2010-06-20, 00:00 | Po prostu życie
Jak zniszczyć życie najlepszej przyjaciółki
Najlepsza przyjaciółka zaś bardzo łatwo może zamienić się w ofiarę wielopiętrowej intrygi, która ma na celu zamianę jej spokojnego życia w piekło. Nie ma bowiem piękniejszego widoku dla kobiecych oczu niż widok innej, atrakcyjnej, a najlepiej także zamożnej kobiety, tonącej we łzach z powodu zdrady jakiegoś męża-farfocla.
Żeby komuś zrujnować życie, należy najpierw zdobyć zaufanie tej osoby i to zaufanie bezgraniczne; takie, że kobieta ta będzie wolała zadzwonić do swojej najlepszej przyjaciółki, by opowiedzieć jej o chorobie matki, niż zwierzyć się z tego rodzonej siostrze. Tylko taka przyjaciółka ma szansę na pozostawienie po sobie całkowitej ruiny domostwa i życia rodzinnego i tylko taka może na zimno uwieść czyjegoś męża. Przyjaciółka, z którą zamężne kobiety spotykają się na kawie się do tego nie nadaje, bo jest plotkarą – musi przesiadywać w kawiarniach i pleść głupstwa zamiast rozmawiać o poważnych sprawach w salonie u najlepszej przyjaciółki.
Mistrzyniami w zdobywaniu zaufania są kobiety z zaburzonym życiem emocjonalnym, rozbuchanym ego, które musi być bez przerwy stymulowane przez kogoś lub przez coś. One traktują swoją najlepszą przyjaciółkę jak kameleon muchę,. Obserwują ją uważnie przewracając oczami, a po chwili łowią klejącym językiem. Kobiety takie nie ryzykują niczym, bo na niczym im nie zależy. Nie mają wyrzutów sumienia, bo niby dlaczego? Chciały mieć trochę frajdy i miały, a co je tam obchodzi ta głupia, co męża nie potrafiła upilnować?
Wszystko zaczyna się niewinnie, czyli od prezentacji kobiecie samotnej i doświadczonej wspaniałej rodziny i jeszcze wspanialszego domu. Rodzina się kocha, a dom sobie stoi wśród drzew. Żona i matka widząc, jakie wrażenie na samotnej kobiecie zrobiło ich szczęście, jest wzruszona i dumna jednocześnie, oraz – co czynią wszystkie dumne i szczęśliwe kobiety – postanawia pomóc tej pokiereszowanej przez życie istocie, która na pewno też zasłużyła na szczęście. No i pomaga. Zaprasza ją na kolacje, początkowo dwuosobowe, na zakupy, jeździ z nią na spacer do lasu lub pobliskiego uzdrowiska. I tak sobie tam obydwie panie szczebioczą. Mąż w tym nie bierze udziału, bo jest zapracowany i wiecznie nieobecny. O nim jednak głównie, a także o mężczyznach w ogóle rozmawiają dwie kobiety. Nasza bohaterka – doskonale znająca facetów i ich zachcianki – już po dwóch zdaniach wymienionych na temat tego nieszczęsnego męża z jego żoną wie, jakie pan ów ma deficyty emocjonalne i seksualne. Wie także dlaczego żona nie może lub nie chce owych deficytów męża pozbawić. Najczęściej chodzi o to, że pewne rzeczy są w sprzeczności z jej najświętszymi zasadami.
Słysząc o zasadach nasza bohaterka potakuje i marszczy czoło ze zrozumieniem. Sama opowiada nieszczęsnej żonie całkowicie zmyśloną historię swojego pożycia z mężczyznami nieodpowiedzialnymi i brutalnymi, którzy zmarnowali jej życie. Żona dziwi się, że taka mądra i dobra istota trafiała na samych chamów i degeneratów. No, ale cóż poradzić - takie jest życie.
Z czasem najlepsza przyjaciółka spędza coraz więcej czasu w domu swoich nowych znajomych. Bawi się z ich dziećmi i dyskretnie obserwuje męża, który od razu zorientował się po co ta rura tu przylazła i teraz nie wie co zrobić. Udaje, że nie interesują go wieczorne posiadówki obydwu pań, ale żona sama go ciągnie na dywan przed kominkiem i zachęca do uczestnictwa w tych spotkaniach. No więc on się w końcu zgadza, bierze ten swój kieliszek i siada z nimi, a jego spojrzenie krzyżuje się na moment ze spojrzeniem najlepszej przyjaciółki jego żony… i tu można by powiedzieć, że jest już po tak zwanych ptokach. Teraz następuje dłuższy lub krótszy okres oczekiwania na dogodny moment, który pozwoli zamienić owo przelotne spojrzenie w tak zwaną burzę zmysłów, czyli w serię gwałtownych stosunków płciowych. Oczywiście żona nie jest niczego świadoma, ponieważ głupio ufa swojej przyjaciółce i mężowi. Fakt, zaniedbywała go trochę, został przez nią zlekceważony, ale kobiety zwykle popełniają taki błąd, oczekując, że ktoś im powie wyraźnie, czego od nich oczekuje, a one uczynią zadość jego zachciankom przewracając przy tym wymownie oczami lub odmówią mu z wściekłością, a w najlepszym razie palną pogadankę o kulturze współżycia i wzajemnym szacunku.
