2010-07-15, 07:11 | Po prostu życie
Wolność brzydkiego słowa
Tak przynajmniej stało się w przypadku wielkich stacji medialnych, które od lat walczyły z zapisami Federalnej Komisji Łączności (FCC), odpowiednika naszej Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji połączonej z Radą Etyki Mediów. FCC bowiem wymyśliła, że za każde przekleństwo, którego gość programu użyje podczas występu na żywo, nadawca musi wrzucić kilkaset tysięcy pieniążków do federalnego słoiczka.
Wszystko zaczęło się w połowie lat 70., gdy komik George Carlin zaprezentował publicznie swój monolog Brzydkie słowa. Trwał 12 minut i składał się wyłącznie z przekleństw i wulgaryzmów.
Słabe serca członków FCC ledwo wytrzymały taki show i wkrótce pojawiły się pierwsze przepisy na temat tego, co jest przekleństwem (wyróżniono siedem kluczowych słów), kiedy dopuszcza się wykroczenia (przekleństwa powinny wystąpić seryjnie) i jakie kary grożą za przeklinanie na wizji. Przez prawie 30 lat panował w tym temacie spokój, aż w 2003 roku na wizji pojawił się frontman U2, Bono i pozwolił sobie skomplementować galę Złotych Globów słowami „Ale tu, kurwa, pięknie”. Odzew FCC był błyskawiczny – pojedyncze wulgaryzmy mogły stać się podstawą do wymierzenia solidnej kary. I choć Rupert Murdoch nie zapłacił wówczas ani grosza, sytuacja zrobiła się nieprzyjemna. Co innego bowiem poprosić gości programów live, by kontrolowali słownictwo, a co innego pilnować, by nie wypsnęło się ani jedno niegrzeczne słówko.
FCC krytykowana była nie tylko za same zapisy, ale także za nadmierną wybiórczość. O ile jasne było, że słowo na „F” będzie na czele zakazanej listy, o tyle niejasne było, dlaczego nie znalazły się na niej tak urocze sformułowania jak „Całuj mnie w dupę”, „Wal się” oraz „Jestem wkurwiony”. Niekonsekwencja Komisji była kolejnym argumentem na absurdalność wprowadzanych przez nią rozwiązań. Sąd w końcu uznał rację koncernów medialnych, przychylając się do stanowiska, że przepisy FCC są niezgodne z Pierwszą Poprawką gwarantującą wolność wypowiedzi.
Wyrok został skrytykowany od razu, nie tylko przez Komisję, ale także organizacje rodzinne, które stwierdziły, że sędzia działa przeciwko dzieciom. Od teraz fucki mogą bowiem latać nawet w Ulicy Sezamkowej (gdyby leciała na żywo). Wolność słowa jednak wygrała, choć tylko brzydkiego. A biedni bossowie FCC, jeśli po ogłoszeniu werdyktu wyrwało im się gromkie „Fuck!”, nie będą już się mogli ukarać za to nawet siebie.
Gość
Komentarze (7)
PS.Mam Ochotę na Sex