16 komentarzy | dodaj komentarz ›

2010-08-30, 07:11 | Margines

Lekarze z naszych ekranów

seriale  film  TV  Dr House  Hugh Laurie  ER  George Clooney  Na dobre i na złe  Artur Żmijewski  Małgorzata Foremniak 

seriale, film, TV, Dr House, Hugh Laurie, ER, George Clooney, Na dobre i na złe, Artur Żmijewski, Małgorzata Foremniak, zdjęcie, fotografia
Seriale, których akcja toczy się w szpitalach, cieszą się niesłabnącą popularnością od lat z górą czterdziestu.

W Polsce sprawa zaczęła się od dwóch szpitalnych produkcji, za czasów głębokiej komuny. Bohaterką jednej z nich była kobieta, a drugiej mężczyzna. Tak naprawdę jednak w serialach tych chodziło o to, by pokazać trochę cycków i rozerwać publiczność znudzoną przemówieniami towarzysza Gierka.


fot. filmpolski.pl


Serial z kobietą nazywał się „Doktor Ewa” i konia z rzędem temu, kto pamięta dziś, o co w nim chodziło. Można jednak obstawiać w ciemno, że zapewne o rozwiązywanie trudnych życiowych perypetii, a także – w tle oczywiście – o leczenie jakichś biedaków, co się gdzieś połamali na ślizgawce lub dostali bólu brzucha po schabowym z kapustą. Główną rolę grała w tym serialu Ewa Wiśniewska, która długi czas uważana była za najpiękniejszą aktorkę w polskim kinie. Nie ona była jednak największą atrakcją tej produkcji. Była nią Jolanta Lothe, aktorka epizodyczna, ponoć z wielkim talentem, ale zupełnie niewykorzystanym, a to z tego powodu, że miała biust jeszcze większy niż talent. Wszyscy więc reżyserzy, zgodnie z manierą obowiązującą wówczas, a i dzisiaj także, obsadzali panią Jolantę w rolach kobiet lekkich i chętnych do zrzucania łaszków. W serialu „Doktor Ewa” grała ona pielęgniarkę, która snuła się po oddziałach w kusym i porozpinanym  fartuszku. Dzięki temu serialowi – jak sądzę – obsesje seksualne w Polsce zyskały nowy wymiar. Serial zaś zyskał na oglądalności.




Bohaterem drugiego serialu był Edward Lubaszenko, który grał tam lekarza nazwiskiem Bognar. Serial nazywał się „Układ krążenia”. Jego walor polegał na tym, że Lubaszenko pokazywał się czasami goły i to do białości rozgrzewało ekspedientki zasiadające po pracy przed telewizorami. Partnerowała mu aktorka planów odległych – Laura Łącz, która rozbierała się w tym filmie do rosołu, co z kolei przyciągało przed telewizory mężczyzn. Był to moim zdaniem szczytowy sukces seriali medycznych, który już nigdy potem nie został powtórzony, ponieważ seriale te, miast pokazywać biuściaste pielęgniarki i gołych lekarzy, uciekły w tak zwaną prawdę psychologiczną. 




I tak zrodził się najsłynniejszy serial medyczny pod tytułem „Szpital na peryferiach”. Za prawdę psychologiczną odpowiedzialny był w nim sympatyczny czeski aktor nazwiskiem Milosz Kopecky i właściwie tylko on. Reszta występujących w tej produkcji postaci wzięta była wprost z Księżyca i nie mogła przekonać widza do siebie za żadne skarby. No chyba, że po rozebraniu się do rosołu, ale na to się tam nie zanosiło. Kopecky robił, co mógł, przez kilkanaście odcinków, ale w końcu nie wytrzymał i zmarł na serce. Nie należy się temu dziwić - obarczyli chłopa odpowiedzialnością za cały film i nie dali mu oddechu. A serce, jak to mówią, nie sługa.


fot. filmpolski.pl


Czasy współczesne są nieco łaskawsze dla lekarzy w filmach, co nie znaczy, że postaci kreowane przez aktorów udających medyków są bardziej prawdopodobne niż ta, którą grał Kopecky. O nie. Z tym jest nawet gorzej. Nikt przecież nie jest w stanie uwierzyć, że taki doktor Burski z Leśnej Góry ma coś wspólnego z prawdziwym, żywym człowiekiem. To jest atrapa i to rażąco źle wykonana. Jego problemy są tak autentyczne, jak pakowana w folię szynka z supermarketu, a w dodatku partneruje mu Małgorzata Foremniak, która z każdym kolejnym sezonem ma mniejsze szanse na przyciągnięcie uwagi widza po zdjęciu stanika. Na to zresztą także się nie zanosi.

