2010-08-23, 00:00 | Po prostu życie
Taniec na rurze: sport czy obraza boska?
Oto okazuje się, że to, co do tej pory było wystawiane w klubach ze striptizem i domach publicznych, ma prawo bytu poza nimi, w specjalnych salach, prawie takich samych jak sale do ćwiczeń jogi. Taniec na rurze traktowany jest dziś bowiem jak zajęcia z aerobiku dziesięć lat temu - jako coś, co poprawia kondycję kobiet. Kondycję fizyczną zapewne tak, ale co z kondycją moralną? Przecież taniec na rurze to rozrywka dla pijanych chamów, którzy wychodzą z domu, żeby podniecać się widokiem gołych dziewczyn wyginających się przy tych nieszczęsnych chromowanych rurkach.
To degrengolada w czystej postaci. Nie ma dla tego żadnego usprawiedliwienia. Jeśli wprowadzamy to naszego życia to znaczy, że nobilitujemy te wszystkie „tancerki”, które się w tym tańcu realizują i czynimy z nich wzór godny do naśladowania. Przecież nigdzie poza tymi lokalami taniec na rurze nie występuje.
Nie występuje (prawie – są już pierwsze „szkoły”) w Polsce, ale już w takich Stanach taniec na rurze to tak zwany pole dance i traktowany jest on tam jak dyscyplina tańca artystycznego. Tylko co to zmienia w naszych rozważaniach?
Nic. Taniec na rurze wyszedł z agencji towarzyskiej i kropka. Kobiety, które uczęszczają na zajęcia z tego tańca, motywują swoją decyzję tym, że chcą być bardzo seksowne. Czyli takie, jak te prostytutki w agencjach, do których chodzą ich mężowie, bo nudzi im się w domu. No i właśnie coś z tym trzeba zrobić. Jeśli mąż lata po agencjach towarzyskich i klubach go-go, to trzeba mu taki klub zorganizować w domu i w ten sposób uratować życie rodzinne, spokój i miłość. O szczęściu dzieci nie wspominając. Jest to oczywiste szyderstwo, bo przecież robienie z domu agencji nie przynosi nikomu chwały i żadnego szczęścia nie pomnaża. Powoduje jedynie frustrację, bo facet, który ma w pamięci te wyginające się w migotliwych światłach dziewczyny, za nic nie zaakceptuje swojej tłustawej żonki, która próbuje im dorównać kręcąc się wokół rurki przymocowanej do sufitu w kuchni. To żałosne. Taki facet może się
nawet po czymś takim załamać psychicznie i miast szczęścia rodzinnego wybrać rozwód.
Oczywiście znaleźć można szczere entuzjastki i szczerych entuzjastów takiego spędzania wolnego czasu, którzy będą jeszcze za to płacić i łudzić się, że tańcząc na rurze uprawiają jakiś sport, czy poprawiają sobie kondycję, albo może czynią swoje życie bardziej dynamicznym i szczęśliwym. Jest to oczywiście złudzenie, bo nie ma w tańcu na rurze niczego więcej ponad stare marketingowe zagranie, które polega na tym, by wymyślić sztuczną potrzebę i następnie zaspokajać ją za pieniądze. Taniec można przecież uprawiać bez rurki. Oczywiście zaraz pojawią się głosy oburzonych, mówiące że rura to tylko rura. Można tańczyć na rurze bez kontekstu. Otóż nie można, tak jak nie można bawić się bronią bez kontekstu. Nie można udawać, że atrapa rewolweru służy do wbijania gwoździ w ścianę na czas i to jest taki sport, całkiem nowy i wielce rozwijający. Powtórzmy więc – taniec na rurze to element folkloru agencyjnego i nic nie jest w stanie tego zmienić. Żaden pole dance czy inne wymysły.
Jeśli ktoś oczywiście ma pieniądze i chce je wydawać na taniec z rurą, proszę bardzo, niech wydaje. To jego rura i jego pieniądze. A raczej jej, bo w zajęciach tych póki co uczestniczą jedynie kobiety. Mężczyźni trzymają się od tego z daleka, choć pewnie nieodległy jest dzień, kiedy w ramach równouprawnienia otwarte zostaną kluby, w których faceci będą kręcić się wokół rur tak samo, jak kobiety. Gazety napiszą o tych miejscach długaśne reportaże, w których wychwalać będą pod niebiosa inicjatywę tak wspaniałą i zrównującą w prawach do striptizu obydwie płcie. I nie będzie to żaden występ chippendale sów, tylko zupełna spontanka w wykonaniu jakiegoś Ryśka czy Zbyszka, który odziany w prześwitujące kalesony bez stóp będzie się mocno starał zaimponować koleżankom i kolegom.