Ta druga nie będzie się – przepraszam za kolokwializm – w ogóle opieprzać. Od razu przejdzie do rzeczy, wykorzystując najlepsze wzorce z filmów dla dorosłych. To da jej mnóstwo frajdy, a głupia mina tego męża powie jej, że oto zwyciężyła po raz kolejny i kolejny już niedojrzały emocjonalnie samiec stał się powolnym narzędziem w jej rękach.
Teraz pozostanie już tylko pobawić się tym dwojgiem naiwniaków, a następnie kopnąć ich w te uszczęśliwione tyłki i odlecieć do jakiegoś innego mężczyzny. Zanim to jednak nastąpi, trzeba tego biednego męża uzależnić od siebie maksymalnie, tak żeby już nigdy nie poczuł się w łóżku lepiej z nikim, a z żoną to już na pewno. Po kilku tygodniach takich seansów, po ukradkowych spojrzeniach wymienianych w czasie wieczornych wizyt i ostrym seksie w czasie nieobecności żony trzeba zacząć zwijanie całej sprawy i przygotować generalną rozprawę.
Kobiety korzystają w tego rodzaju rozrywkach z całego szeregu dostępnych im patologicznych emocji. Najlepsza jest zazdrość. Choćby z tego powodu, że takiemu facetowi wydaje się, że to on tu coś zdobywa i wykorzystuje oraz ma władzę nad kimś, choć jest dokładnie odwrotnie. Zazdrość, początkowo okazywana oszczędnie, trochę go podkręca i czyni pewniejszym siebie, a przez to mniej ostrożnym. W miarę jak zazdrość jest coraz silniejsza, to znaczy jak jest w ten sposób odgrywana, jego ego rośnie. Pęcznieje tak to ego, aż do pierwszego szantażu. To jest kubeł zimnej wody na łeb, ale on nic nie pomaga, bo wycofać się z tego układu mężczyzna nie może. Zbyt wiele atrakcji tu na niego czeka. Zbyt mocno jest uzależniony od jej uległości.
Kiedy szantaże zaczynają przybierać na sile, a on czuje się mocno podenerwowany i robi coraz więcej błędów, najlepsza przyjaciółka jego żony przystępuje do rozprawy ostatecznej. Domaga się spotkania z nim natychmiast w ich domu, on z niechęcią się godzi, bo wie, że żona wróci dopiero za parę godzin. Jest to nieprawda, bo najlepsza przyjaciółka jego żony właśnie dzwoniła do niej, że z dzisiejszych zakupów na mieście nic nie wyjdzie, bo musi być wcześniej w domu i coś tam sobie przygotować. On zgadza się więc na spotkanie, ona do niego przyjeżdża ze świadomością, że „to” się dziś stanie. Seks jest oczywiście główną atrakcją wizyty i w czasie kiedy oni robią to na kanapie, do mieszkania wkracza żona.
To jest jak wybuch bomby atomowej lub eksplozja granatu w małym pomieszczeniu. On wygląda jak ostatni idiota, a ona – jego żona – jest po prostu w strasznym stanie. Prędzej spodziewałaby się zastać tam jego trupa pożeranego przez robaki, niż zobaczyć ten podskakujący na jej najlepszej przyjaciółce pryszczaty i włochaty tyłek. To jest coś przerażającego. Biedna żona nie wie co powiedzieć i wychodzi trzaskając gwałtownie drzwiami. Ona zaś – najlepsza przyjaciółka – nie ma nawet zamiaru się ubrać. Sięga po papierosa i patrzy na tego roztrzęsionego dupka, który siedzi na brzegu kanapy i zastanawia się, jak mogło do tego dojść. Przecież on nad wszystkim panował.
Uważacie, że takie sytuacje się nie zdarzają? Ha. Lepiej pilnujcie własnych mężów i żon. Złe nie śpi.
Gość
Komentarze (113)
Ja mam tylko taką dygresję: prawdziwą przyjaźń się pielęgnuje, żeby potem nie skarżyć się jaka/jaki to ja jestem samotna/y. Żeby nie spędzać każdej wolnej chili w internecie. Życie jest życiem, na kompromisy trzeba się zgadzać, bo nie zawsze nasz partner/ka jest nam idealnie dobrany. Miłego dnia!
Jeżeli było Ci tak przyjemnie to życzę Ci z całego serca żebyś to przeżył:))) powodzenia!!!!!