Inni lekarze w tym filmie mają od odwalenia role jeszcze bardziej niewdzięczne niż Burski. Kazano im bowiem grać czarne charaktery lub ludzi z pokręconym życiem osobistym. W Polsce wypada to średnio wiarygodnie, bo wszyscy prawie leczą się u nas prywatnie i dobrze wiedzą, że kto jak kto, ale lekarze zatrudnieni w klinikach na kilku etatach nie mogą narzekać na jakieś problemy. Serial ten cieszy się jednak popularnością, bo jest prostym naśladownictwem czeskiego serialu sprzed lat i jego późniejszej dokrętki. Ludzie zaś lubią oglądać to, co już widzieli i nie ma sposobu, a na pewno nie ma prostego sposobu, żeby ich do tego zniechęcić. Burski jest jedną z najpopularniejszych postaci serialowych w Polsce także dlatego, że uosabia nigdy nie spełnione marzenia o dobrym i przystojnym doktorze, którzy nie bierze łapówek.



Zupełnie inne założenia przyjęli producenci seriali medycznych kręconych w USA. Produkcje te trzymają się nie na nieprawdopodobnych psychologicznie postaciach granych przez słabych aktorów, ale na poszatkowanej, dynamicznej narracji, na efektach specjalnych i dopiero w trzeciej kolejności na aktorach, którzy mogliby właściwie przyjść z ulicy i to  nie miałoby to znaczenia. Ich rola jest bowiem z założenia epizodyczna. Tak było, na przykład, w serialu, „Ostry dyżur”.




Ostatnio sytuacja zmieniła się jednak diametralnie i uważam to za dobry objaw. Mamy doktora House. Mamy go już od sześciu sezonów, ale dopiero teraz widać, na czym polega wielkość tego serialu i jego inność. Otóż House to człowiek samotny i wyalienowany. To ważne, bo oznacza to powrót do dawnych, dobrych wzorów kinowych, eksploatowanych w starych westernach. House to Gregory Peck z klasycznego westernu „W samo południe” i święty Jerzy w jednym. Jego pomocnicy, cały ten zbiorowy podmiot, mają przy nim znaczenie trzeciorzędne, bo w serialu najważniejsze jest to, że doktor House samotnie walczy ze złem. A zło owo, choć potężne i zdradliwe ulec musi, bo House uzbrojony jest tak, jak żaden dotąd serialowy medyk. Po pierwsze, ma wiedzę i umiejętności – co widać w każdym odcinku i nie ma tu znaczenia przecież, że to, co opowiada House ma słaby związek z prawdziwą medycyną. Po drugie, pozbawiony jest tych wszystkich irytujących słabości, w które wyposażają swoich bohaterów polscy scenarzyści. Po trzecie, jest wrażliwy i potrafi nad tą wrażliwością panować.

Pojawienie się Housea to powrót najważniejszych wartości zachodniej cywilizacji na ekrany naszych telewizorów. Dosyć już płaczących, rozmemłanych bubków, którzy popełniają szkolne błędy po to, by się potem z nich tłumaczyć przez dwanaście odcinków, dosyć leniwej, kapciowatej narracji rodem z Leśnej Góry. Doktor House powraca! Słyszycie, zarazki i pasożytnicze grzyby?! Już po was. Dobro uosobione przez samotnego rycerza ze stetoskopem na szyi zwycięży.

