2010-05-29, 07:11 | Po prostu życie
Co to jest niezgodność charakterów?
Kiedyś sądziłem, że wodewilowe sztuki i trzeciorzędne filmy ukazujące komplikacje życiowe niedobranych par posługują się przejaskrawieniami i schematami. Dziś już tak nie myślę. Wszystko, co możemy oglądać w trzeciorzędnych filmach o rozwodach, a nawet to, co widzimy w Benny Hill Show to szczera prawda. Rozejrzyjcie się wokoło. Popatrzcie na ludzi.
Najczęściej niezgodność charakterów ujawnia się przy podziale domowych obowiązków. Dzisiaj kobiety zwykle stawiają na partnerstwo. I ja się z tym generalnie zgadzam, coraz częściej jednak partnerstwo to wygląda w ten sposób, że faceci zmywają gary i niańczą dzieci, a kobiety leżą w tym czasie i czytają gazetę. Konflikt ujawnia się tutaj w podejściu do obowiązków domowych. Ona uważa, że zrobienie mu herbaty, a wcześniej umycie szklanek to zgroza, która czyni z niej odzianą w burkę arabską niewolnicę, on zaś, choć chętnie wziąłby się za te szklanki i robienie herbaty nie rozumie, dlaczego ma mieć to wymiar odwetowy. Ona wyrazie do tego dąży, żeby nie powiedzieć – prze. Mycie garów jest już nie dla niej. To uwłacza jej godności i czyni ją istotą gorszą. Gary musi myć on. Wtedy jest w porządku. Jest oczywiście wyjście z tej sytuacji – trzeba kupić zmywarkę i po kłopocie.
Niezgodność charakterów widoczna jest także wtedy, gdy przychodzi do konstruowania domowego budżetu. Nawet jeśli, co częste dzisiaj, każde z nich ma swoje pieniądze, konflikt pojawia się nieuchronnie, kiedy dochodzi do podziału wydatków. Kobieta uważa, że trzeba oszczędzać na wszystkim; najłatwiej oczywiście oszczędzić na tym, czego potrzebuje jej partner. Oszczędza się także na wydatkach domowych i tutaj kobiety są prawdziwymi mistrzami idiotycznych oszczędności. Niespotykanymi wręcz. Potrafią chodzić po domu i wyłączać lampki kontrolne we wszystkich urządzeniach, które działają w domu - nieważne, czy to jest konieczne, czy nie. Ważne, że ktoś kiedyś powiedział im, że taka kontrolka pożera mnóstwo prądu i trzeba ją wyłączać, to będą oszczędności. Kiedy już nie świeci się żadna seledynowa lampka, ona może spokojnie zapalić trzy żarówki w łazience, żeby dokładnie widzieć swoją twarz przy nakładaniu maseczki. Nie ma to żadnego znaczenia, albowiem prąd został zaoszczędzony na lampkach kontrolnych. On, jeśli będzie próbował wytłumaczyć jej absurd takiego zachowania, narazi się na zarzut niegospodarności, trwonienia pieniędzy przez nią ciężko zarabianych i brak rozsądku. Wszak ona doskonale wie, że oszczędność jest kluczem do sukcesu.
Niezgodność charakterów ujawnia się także przy korzystaniu z rozmaitych rozrywek. I tutaj dochodzi do scen żywcem wyjętych z programu Benny Hill. Ona i on siedzą przez telewizorem i oglądają ten sam program. Przy czym w trakcie emisji ona płacze, a on śmieje się wesoło. W miarę, jak akcja rozwija się, on zaczyna płakać, a ona dla odmiany popada w wesoły nastrój.
Nie inaczej jest w życiu. On przynosi z wypożyczalni serię filmów, a ona patrzy na to z rozdziawionymi ustami i zakłada obcisłą kieckę, by wyruszyć na jakiś bal. On tłumaczy, że już po karnawale i wypadałoby nieco przycichnąć, ale ona swoje, bo musi się wyszaleć.
