prostu horrory nie wywierają na mnie zamierzonego przez ich twórców wrażenia. Nawet podczas oglądania horroru, który jest powszechnie uznawany przez fanów za film najwyższej klasy nie czuję napięcia, rosnącej dramaturgii, ani nie wczuwam się w pieczołowicie budowany nastrój. Zamiast tego znajduję wiele niedoróbek, albo kuriozalnych (w założeniu twórców pewnie nieziemsko strasznych) scen, które mnie po prostu bawią do łez. W sumie to może nawet trochę żałuję bo (jak twierdzą moi znajomi - fani horrorów) omija mnie niezła rozrywka i kawałek dobrego kina, ale cóż wychodzi na to że ten gatunek sztuki po prostu nie jest dla mnie.

    Polecam Ci Hostel. Ale... Wiadom 22:27 (11.02.2011)

    Najlepsze horrory według mistrza Scorsese

  • Autor: .

    ...Co w tym przyjemnego?


    Orgazm jest przyjemny. Albo coś z Tobą nie tak.

    Gość 11:30 (10.02.2011)

    Seks dla świętego spokoju

  • Autor: Gość

    Autor:Autor: Malina

    dziewczyna aka "Aśka" w tym artyule powinna dostac w glupi leb,bo rzeczy ktore wygaduje w tym reportazu to jakies wierutne bzdury.W zyciu na zywo nie miala okazji ogladac tych jakze pieknych stworzen,a rzuca pod ich adresem same oszczerstwa.Logicznym jest tez ze ptasznik nie wyjdzie z toalety tylko po to zeby ugryzc taka panne w zakłaczona dupe...wiadomo ze ptaszniki nie lubia nadmiaru wody,sa tez za czyste zeby lazic po zasranych gnojem rurach....Ludzie ktorzy maja nieuzasadniony lek wobec pajakow (a juz tym bardziej jesli nie mieli z nimi stycznosci) sa posmiewiskiem...



    malina to ty jestes posmiewiskiem i nienormalnym czlowiekiem, bo tylko taki moze pozytywnie wyrazac sie na temat hodowli pajakow - ptasznikow w domu. Jak pewnie wiesz - jak powinnas wiedziec - nie sa to bynajmniej domowe stworzenia i uzasadniony jest lek przed nimi. Zycze by to wlasnie ciebie taki jadowity ptasznik ugryzl w

    Anonymous 14:44 (09.02.2011)

    Po co ludzie hodują gady i pająki?

  • Jadowite węże? Przecież w Polsce nie można hodować jadowitych!!! Ten fakt tylko kity wciska, żeby ludzie mieli co czytać.

    Anonymous 14:42 (09.02.2011)

    Po co ludzie hodują gady i pająki?

  • Autor: anonim

    Duzo by o tym pisac...
    Mam 50 lat i wciaz lecze traumy powstale w dziecinstwie. Szkola, kolonie, rowiesnicy, dom rodzinny, molestowanie.
    Wtedy nie bylo psychologow itp w szkolach, nauczyciele z lapanki nieduoczeni z brakami dydaktycznymi wybierali sobie taka ofiare i dawali klasie jak na talerzu. Zwykle byla to osoba o ktora nikt sie nie upomnial, ktorej nikt nie obronil.

    zdziwisz się ale ale nadal nie ma żadnej pomocy i nauczyciele się nie zmienili, kur*** myślałem, że tylko ja mam takie przeżycia ale skoro jest o tym cały artykuł i większość rzeczy się zgadza... sam nie wiem czy się cieszyć, że nie jestem sam czy smucić, że nie jestem jakiś oryginalny... chociaż w sumie to nie powód do dumy ale wydaje mi się, że moje dzieciństwo to było piekło... ale chciałbym się uporać ze swoimi traumami przynajmniej tymi z dzieciństwa... a teraz jestem w liceum nie daje sobie rady wszystko się nawarstwia problemy

    Gość 23:18 (05.02.2011)

    Traumy z dzieciństwa

  • Wyglada to nieapetycznie. Takie akcje mozna promowac w inny, mniej razace oczy, sposob.

    ona 11:30 (05.02.2011)

    Towarzystwo Ochrony Zwierząt

Wcześniejsze komentarze