Na razie – całe szczęście – mamy tylko pole dance dla kobiet. Kobiety owe wmawiają sobie – jak to kobiety – że podnoszenie własnej atrakcyjności seksualnej (o zgrozo!) poprzez ten dziwaczny taniec nie ma nic wspólnego ze sprzedawaniem się. No, bo jakże może mieć? Seks i goła baba pokazująca się publicznie? To się w żaden sposób nie łączy. Te same osoby, jak przypuszczam, mają wiele argumentów przeciwko realnym klubom go-go, przeciwko domom publicznym zwanym agencjami towarzyskimi i innym takim przybytkom. Przecież to miejsca opanowane przez przestępców, którzy czerpią korzyści z nierządu i wykorzystują młode dziewczyny w sposób nierzadko bestialski. Wśród tego całego brudu jest także widoczny taniec na rurze.
Najgłupszym argumentem przemawiającym za tym tańcem jest kwestia treningu fizycznej wytrzymałości. Ponoć już kilka sesji znacznie podnosi sprawność i umożliwia kobiecie wykonywanie rozmaitych ewolucji na rurze. To jest szalenie frapujące i atrakcyjne dla amatorek tej rozrywki, no ale przecież poprawiać kondycję można na sto sposobów, bez rury. Ta jest do tego wcale niepotrzebna, wręcz utrudnia wszystko, bo trzeba za nią zapłacić w specjalnym sklepie lub opłacać nie najtańsze zajęcia w klubie. W tym czasie lepiej byłoby pobiegać po ulicach lub pójść na pływalnię.
Rura ma w podtekście seks, w dodatku seks związany z nierządem. Zgoda na ten taniec jest zgodą na istnienie kultury nierządu w naszym codziennym życiu. Jest jej usprawiedliwieniem, wytłumaczeniem i akceptacją. Zgoda na taniec na rurze jest zgodą na deprawację.
Wyobrażacie sobie, że dzieci wracając ze szkoły zastają matkę, jak robi te wygibasy na rurze, w nadziei że ojciec, który do tej pory uciekał z domu, będzie ją bardziej kochał i okazywał jej więcej zainteresowania? To przecież horror w czystej postaci. To właściwie już dno. Oczywiście nie każda kobieta trenująca na rurze ma rodzinę, zapewne są takie, które ćwiczą w nadziei, że wreszcie jakiś facet zwróci na nie uwagę, ale ta motywacja jest jeszcze gorsza i jeszcze bardziej upiorna.
Gość
Komentarze (162)
poniewaz dbaja o
swoj wyglad i zdrowie wlasnie zeby
pracowac,zniszczonej dziewczyny nikt
nie zatrudni!
Sfrustrowane zaniedbane zony niech niepsuja opini ladnym
dziewczynom!
Jesli jest piekna
glupia byc nie moze
Ale to popieram :)
tancerka-striptiserka w latach 90-tychna terenie calej
Polski w nocnych
klubach Variette
to byly duze programy artystyczne np.
iluzja,akrobcje,
piosenka-parodie
i.t.p ale nigdy nieimponowaly mi propozycje roznych pewnych siebie pajacow!
trzeba zachowac
swoja osobowosc
i nie poddawac
sie presji srodowiska!pozdrawiam Emperor
Po pierwsze:
Taniec na palu byl uprawiany juz w od dawien dawna w Indiach, i to wlasnie przez mezczyzn - prosze sie doedukowac, jesli sie ma Pani zamiar wypowiadac publicznie w okreslonym temacie, który jest najwyrazniej dla Pani obcy.
Po drugie:
Lekcja anatomii prosze Pani! Nie ma Pani pojecia czym jest pole dance i jak wplywa na poprawe kondycji oraz budowe masy miesniowej. Jest ciekawa alternatywa dla nudnych "brzuszków", "pompek", czy monotonnych cwiczen na maszynach w silowni. Podczas akrobacji na rurze caly ciezar ciala jest utrzymywany miesniami nóg lub ramion, a co za tym idzie takze pleców i brzucha, rozwija wiec równomiernie kazda grupe miesniowa.
Po trzecie:
Skad zna Pani klientele klubów go-go?
Pracuje w takim lokalu i zapewniam Pania, ze "
Pomimo całej tej swojej "cywilizowanej" otoczki, człowiek jest niczym innym, jak zwierzęciem. Organizmem żywym wyposażonym dodatkowo w inteligencję i świadomie wykorzystującym swoje popędy. A popędy były, są i będą. Nie da się ich zlikwidować. To nam zapewnia gospodarka hormonalna chociażby.
A co do artykułu, to aerobik, callanetics, czy też joga, to również takie próby "rozpaczliwe" utrzymania domowego żaru?
Coś nie wydaje mi się. To w takim razie lepiej niech kobiety tkwią w swoich kompleksach, mężczyźni, niech obrastają tłuszczem razem z nimi, a w miejsce uczuć już istniejących, ale przygasłych niech wejdzie frustracja i prostytucja. To taki skrót myślowy, ale odzwierciedla, jak potrzebne jest, by solidne spoiwa związku pielęgnować. I skoro dodaje to komuś pewności siebie, to dlaczego to odbierać? Dla przykładu energia atomowa nie jest j
Więc po co ten szum?