2010-09-02, 07:11 | Margines
Dowód z krwi i kości
Miała na imię Lucy Berlin, a w rozwikłaniu zagadki jej brutalnego morderstwa po raz pierwszy miała pomóc pionierska metoda oznaczania śladów krwi. Nigdy wcześniej bowiem nie tylko nie potrafiono odróżnić ludzkiej krwi od zwierzęcej, ale nie przychodziło nikomu do głowy, że można to zmienić.
Rewolucji dokonał niepozorny naukowiec z Greifswaldu, Paul Uhlenhuth, który opracował skuteczny sposób na odróżnianie krwi człowieka i zwierzęcia oraz wpadł na to, że może służyć w rozwiązywaniu tajemnic kryminalnych. Dzięki niemu morderca małej Lucy został ujęty i skazany. Choć jego wina była bezsporna, dziś marny byłby to dowód w sądzie. Musiałaby zostać potwierdzona przynajmniej grupa krwi podejrzanego, a najlepiej także DNA. Jednak w 1904 roku nie marzono o takich wynalazkach. Dochodzono do nich żmudnie, krok po kroku. Tę fascynującą ewolucję kryminalistyki w drugiej, po Stuleciu detektywów, odsłonie swojego monumentalnego dzieła prezentuje Jurgen Thorwald. Godzina detektywów właśnie trafiła do polskich księgarń.
Thorwald, zachęcony sukcesem poprzedniej części (po raz pierwszy została wydana w 1956 roku), wziął się do tytanicznej pracy i rozpoczął skrupulatne dokumentowanie odkryć głównie z zakresu biologii, chemii i serologii. Research trwał prawie 10 lat. W tym czasie Niemiec przeglądał książki w bibliotekach, przedwojenne publikacje i archiwalne wydania gazet, kolekcjonował ciekawe zbrodnie i przełomowe dochodzenia. Wszystko złożyło się na gargantuiczną kronikę (w nowym polskim wydaniu liczy przeszło 700 stron) zbrodni ukaranych.
Zajadli i dociekliwi śledczy, cierpliwi naukowcy, przebiegli zbrodniarze i tragiczne ofiary tworzą galerię autentycznych postaci, którzy własną krwią i potem tworzyli historię kryminalistyki. Thorwald spisał wielkie sukcesy policjantów, ale także naganne wpadki, które doprowadziły do zaprzepaszczenia cennego materiału dowodowego i tylko łut szczęścia sprawił, że sprawca trafiał w końcu na szubienicę. Pasjonująca opowieść niemieckiego pisarza, momentami zbeletryzowana, stanowi wciągającą lekturę, dla każdego miłośnika kryminałów. Może z wyjątkiem fanów serii „CSI” – ci mogą poczuć się rozczarowani tym, że bohaterowie nie są posągowo ładni, nie wyjaśniają zbrodni w 45 minut oraz nie dysponują okularami słonecznymi i zgrabnymi one-linerami. A jednak coś mi mówi, że w ich towarzystwie każda zbrodnia staje się niedoskonała.
Jurgen Thorwald, Godzina detektywów, wyd. Znak
Gość
Komentarze (10)
To już autor nie potrafi pisać po polsku - BADANIA??
Redakcja powinna żądać od swoich pracowników świadectwa maturalnego...
Jak Ci nie pasowało trzeba było sobie przetłumaczyć na własną rękę a nie chwalić się że potrafisz. Osoby bardziej oczytane nie czepiają się takich szczegółów
OSOBY OCZYTANA pisza po polsku "badania" zamiast "reserch", ludzie oczytanie piszą po polsku poprawnie a nie kaleczą polszczyzne "reserczem"
Taaa typowo polskie narzekanie i czepianie sie dupy maryny.
Zajmij sie lepiej trescia artykulu facet zamiast pluc jadem jak jakis rydzykandzki mocher.
Skończ michnikowski inteligencie.
Je
Je
takie klotnie o slowo.artykul ciekawy.bardzo.