2010-05-10, 00:00 | Po prostu życie
Gdy szef chce seksu od twojej żony…
Oto bowiem zdarza się, że jednym miejscu pracy siedzą i mąż, i żona. W dodatku bywa tak, że mąż siedzi w hali ogólnej z biurowym planktonem, a żona gdzieś w salonce bliżej szefa i górnej warstwy menadżerów. To się zdarza i jest taka sytuacja jedną z najbardziej toksycznych, jakie w ogóle mogą przydarzyć się ludziom żyjącym ze sobą pod jednym dachem.
Oto mąż lub partner pozostaje w stosunku podległym wobec bezpośredniego przełożonego żony. Nie ma siły, żeby nie doszło na tym tle do jakichś zadrażnień. Facet, nawet jeśli jest bardzo kulturalny, nawet jeśli ufa do końca swojej żonie i wie, że jego szef to wcielenie profesjonalizmu, będzie się czuł w tej sytuacji okropnie. Napięcie pomiędzy tym trojgiem ludzi będzie zaś stymulowane przez tak zwane środowisko, czyli przez ludzi którzy pracują obok. Nie ma bowiem większej radości dla bliźnich niż widok człowieka wplątanego w sieci emocji, z której nie da się wyplątać. Taka sytuacja jest wprost wymarzona dla biurowych plotkarzy, dla różnych współczujących i obserwatorów, którzy mają nudne życie osobiste lub nie mają go wcale. Kiedy zabiorą się oni za obrabianie takiego układu szef - kobieta - mąż kobiety, to będzie prawdziwy koniec tej trójki.
Cóż bowiem może się wydarzyć? Oto scenariusz najprostszy. Ona zakochuje się w szefie i po prostu namawia go do wyrzucenia męża z pracy, co ten czyni z ochotą. Ona udaje przy tym troskliwą żonę, która martwi się o to, co będzie z ich kredytami i innymi zobowiązaniami, ale pracy nie zmienia, bo przecież musi teraz pracować jeszcze więcej, w związku z tym zostaje dłużej po godzinach i prawie jej nie ma w domu. Oczywiście sytuacja taka kończy się rozwodem, bo mąż nieudacznik miast szukać na mieście roboty, wścieka się i snuje absurdalne podejrzenia wobec swojej kochającej i poświęcającej się dlań żony.
Scenariusz drugi; on – chory z zazdrości – nie może nawet patrzeć, kiedy ona wchodzi do gabinetu tego całego kierownika. Od razu miewa różne projekcje, które rozwalają mu dzień i czynią zeń człowieka nieodpowiedzialnego i takiego, który nie nadaje się do tego, żeby wypełniać powierzone mu w pracy zadania i obowiązki. Jeśli mężczyzna ma bujną wyobraźnię, to za którymś razem może się zdarzyć, że nie wytrzyma, wejdzie do gabinetu szefa i da mu w pysk. Będzie to koniec jego kariery i kariery jego żony, która bynajmniej nie sypiała z szefem, tylko starała się go namówić do tego, żeby przeniósł jej męża na lepsze stanowisko.
Scenariusz trzeci; ona zdradza go najbezczelniej w świecie, a on siedzi cichutko i nic nie mówi. Boi się, bo nie ma przecież zbyt wielkich kwalifikacji i może nie znaleźć pracy, jeśli straci tę jedną, w której siedzi wraz z żoną i jej kochankiem. Ona udaje, że nic się nie dzieje i biega po biurze kwitnąca i roześmiana. Taki scenariusz kończy się zwykle przewlekłą chorobą mężczyzny i jego śmiercią w małym, brudnym szpitalu gdzieś na prowincji.
Wszystkie powyższe opisy zakładają, że stroną aktywną i moderującą sytuację jest kobieta. Co jednak zrobić, kiedy to szef zaczyna czynić awanse żonie, a ona nie wie jak się zachować, mąż zaś nie wie tego także, bo strach o posadę odbiera mu rozum i zdolność samodzielnego myślenia?
