2010-06-12, 00:00 | Po prostu życie
Przyjaciele Frankensteina
Madame Gnuse zaczęła swoje hobby od małego motylka, który miał przykryć znamię na skórze. Amerykanka cierpi bowiem na porfirię - chorobę, która powoduje, że skóra staje się zabójczo wrażliwa na promienie słoneczne. Julia tak zafascynowała się ozdabianiem swego ciała, że na motylku nie poprzestała (kto zresztą znajdzie go dziś na jej ciele, ten także zasłuży na medal) i dziś na ciele ma także postaci z ulubionych kreskówek, idoli kina i muzyki oraz niejedną trupią czaszkę. No i wreszcie może wyjść na plażę bez obaw.
Jednak Julia Gnuse to nie jakiś tam zwykły dziwoląg, ale jedna z przedstawicielek pasjonatów tzw. „Body modification” czyli poprawiania ciała. W ramach modyfikacji można zafundować sobie tatuaż głowy, tak jak niejaki Rick Genest, którego czaszka miała przypominać dzięki temu trupią czaszkę.
Jeszcze ciekawiej eksperymentował Fakir Musafar (na co dzień stateczny pan w okularach), który przebijał sutki wielkimi szpilami, podwieszał się na haku za żebra, by na koniec wszczepić sobie pod skórę głowy dwa diable rogi.
Nie gorzej poczynał sobie The Enigma, który pokrył całe ciało tatuażami, a w wolnych chwilach do nosa wbijał sobie gwoździe (i weź takiemu spróbuj zabić ćwieka).
Kobiety pod tym względem nie pozostawały w tyle za mężczyznami. Nieżyjąca już Lolo Ferrari stała się posiadaczką największego biustu na świecie (to prawdopodobnie on stał się przyczyną jej śmierci).
Nic to jednak w porównaniu z Cindy Jackson, która od dekady posiada rekord w kategorii „Amerykanka, która poddała się największej liczbie operacji plastycznych”. Do dziś zoperowała już każdą swoją część ciała, a niektóre nawet dwa razy. Wygląda przy tym dość zwyczajnie – jak typowa, zadbana kobieta z klasy średniej.
Tego z pewnością nie da się powiedzieć o słynnej Kociej damie, czyli Jocelyn Wildenstein. Kilkadziesiąt operacji plastycznych miało dać jej koci wygląd. Niewielu docenia jej wysiłki i częściej nazywana jest „narzeczoną Frankensteina”. Słuszniej byłoby jednak wyswatać ją z niejakim Stalking Catem, czyli mężczyzną, który również napala się, gdy widzi puszkę Whiskasa.
W takim towarzystwie najnowsza femme fatale Hollywood, Michelle „Bombshell” McGee, która przyznała się do romansu z mężem Sandry Bullock, Jesse Jamesem, wygląda jak niewinna uczennica szkoły zakonnej. Żeby być w bandzie Frankensteina, trzeba czegoś więcej niż tatuaż na czole i huta w majtkach.
Gość
Komentarze (86)
Kole(go/żanko) od wegetarianizmu po pierwsze wyłącz Caps-Lock po drugie nie wiem kto Ci taki bzdur do głowy na kład. Wegetarianizm to nic zdrowego i pozytywnego człowiek jest zwierzęciem wszystkożernym i nie da rady żeby był w pełni zdrowia jedząc warzywka oczywiście nadmiar mięsa też jest szkodliwy ale tak samo jak jego brak. A uzupełnianie potrzebnych elementów sztucznymi wytworami jest tak samo głupie jak ich nieuzupełnianie także pokaż mi tych weganów po 120 lat. Nie znam człowieka który byłby wegetarianinem przez 60% życia Ci pseudo zdrowi to zazwyczaj lud