2010-07-26, 07:11 | Po prostu życie
Picie mamy w genach
Ostatnio udało im się na przykład dowieść w sposób niezbity, że niektórzy ludzie piją na umór, gdy mają do dyspozycji towarzystwo innych. Każdy, kto choć raz w życiu wyszedł z domu i zawędrował aż do pubu, mógł doświadczyć tego na własnej skórze. Badacze postanowili jednak całej sprawie nadać trochę powagi i zasłonili się alibi z genów. Odkryli bowiem, że to, czy mamy ochotę pić w towarzystwie zależy od tego, czy mamy predyspozycje genetyczne.
Co prawda każdy, kto przeczytał choć jeden artykuł na temat genetyki wie, że wszystko zależy od tego, czy mamy predyspozycje w genach, czy nie, ale i to na chwilę pomińmy. Spróbujmy przyjrzeć się wynikom poważnych testów z prestiżowej uczelni Radboud University w Nijmegen (to w Holandii). Otóż sekwencja genowa o tajemniczym kryptonimie DRD4 sprawia, że w mózgu wydziela się dodatkowa porcja dopaminy w sytuacjach, gdy spożywamy procenty ze znajomymi. Daje to nam dodatkowe poczucie zadowolenia, przeradzające się w euforię (prawdopodobnie wprost proporcjonalną do ilości spożytego napitku). Uznano jednocześnie, że skłonność może odnosić się także do narkotyków. Wykluczono za to, że osoby z taką kombinacją genów po prostu lubią zalewać się w trupa z kolegami.
Ciekawa jest także metoda przeprowadzania badań. Króliki doświadczalne (60 kobiet i 53 mężczyzn) posadzono i serwowano do wyboru drinki, wino, wodę sodową lub piwo. Następnie sprawdzano, jak będą zachowywać się posiadacze sekwencji DRD4, gdy nieposiadacze wybiorą napoje alkoholowe, a jak, gdy zrezygnują z procentów. Wyniki nie zaskoczyły nikogo poza naukowcami – gdy towarzysze pili alkohol, DRD4-owcy robili to samo. Gdy kompani wybierali „mineralkę”, reszta ograniczała się do pół butelki piwa lub lampki wina. Eureka!
Jak wskazuje prof. Larsen, szef grupy badawczej z Nijmegen, wyniki badań będą jeszcze potwierdzane przez inne zespoły. Metoda ma być ta sama – upijanie ochotników w imię nauki. Wszystko w sterylnych warunkach uniwersyteckiego laboratorium. Jakakolwiek próba przeprowadzenia eksperymentu w warunkach naturalnych mogłaby się zakończyć totalną katastrofą – badacze mogliby zrozumieć, że to, na co oni pracowali w pocie czoła latami, zwykły Kowalski odkrył w pierwszej klasie liceum, gdy obalił pierwsze tanie wino z kumplami.
Gość
Komentarze (30)
dobra ta Twoja kolezanka :D