2010-07-08, 07:11 | Po prostu życie
Samobójstwa z miłości
Statystycznie więcej takich samobójstw popełniają kobiety. Faceci bowiem, jeśli już decydują się na ten krok, załatwiają sprawę szybko i gwałtownie, w sposób, który gwarantuje pewność i od którego nie ma odwołania. Najczęściej jest to powieszenie lub bezpośredni kontakt z nadjeżdżającym pociągiem. Przykre te wypadki opisywane są potem w lokalnej prasie, a ludzie zastanawiają się przy piwie, jak mogło dojść do tego, że taki młody i „targnął się na linę”. A mogło, bo mężczyźni są nieobliczalni i skryci, przez to łatwiej im znaleźć się na krawędzi wytrzymałości nerwowej niż kobietom. Te ostatnie bowiem traktują samobójstwo jak groźbę, która wcale nie musi się spełnić, powinna jednak zrobić na mężczyźnie duże wrażenie. Stąd samobójstwa kobiet cechuje duża teatralizacja i zaangażowanie wielu osób postronnych, które mają uwiarygodnić samobójczynię w oczach jej niewiernego lub tylko nie dość szybko kupującego pierścionek zaręczynowy kochanka.
Od czego zaczyna się zwykle fikcyjne samobójstwo? Od wypalania dużych ilości nie swoich papierosów w firmowej palarni. Nie swoich, ponieważ fakt, że kobieta zdecydowała się na samobójstwo z miłości, nigdy nie przesłania prostej życiowej prawdy – oszczędność przede wszystkim. Samobójstwo z miłości – owszem, ale dopiero na drugim miejscu.
W czasie wypalania tych papierosów dochodzi do szczerych i rozdzierających serce rozmów o niegodziwości lub tępocie amanta, który nie chce z niejasnych przyczyn zrozumieć, że ślub musi być jeszcze w tym roku. Ronione są przy tym łzy i gryzione paznokcie, a zapewnienia o tym, że jedynym wyjściem jest śmierć, rzucane są ukradkiem i tak, by można było je odczytać dopiero po jakimś tam namyśle, niezbyt długim jednak, bo niektóre z przyjaciółek są przecież wyjątkowo tępe i miast współczuć, mogłyby nie zrozumieć o co chodzi.
Kiedy już plotki rozejdą się po firmie, fikcyjna samobójczyni rozpoczyna charakterystyczne marsze po korytarzach. Połączone są one z ukradkowym ocieraniem łez, żałośliwymi spojrzeniami i gryzieniem palców. Nie może się także obejść bez długich rozmów telefonicznych, które odbywa owa pani zwykle gdzieś w najbardziej ruchliwym miejscu biura, tak by wszyscy ją widzieli i mogli wyraźnie ocenić jej dramat po tym, jak widowiskowo rzuca głową na boki i jak powstrzymuje się od szlochu – zupełnie niczym Krystyna Janda w sztuce „Kobieta zawiedziona”.
Szef oczywiście dowiaduje się o wszystkim i jest z tego powodu wściekły. To nie oznacza bynajmniej, że samobójczyni się opanuje i zacznie wykonywać swoje obowiązki. O nie, nic takiego nie nastąpi. Więcej – cierpliwość szefa wystawiona zostanie na ciężką próbę. Nie chodzi bowiem w fikcyjnym samobójstwie o to, by mizdrzyć się do szefa, ale o to by uwiarygodnić całą akcję tym jego niezadowoleniem. Oto bowiem, bo którymś kolejnym fukaniu kierownika pójdzie plotka, że „taki zły jest na Aśkę, a ona nie wie co robić, bo jest już na krawędzi”. Wszyscy w to uwierzą, bo znają szefa i widzieli, jak dramatyczne były te jej rozmowy przez telefon.
