2010-08-30, 14:00 | Po prostu życie
Polak jak chce, to umie
Obejrzałem i jedna myśl krążyła mi w głowie. Uparty góral z Gilowic niedaleko Żywca uparcie dąży na szczyt. Z pewnością siebie, ale bez bufonady. Jasno określając swoje możliwości w doborze przeciwników. Nie porywa się motyką na słońce, nie żąda niebotycznych kwot za walkę. On wie, że krok po kroku trzeba się na ten szczyt wdrapywać. I jestem przekonany, że tam będzie.
Inna góralka, rzekłbym niskopienna – klasyk w ustach Wojciecha Waglewskiego – z Kasiny Wielkiej po latach ciężkiej pracy, wyrzeczeń, narzekań na standard przygotowań, jakość sprzętu z legendarną kurtką na czele, właśnie gości w reklamowych spotach pewnego banku. Kwota honorarium owiana jest tajemnicą, ale mówi się o liczbie z siedmioma zerami po jedynce.
Mistrzyni olimpijska i pretendent do tytułu mistrza. Dwie różne dyscypliny, ale charakteru do walki i ambicji im nie brakuje. Nasuwa się refleksja o tym, w jaki sposób zdobywają najwyższe laury polscy sportowcy. Niezależnie od dyscypliny Polacy odnoszą sukcesy na przekór przeciwnościom. Sukcesy Adamka, Kowalczyk, Małysza, poza talentem i pracą, są owocem tej walki. Oni sami sobie te zwycięstwa wywalczyli. Nie licząc na innych, nie żaląc się w kolorowych pismach, nie wyklinając działaczy. Bez wsparcia sponsorów, wychodzili z dołka aby święcić triumfy. Czy to siła góralskiej upartości, żeby na przekór wszystkim udowodnić, że można? Czy po prostu Polak musi dostać po tyłku aby zacząć piąć się w górę? I co trzeba zrobić aby na tej górze pozostać?
Rozejrzyjmy się po innych dyscyplinach sportu. Żadna nie jest na tyle doinwestowana przez kluby czy państwo, aby proces kształtowania sportowca odbywał się bez zakłóceń. Wiele rzeczy trzeba wywalczyć, wybłagać, wyprosić, pojedyncze elementy szkolenia odpuścić, pieniądze ulokować albo w nowym sprzęcie albo w zgrupowaniu. Przyszły mistrz od początku swej drogi nie ma łatwo. Można się zniechęcić, kiedy trenuje się na błocie zamiast na równej trawie. Można zwątpić, kiedy rozgrzewka prowadzona jest zimą w nieopalanej sali. Można powiedzieć dość, gdy pękają buty, rozłażą się szwy w dresach, a na dojazd na mecz trzeba dołożyć z własnej kieszeni. Pewnie, że można. I wielu tak robi, zanim na dobre coś osiągną. Zostają najtwardsi. Czy jednak jest to wyznacznik prawidłowej drogi, słusznej selekcji?
Tak, wiem. W trudnych warunkach nabiera się charakteru, ale przecież ludzi tak twardych jak Adamek, Kowalczyk, Małysz nie widzi się w sporcie co rok. Czasy się zmieniły. Ponad 20 lat temu sport był przepustką do wyjazdów zagranicznych, wyższej stopy życiowej. Mentalność sportowców była też inna, bardziej nastawiona na osiągnięcie wyniku aniżeli na profity. Najpierw trzeba było pokazać, że się ma naprawdę wynik a nie sporadyczne sukcesiki. Dziś wystarczy kilka razy dobrze skoczyć, dwa razy celnie strzelić do bramki, rzucić po 20 pkt w meczu i można siadać do renegocjacji kontraktu.
O co mi chodzi? O to, że obecnie trudne warunki nie ukształtują twardziela na macie, na boisku, na bieżni, na parkiecie. To znaczy kształtują, ale trzeba być wybitną jednostką, aby w chłodzie i błocie doskonalić talent. To, czy nastoletni piłkarz, koszykarz, siatkarz, bokser, lekkoatleta zostaną przy sporcie i wyrosną na następców naszych mistrzów, zależy od doskonałych warunków uprawiania sportu od wieku juniora do seniora. Inaczej sukcesy będą się rodzić z częstotliwością raz na 10 lat i dotyczyć będą pojedynczych sportowców.
Chociaż tak patrząc wstecz nie tylko na sport, ale na polską historię, pojedyncze wielkie sukcesy to nie jest zły pomysł. Jesteśmy narodem kochającym mity, uwielbiającym piękne porażki i wielkie niespodziewane sukcesy, o których całe pokolenia rozprawiają. Przykłady? Proszę bardzo: z historii Grunwald, Wiedeń, Somosierra, bitwa warszawska 1920 a ze sportu Wembley, gest Kozakiewicza, skok Fortuny. Kiedy Polak jest na straconej pozycji, kiedy jest pod ścianą, kiedy nikt na niego nie liczy, kiedy umarła nadzieja, wtedy pokazuje, że jak chce, może wszystko.
Przyznaję; dla mnie stanowczo za rzadko. Ale jakie piękne wspomnienia...
Gość
Komentarze (17)
Od kiedy w kwietniu pokonał Arreolę:)
ech biedne dzieci neostrady. Adamek posiada interkontynentalny pas IBF oraz pas mistrza świata NABO (nic nie znaczącej organizacji) pas który wcale nie czyni go mistrzem świata, bo do najważniejszych organizacji NABO nie należy
Cioty nie mają głosu. I wypudruj dupsko.
Gdybyztego nie żyli to zajęliby się czym innym