2010-06-26, 07:11 | Pieniądze + styl życia
Nokia na dynamo
Ruski zegarek albo ruska piła motorowa to było coś, czego normalny człowiek nie brał do rąk. I wydawać by się mogło, że te dawne czasy techniki rodem z kołchozowego warsztatu nigdy nie powrócą. Myliłby się jednak ten, który by tak sądził.
Oto bowiem Nokia, producent telefonów komórkowych z Finlandii - o czym wie dziś każde, nawet najmniejsze dziecko w Polsce - wyprodukowała gadżet, który od razu kojarzy się z radzieckimi wynalazkami. Nigdy nie zgadniecie, co to jest. Powiem wam: to dynamo do telefonu. Nie wiecie, co to jest dynamo? Taki mały agregat do produkcji prądu, który znajduje się przy rowerze, to znaczy znajdował się kiedyś, kiedy w powszechnym użyciu były radzieckie wynalazki. Dziś prawie każdy ma rowerowe lampy zasilane bateriami, dynamo można spotkać także, ale dużo rzadziej.
Ale wróćmy do Nokii. Specjaliści tej firmy wymyślili, że gdy komuś zabraknie prądu w baterii telefonu, może podłączyć ją do rowerowego dynama i podładować nieco sprzęt. Proste to i niesłychanie skuteczne. Pod warunkiem oczywiście, że mamy rower i da się do niego podłączyć dynamo. Pomysł, który tu delikatnie wyszydzam, nie jest jednak wcale taki zły. Pedałując bowiem z prędkością 6 km na godzinę możemy przez dziesięć minut zyskać 28 dodatkowych minut rozmowy. To dużo.
Specjaliści firmy Nokia nie zapowiedzieli jeszcze, że będą dodawać do telefonów darmowe rowery, ale być może blisko jest ów dzień, kiedy każdy użytkownik takiego telefonu będzie musiał zostać jednocześnie kolarzem.
Gość
Komentarze (12)
Dynamo rowerowe to wciąż najlepszy sposób zasilania lamp rowewrowych, które przez kretyńskie prawo unijne muszą się śwecić w rowerach jeżdżących po naszych drogach dzień i noc przez cały rok. Nie wspominając o ochronie środowiska przed trudnorozkładalnymi śmieciami, jakimi są baterie.
p.s.: Autorzyno artykuliku powyżej, radziecki to chyba masz mózg, jeśli jeszcze lansujesz się z markami (których natarczywa propaganda reklamowa dopadła, niestety, prawie każde dziecko) koncernów, które zrobiły pierwszą wielką kasę na obozach koncentracyjnych, w czasie drugiej wojny światowej.