Tutaj zwykle sytuacja rozwijać się może w dwóch kierunkach. Szef, niczym indyjski maharadża, obsypuje oboje zaszczytami i komplementami. Nie szczędzi podwyżek i bonusów oraz okazuje natrętnie i nachalnie sympatię mężowi. Komunikat ten jest prosty jak włos Mongoła: ja przelecę twoją żonę, a ty będziesz siedział cicho i cieszył się z podwyżki, a jak masz ochotę, to możesz bzyknąć moją sekretarkę. Wielu, w obliczu zagrożenia bezrobociem, godzi się na taki układ i żyje potem długie lata w tym zakłamaniu, licząc spływające na konto nagrody i premie. Niektórzy nawet lubią taką sytuację. Jest w tym wszystkim jednak kilka minusów. Kobiety nigdy nie darowują mężom, którzy sprzedali je za jakieś nędzne grosze i nawet jeśli mają ochotę ich zdradzić to bardzo, ale to bardzo chcą widzieć, że mężowie ci walczą o nie lub choćby tylko wyrażają sprzeciw wobec silniejszego. Tak więc spokój tej hipokryzji może być pozorny, a to, na czym się on opiera, czyli pozycja w pracy i gotówka, zniknąć może dnia pewnego w wyniku działalności adwokata żony, która może przecież zapragnąć rozwodu.
Jednak i tak postawa szefa-maharadży jest lepsza od postawy szefa-agresora, który widząc piękną i zamężną kobietę, a obok jej męża – podległego sobie - rozpoczyna festiwal szykan, o jakich nie śniło się sierżantom w Ludowym Wojsku Polskim. Jest tam wszystko, od szyderstw zaczynając poprzez nie płacone nadgodziny i obcinanie premii, kończąc na groźbach wyrzucenia z pracy lub przesunięcia na gorzej płatne stanowisko. Wszystko nie po to bynajmniej, żeby uzyskać milczącą zgodę męża, bo ta jest w takich wypadkach do niczego niepotrzebna; chodzi o to, by sadysta i świr miał jeszcze większą satysfakcję. Oto dyma nocami żonę jakiegoś frajera, która nie może mu się postawić, a jeszcze do tego ten frajer musi się przed nim płaszczyć i dbać o jego – szefa – dobre samopoczucie. Toż to coś wspaniałego! Sytuacja idealna, za którą tęskni połowa kadry menadżerskiej nad Wisłą. Ta połowa, która do władzy i wpływów nie doszła ciężką pracą i pomysłowością, tylko wlazła na szczyt po grzbiecie wujka Romka i kuzyna Rysia.
Czy jest w ogóle jakiś sposób, by się w takiej sytuacji obronić i wyjść z tego z twarzą? No cóż, najlepiej nie pracować w tych miejscach, w których pracuje nasza druga połówka. To jest dobre wyjście. Można także wjechać szefowi na ambicję i opowiadać o profesjonalizmie, ale jeśli on jest bardzo mocno zafiksowany seksualnie, to nic nam to nie pomoże. Przeciwnie - może zaszkodzić. Najlepiej byłoby (ale mój Boże, gdzie te czasy!) walnąć takiego bydlaka na odlew w pysk, jak to swego czasu czynił zapomniany już aktor John Wayne w pięknych, starych westernach, opowiadających o życiu prawdziwych mężczyzn.
Gość
Komentarze (132)
Mięsożernym trolom brakuje wegetariańskich melonów arbuzów gruszek jabłuszek cytrynek gruszek i mają kompleks bananka:( oraz anemie z braku witamin z owoców chodzi mi o kuchnie a wam o co:)?
JEŚLI KOBIETA NIE MIAŁA ORGAZMU TO ZAWSZE BYŁ GWAŁT:( WEGETARIANIZM =WZMACNIA ORGA(NI)ZM! KRÓLICZKI ZNANE SĄ Z PŁODNOŚCI A MIĘSOŻERCY MAJĄ KOMPLEKS MARCHEWKI Z POWODU MIĘKKIEJ KIEŁBASKI
Też tak myślę!!!