Kiedy przychodzi do planowania wakacji, jest jeszcze gorzej. O tym, by uzgodnić coś wspólnie, nie ma mowy. Ona prze całą siłą do tego, żeby jechać do Chorwacji, bo tam jest po prostu wspaniale, a on ma dosyć kamienistych plaż i denerwuje go „śpiewny język braci Słowian”. Wkurza go to po prostu i chciałby spędzić lato gdzieś w przytulnym domku nad jakimś jeziorem lub w leśniczówce u kolegi, który obiecał wciągnąć go do koła łowieckiego. Ona nie chce nawet o tym słyszeć. Dobrze wie, że nad jeziorami są komary, w lesie są one również, no i co najważniejsze - nie będzie tam także Kryśki – jej najlepszej przyjaciółki z biura i jej męża, który jest po prostu fantastyczny, a do tego zabawny i towarzyski. Ona uważa nawet, że gdyby Kryśka nie była jej najlepszą przyjaciółką, to ona mogłaby z tym mężem, no wiecie… aż taki fajny z niego chłopak.
On, rzecz jasna, uważa Kryśkę za koncertową idiotkę, co nie odróżnia gwiazdy od lecącego nocą samolotu, a UFO jest dla niej taką samą realnością jak komunikacja miejska. Jej mąż zaś to obmierzły palant, który snobuje się na znawcę cygar i drogich win, chociaż od razu widać, że cygara, które kupuje, to jakieś podróbki wykonane w Wietnamie, a wino, którego wypicie doradza, jest tak nędzne, że nie można nim nawet parsknąć z obawy, by nie trafić w kwiatek stojący w doniczce – mógłby potem uschnąć.
Właśnie wspólni znajomi to kolejny moment, w którym ujawniają się sprzeczności charakterów i całkowita niemożność porozumienia się. Jej przyjaciele uważani są przez niego za gromadę troglodytów z aspiracjami, które nie mają żadnej szansy na realizację. Jego koledzy z kolei to dla niej banda dupków, którzy nie potrafiliby niczym dziewczynie zaimponować, nawet gdyby spali na forsie.
Jedyną sferą ich życia, w której nie manifestuje się niezgodność charakterów, jest łóżko. Tam wszystko jest zgodne i na swoim miejscu. Jest to także powód, dla którego oni są razem, bo przecież nikt nie siedziałby w jednym domu z osobą, która chodzi wieczorami i wygasza kontrolki, jeśli nie byłoby w tym jakiegoś drugiego dna. Takie życie byłoby nie do wytrzymania.
Nie do wytrzymania byłoby mieszkanie z kimś, kto ma krańcowo różne upodobania i krańcowo różne gusta. Powiedzmy zaś sobie szczerze, że podobnie jak opisano to wyżej, żyje pewnie z 80 procent polskich małżeństw. Jaki z tego płynie wniosek? Ano taki, że większość szczęśliwych małżeństw jest niedobrana charakterologicznie i nie ma w tym nic nadzwyczajnego. Takie jest życie. Mimo to ludzie ci nie rozwodzą się i nie uciekają od siebie. Są takie przypadki oczywiście, ale na tle ogólnej masy niedobranych małżeństw jest to margines. Niedobrane małżeństwa rekompensują sobie codziennie sprzeczki w nocy, kiedy wszystko między nimi gra jak trzeba. No i sami powiedzcie, czy tego nie można nazwać szczęściem?
Gość
Komentarze (45)
tylko pozazdrościć-tak właśnie powinno być w związku!!!
Na Makbecie? Chyba żartujesz... : )
Upierdliwe Baby".....
No to znaczy , że " miodowy miesiąc" macie już za sobą. A co z resztą życia ? Powodzenia ! Życzę Wam min. dwójki dzieci ,najlepiej "z rozstrzałem" co 4-5 la