Kiedy już uwaga trzech co najmniej pięter biurowca skupi się na naszej bohaterce, wtedy nadejdzie czas działania, czyli wykonanie akcji właściwej. Kobiety popełniają samobójstwo zwykle w bardzo widowiskowy sposób. Żadne tam wieszanie się czy skok na tory. To dobre dla szczeniaków. Kobieta powinna po popełnieniu fikcyjnego samobójstwa, bo nie po śmierci przecież, wyglądać dostojnie i wywoływać szczere współczucie. Nie można jednak zapominać o tym, że samobójstwo zawiera element makabry i uciec się od tego nie da, bo wszystko będzie niewiarygodne. Trzeba tę makabrę jakoś zaaranżować. Do aranżowania makabry najlepiej nadaje się samobójstwo popełniane poprzez podcięcie sobie żył.
Nie ma oczywiście mowy o tym, by podcinać sobie żyły nożem, tak robią idioci lub prawdziwi samobójcy, którzy mają prawdziwe problemy. Nasza bohaterka nie czyni takich rzeczy, albowiem działa w afekcie i do podcięcia żył służy jej przedmiot przypadkowy, po który sięgnęła wiedziona emocjami. Zszargane nerwy naszej bohaterki nie pozwalają jej należycie i trzeźwo ocenić sytuacji i samobójstwo popełnia ona nie w wannie, nie w kuchni, gdzie jest pełno noży, ale przed lustrem w garderobie, zaś do podcięcia żył najczęściej służy jej grzebień, który chwyta w roztargnieniu i kilkoma niezbyt silnymi, ale zamaszystymi ruchami przeciąga tym grzebieniem po przegubach. Po takiej akcji pada zemdlona. Wcześniej oczywiście umówiła się z przyjaciółką, która ma przyjść do jej mieszkania pięć minut po samobójstwie, zastać półotwarte drzwi i także zemdleć na widok naszej bohaterki leżącej przed lustrem w „kałuży krwi”. Tak to zostanie opowiedziane w biurze. Kiedy już obydwie panie przyjdą do siebie, przyjaciółka opatrzy rany naszej bohaterce czyli owinie jej porysowane grzebieniem nadgarstki za pomocą bandaża, a potem doradzi, by nie zdejmowała ona owego opatrunku przez cały tydzień, tylko paradowała z tymi owijaczami na rękach.
Rzecz jasna, tak się stanie. „Samobójczyni” będzie łazić korytarzami w tę i z powrotem, od czasu do czasu podnosząc w gorę ręce i pokazując, jak strasznie została okaleczona przez tego potwora. O grzebieniu rzecz jasna nie wspomni ani razu. W tym czasie jej przyjaciółka opowiadać będzie, w jakich to malowniczych okolicznościach znalazła tę biedną, nieszczęśliwie zakochaną kobietę. Znajdzie się oczywiście ktoś, kto zakwestionuje autentyczność tego samobójstwa i będzie to najpewniej facet, ale koleżanki przypuszczą na niego taki atak, że po czymś takim nieszczęśnik będzie musiał skrywać się pod biurkami, żeby w ogóle móc żyć w firmie.
Plotka stugębna rozniesie lotem błyskawicy tę nieszczęsną wieść o samobójstwie i kochanek naszej bohaterki wkrótce dowie się, na co zdobyła się wzgardzona przezeń kobieta. Jak każdy facet, jest on obdarzony próżnością taką, że gdyby na nią wlazł i zleciał, mokra plama by z niego nie została. Przybiegnie więc w te pędy zobaczyć, jak wyglądają zadrapania po grzebieniu, bo będzie mu szalenie imponował fakt, że dla jego szmatławych względów jakaś pani usiłowała się zabić. Będzie ów pan na tyle głupi, że po drodze kupi pierścionek zaręczynowy. On przywita go z liczkiem bladym i oczami wbitymi w ziemię. Jej przyjaciółki będą patrzeć na niego z nienawiścią i podziwem na przemian. On zaś przeprosi za to, za co miał tam przeprosić i uniesie ją na rękach ku lepszej przyszłości. Na przyszłość zaś będzie pamiętał, żeby w domu nie leżały na wierzchu żadne grzebienie.
Gość
Komentarze (74)
każdej maści
raz pani a'la mocher, ze sznytami na rękach...
pozdr.
Nie da się tego czytać!