2010-08-02, 07:11 | Po prostu życie
Lepiej szukać miłości w necie?
Kłopot jednak z tym, że oczekiwania poszukujących mogą być wystawione na srogą próbę. No, ale czyż oczekiwania poszukujących partnerów w realu nie są na takie próby wystawiane? Oczywiście, że są.
Nigdy nie zapomnę sytuacji, kiedy do znajomej zwróciła się jej koleżanka, wdowa, z prośbą o radę. Oto miała do wyboru dwóch mężczyzn, jeden był już w pewnym wieku, dobrze sytuowany, z pozycją, drugi zaś był młodzieńcem - pięknym co prawda, ale rozmarzonym i nieco lekkomyślnym. Znajoma, kierując się rozsądkiem dojrzałej kobiety i mając na względzie dobro swej przyjaciółki doradziła jej oczywiście, by związała swe życie z tym starszym, statecznym mężczyzną. I ona tak zrobiła.
Po raz kolejny okazało się, że w miłości rozsądek na nic się nie zdaje, trzeba kierować się impulsem i uczuciem. Oto ów stateczny i godny zaufania człowiek okazał się brutalnym psychopatą ze skłonnościami do sadyzmu, który w dodatku dybał na finanse naszej bohaterki, ponieważ jego zamożność nie była prawdziwa, on ją jedynie markował. Kobieta przeżyła prawdziwe piekło.
Gdyby poszukała sobie kogoś w sieci, może byłoby inaczej? Może miałaby okazję sama takiego kogoś sprawdzić, wyśledzić jego nawyki i przyzwyczajenia i nie musiałaby się przejmować opiniami koleżanek? Sieć, wbrew pozorom, daje duże poczucie intymności i pozwala na bliższą obserwację człowieka, którym jesteśmy zainteresowani. Możemy takiego obserwować niczym owada przez lupę, śledzić jego potknięcia, niekonsekwencje i szajby. Możemy oceniać to, co pisze, bez ryzyka, że spotkają nas jakieś przykre przygody.
Kiedy zaś w końcu spotykamy się z nim lub z nią, mamy szansę porównać jego i jej projekcje na własny temat z rzeczywistością. Jeśli opisy i realność pokrywają się, można się zastanowić nad kontynuowaniem związku, jeśli zaś coś się nie zgadza, lepiej jeszcze się poprzyglądać. \
Ludzie bowiem mają zwyczaj bezwiednego kłamania na swój własny temat, mężczyźni zaś są w tym mistrzami. Mały, gruby jak beczka tłuścioch będzie opowiadał o tym, jakie ma delikatne i smukłe palce, jakim jest mistrzem kuchni, choć w realu stołuje się w McDonaldzie. Będzie mówił o tym, że trenuje sporty ekstremalne, choć jedynym sportem, jaki uprawia, jest ruszanie powiekami przed telewizorem. To wszystko wychodzić będzie z jego ust niczym bańki mydlane z dziecięcej zabawki – płynnie i rytmicznie.
Kiedy go zobaczymy w rzeczywistości i coś nam podpowie, że pan ów może kłamać, przyłapmy go na jednej z tych uroczych niekonsekwencji i sprawdźmy co zrobi. Jeśli się przyzna - nie jest źle, jeśli będzie szedł w zaparte - trzeba się zastanowić, co z nim dalej uczynić. Być może jest to tylko niegroźny maniak lub łagodny frustrat wychowywany przez matkę i z litości chociaż wypada mu poświęcić kilka wieczorów. Może się jednak zdarzyć, że facet okaże się świrem z prawdziwego zdarzenia, który zacznie nas nachodzić późno w noc, puszczając pod oknami bloku, w którym mieszkamy, indyjską muzykę ludową. Lepiej uważać.
Internet ma jeszcze tę przewagę nad rzeczywistością, że my także możemy trochę ponaginać własne wyobrażenie o sobie i dodać tego i owego w różnych miejscach własnej osobowości. W końcu człowiek ma te talenty artystyczne, kobieta zaś ma ich mnóstwo. Co zaś się tyczy ewentualnych demaskacji, to żaden mężczyzna jeszcze nigdy nie rozgryzł do końca żadnej kobiety. Kiedy już zdrowo naściemniamy, możemy się nieco udrapować przed spotkaniem i przyjść na nie w kreacjach i formach tak zaskakujących, że nawet nasza najlepsza przyjaciółka oniemiałaby z wrażenia, a cóż dopiero jakiś biedak, co dziewczyny po Internecie szuka.
Cały czas zakładam, że poruszamy się w sieci pośród serwisów społecznościowych i innych kulturalnych instytucji, a nie włazimy na jakieś podejrzane witryny, gdzie ponure bandyty proponują niewinnym dziewicom różne seksualne perwersje już w drugim zdaniu korespondencji.
Kiedy zwabimy znalezionego w spokojnym miejscu samczyka na miejsce schadzki, możemy odegrać przed nim właściwie to, co chcemy, bez obaw, że on cokolwiek z tego zrozumie, lub że się zniechęci. W trakcie zawierania znajomości realnych nie mamy na to szans, bo może się okazać, że nasz przypadkowy amant łaził za nami od miesiąca, obserwował nas uważnie, wie ile mamy kotów, ile kanarków w domu, w których sklepach kupujemy bieliznę i jaka to bielizna, był na cmentarzu 1 listopada, kiedy zapalałyśmy znicz na grobie babci. Jeśli on okaże się kimś takim, to czeka nas przykra niespodzianka i tak zwany klops, nie powalczymy i nie będzie miejsca na kreację i sznyt artystyczny. Aktorstwo trzeba będzie schować do pudełka i wrzucić na pawlacz. Nie da się inaczej. Może się także okazać, że on „akceptuje nas takimi, jakimi jesteśmy” - i to dopiero jest dramat i hekatomba w jednym kawałku. Jak takiego przepędzić? Chyba za pomocą wynajętych przestępców, nie inaczej.
Najgorzej jednak będzie, kiedy poznany w sieci człowiek opowie o sobie takie rzeczy, że nie sposób będzie myśleć o spotkaniu z nim bez drżenia łydek. Najgorsze będzie, kiedy on to wszystko podbuduje solidnym PRem i jeszcze nie da się złapać na kłamstwie. Potem zaś, kiedy zaaranżujemy spotkanie, okaże się, że wszystko, co nam powiedział, to szczera prawda i nie ma tam nic zmyślonego. I jeszcze na dodatek zamiast chrzanić coś o sobie, przyniesie kwiaty, będzie się wsłuchiwał w brzmienie naszego głosu i pytał o wszystkie szczegóły, które tak bardzo chciałyśmy przed nim zataić. Wtedy to będzie problem nie lada. Albo trzeba się będzie poważnie zastanowić nad terapią odwykową od Internetu, albo zadzwonić do tego, co puszczał tę indyjską muzykę pod oknem. Inaczej może się okazać, że zakochamy się naprawdę.
Gość
Komentarze (63)
A niby w czym?
Trzeba poczuć to coś... a między nami od początku zaiskrzyło... :)