MR

Komentarze (16)

  • a gdzie doktor Wstrząs????
    Gość 12:44 (30.08.2010)
  • Autor mało doinformowany nasze "Na dobre i na złe" miało być swojską wersją "ER", tylko jak wiadomo odgrzewany kotlet w nie swoim sosie nikomu nie smakuje. Po drugie pomija kilka innych produkcji o tej tematyce, wspomnę o 2. "Szpital Dobrej Nadziei" o ile dobrze pamiętam tytuł, problem wynika z nim iż leciał u nas w telewizji tylko jeden jego sezon. "Chirurdzy - Grey's Anatomy" dość głupio spolszczony tytuł, ale pal licho nie o to chodzi. W Ameryce bije rekordy oglądalności, powstają kolejne sezony, bach nawet nasi spece chcą przenieść odrobinę fabuły do naszych realiów. Nie będę się zbytnio rozpisywać, jeśli ktoś chce bardziej wgłębić w tematykę amerykańskich seriali medycznych zapraszam na stronę iitv tam jest ich duży wybór, dla każdego coś dobrego;).
    Katia 13:15 (30.08.2010)
  • PS. zapomniałam dodać iż leciał u nas serial którego bohaterkami były młode pielęgniarki, niestety jeśli idzie o jego tytuł diagnoza brzmi: skleroza.
    Katia 13:17 (30.08.2010)
  • Gregory Peck grał w "W samo południe"...? Chyba jakąś wersję reżyserską puścili :P
    Majk Ejcz 16:33 (30.08.2010)
  • Ten serial, to "Klinika Uniwersytecka".
    A artykuł.... zasadniczo do niczego, czyta się cieżko, dobierane słowa są toporne i ogólnie wydaje się o niczym!
    Fakt, Margines.....
    do Katia 16:50 (30.08.2010)
  • Autor: do Katia

    Ten serial, to "Klinika Uniwersytecka".
    A artykuł.... zasadniczo do niczego, czyta się cieżko, dobierane słowa są toporne i ogólnie wydaje się o niczym!
    Fakt, Margines.....


    Dzięki teraz znam tego serialu tytuł i będę mogła poszukać go w necie;)

    Gość 19:02 (30.08.2010)
  • Może niech oni zaczną leczyć ludzi bo ci prawdziwi to dno .
    axn 08:14 (31.08.2010)
  • a Hoży doktorzy :)??????
    Cox 15:27 (01.09.2010)
  • a gdzie chirurdzy?????????!!!!!!!! !!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!
    gość 15:58 (01.09.2010)
  • Hoży Doktorzy i John Dorian z Perrym Coxem to co? :)
    xyz 16:29 (01.09.2010)
1-10 z 16

Na żywo

  • nie wiem mnie to nie szokuje

    Gość 22:20 (15.02.2011)

    Trumny i modelki

  • Właśnie... ubranie przeznaczone dla studenta, którego nie może kupić :D hahaha

    Gość 15:46 (15.02.2011)

    Ubiór dla studenta

  • co za bzdurny tekst!!! autor chyba nie doczytał czym jest aseksualność!!!!!

    Gość 00:31 (13.02.2011)

    Może właśnie ty jesteś aseksualny?

  • Autor: 1410

    Autor:Autor: Pilot

    Za złomowe F-16 mogliśmy wyposażyć nasze wojsko w MiGi.Jeżeli kaczory czują wstręt do Rosji,to można było zamówić samoloty w Szwecji lub we Francji,ale u Europejskiego producenta.Chodzi o możliwość remontów w pobliskich bazach..F-16 bez bazy remontowej, pójdą szybko na zlom.Dla PiS-u nawet gówno amerykańskie uchodzi za złoto.


    Tyle tylko, że wszystkie wymienione przez ciebie konstrukcje mają wady:
    - Gripen jest samolotem stosunkowo młodym i niedopracowanym (vide samoistne katapultowanie pilota podczas ostrego manewru)
    - Rafale, ta konstrukcja jest używana jedynie przez Francję. Dlatego też uzbrojenie jakie przenosi, nie poraża (chodzi tu o wymienność rodzajów broni-np. amerykanskich pocisków sidewinder lub amraam)

    Gość 23:33 (12.02.2011)

    MIG-29, najlepszy samolot Układu Warszawskiego

  • Autor: matewek


    hahahah odwarzny sie znalazl, jesli masz 100lat to ok zwracam honor. ale jesli masz od 10-30lat nie pisz ze jestges taki NIEUSTRASZONY bo sie zdziwisz


    Nie piszę, że jestem nieustraszony. Po prostu horrory nie wywierają na mnie zamierzonego przez ich twórców wrażenia. Nawet podczas oglądania horroru, który jest powszechnie uznawany przez fanów za film najwyższej klasy nie czuję napięcia, rosnącej dramaturgii, ani nie wczuwam się w pieczołowicie budowany nastrój. Zamiast tego znajduję wiele niedoróbek, albo kuriozalnych (w założeniu twórców pewnie nieziemsko strasznych) scen, które mnie po prostu bawią do łez. W sumie to może nawet trochę żałuję bo (jak twierdzą moi znajomi - fani horrorów) omija mnie niezła rozrywka i kawałek dobrego kina, ale cóż wychodzi na to że ten gatunek sztuki po prostu nie jest dla mnie.

    Polecam Ci Hostel. Ale... Wiadom 22:27 (11.02.2011)

    Najlepsze horrory według mistrza Scorsese

  • Autor: .

    ...Co w tym przyjemnego?


    Orgazm jest przyjemny. Albo coś z Tobą nie tak.

    Gość 11:30 (10.02.2011)

    Seks dla świętego spokoju

  • Autor: Gość

    Autor:Autor: Malina

    dziewczyna aka "Aśka" w tym artyule powinna dostac w glupi leb,bo rzeczy ktore wygaduje w tym reportazu to jakies wierutne bzdury.W zyciu na zywo nie miala okazji ogladac tych jakze pieknych stworzen,a rzuca pod ich adresem same oszczerstwa.Logicznym jest tez ze ptasznik nie wyjdzie z toalety tylko po to zeby ugryzc taka panne w zakłaczona dupe...wiadomo ze ptaszniki nie lubia nadmiaru wody,sa tez za czyste zeby lazic po zasranych gnojem rurach....Ludzie ktorzy maja nieuzasadniony lek wobec pajakow (a juz tym bardziej jesli nie mieli z nimi stycznosci) sa posmiewiskiem...



    malina to ty jestes posmiewiskiem i nienormalnym czlowiekiem, bo tylko taki moze pozytywnie wyrazac sie na temat hodowli pajakow - ptasznikow w domu. Jak pewnie wiesz - jak powinnas wiedziec - nie sa to bynajmniej domowe stworzenia i uzasadniony jest lek przed nimi. Zycze by to wlasnie ciebie taki jadowity ptasznik ugryzl w

    Anonymous 14:44 (09.02.2011)

    Po co ludzie hodują gady i pająki?

  • Jadowite węże? Przecież w Polsce nie można hodować jadowitych!!! Ten fakt tylko kity wciska, żeby ludzie mieli co czytać.

    Anonymous 14:42 (09.02.2011)

    Po co ludzie hodują gady i pająki?

  • Autor: anonim

    Duzo by o tym pisac...
    Mam 50 lat i wciaz lecze traumy powstale w dziecinstwie. Szkola, kolonie, rowiesnicy, dom rodzinny, molestowanie.
    Wtedy nie bylo psychologow itp w szkolach, nauczyciele z lapanki nieduoczeni z brakami dydaktycznymi wybierali sobie taka ofiare i dawali klasie jak na talerzu. Zwykle byla to osoba o ktora nikt sie nie upomnial, ktorej nikt nie obronil.

    zdziwisz się ale ale nadal nie ma żadnej pomocy i nauczyciele się nie zmienili, kur*** myślałem, że tylko ja mam takie przeżycia ale skoro jest o tym cały artykuł i większość rzeczy się zgadza... sam nie wiem czy się cieszyć, że nie jestem sam czy smucić, że nie jestem jakiś oryginalny... chociaż w sumie to nie powód do dumy ale wydaje mi się, że moje dzieciństwo to było piekło... ale chciałbym się uporać ze swoimi traumami przynajmniej tymi z dzieciństwa... a teraz jestem w liceum nie daje sobie rady wszystko się nawarstwia problemy

    Gość 23:18 (05.02.2011)

    Traumy z dzieciństwa

  • Wyglada to nieapetycznie. Takie akcje mozna promowac w inny, mniej razace oczy, sposob.

    ona 11:30 (05.02.2011)

    Towarzystwo Ochrony Zwierząt

Wcześniejsze komentarze